Z ostatniej chwili

 Jak donoszą lokalne media, na granicach z Polską tworzą się kilometrowe korki Tirów.

Kierowcy-Zawodowcy tych pojazdów, albo odmawiają dalszej jazdy, albo sparaliżowani strachem nie są wstanie nacisnąć gazu i przekroczyć granicy.
Sytuacja, teraz naprawdę tragiczna, z początku wyglądała niewinnie i dotyczyła tylko nielicznych, tych mniej odpornych i często jeżdżących po Polsce.
Temat wydawał się błachy, ale chłopcy swoje przez C.B. szeptali.
Ostatnio jednak, kiedy lawinowo dotyka wszyskich zawodowych kierowców, nie tylko TiroHarpaganów, ukryć się tego dłużej nie da.
Groźna ta przypadłość, do teraz spychana pod asfalt, pojawiła się nagle i tylko lokalnie, pod dyskontami i w okolicach bazarów, przeważnie w dni wolne lub targowe.
Nagle, wraz ze zmianą przepisów o ruchu drogowym w Polsce, COŚ zaczęło się dziać.
Drastyczne podniesienie kar – kwot mandatów oraz punktów karnych, zagmatwanie przepisów i ich interpretacji, w założeniach miało poprawić bezpieczeństwo na polskich drogach.
Po krótkim czasie okaza łosie, że poza potężnymi wpłatami do budżetu które są automatycznie przeksięgowywane na konta mediów publicznych (co zapewne przyczyni się do wygrania wyborów, po raz kolejny, tej epickiej ekipy rządzącej, ale wiadomo – wygranej drużyny się nie zmienia) w żaden sposób nie przełożyło się to na poprawę bezpieczeństwa i polepszenia zachowań kierowców.
Jak nie wiedzieli kiedy włączać światła drogowe, tak nie wiedzą nadal. „Popierdalają” na dziennych czy mgła, czy się ściemnia, a nawet kiedy już noc. Ani zadymka ani ściana wody nie są im groźne bo „skoro automat sam nie zmienia to chyba komputer wie lepiej, nie?”
Jak nie umieli korzystać z rond i kierunkowskazów tak nadal nie potrafią. „Przecież jadę na rądzie w lewo, to włanczam (pisownia oryginalna) kierunek w lewo. Na rozum, proste nie!”
Jak korzystali z telefonów w trakcie jazdy, i jeździli po pijaku tak chętnie robią to dalej.
No… to akurat nie dziwi, kto trzeźwy by wsiadł do auta jak takie kary(?), a telefon… toć ekran zmiany nastaw klimy w nowoczesnym aucie ma większy rozmiar i co, jemu wolno?
Pisanie, nieodśnieżanie, blokowanie, podjeżdżanie, zajeżdżanie oraz inne „anie” nadal mają się bradzo dobrze.
Tu bez zmian, stare dobre nawyki pozostały, co było to jest, tylko drożej.
Ale nie, to nie to doprowadziło Europę na krawędź, a najtwardszych kierowców na kozetki psychiatrów oraz fryzjerów (patrz zdjęcie)!
To co sparaliżowało ruch tworząc korki przy granicach, nasiliło paniczne ucieczki Zakapiorów Szos, wzrost przyjęć na oddziały odwykowe, i raziło przerażeniem w szeregi twardych przecież kierowców tirów, to nowe zjawisko drogowe.
Otóż wysokie kary w połączeniu ze starą dobrą głupotą sprawiły, że po drogach Polski nagminnie zaczęły jeździć pojazdy ze stałą prędkością 58 km/h.
Strach przed mandatem, nieznajomości przepisów i brak skupienia na drodze, spowodował, że kierowcy tych pojazdów, przezwanych już w świecie „Slow Motorization”, sparaliżowani, jeżdżą równą i stała prędkością, bez względu na warunki, przepisy i sytuację drogową.
Bez względu na wszystko. 
Nie ma najmniejszego znaczenia czy im wolno 40, 50, 90 czy może 110 (bo o 140 to nawet nie wiedzą).
Oni zawsze jada 58, a ci bardziej zapobiegliwi to nawet 43.
Jadą tak – na wszelki wypadek. „Panie, może był zakaz a nie zauważyłem, tu może dozwolone, a może już nie, a te białe to dają ograniczenie… ale do ilu(?), i do kiedy(!). W nocy ile w końcu można jechać, a w dzień to też? To w mieście czy poza miastem obwiązuje? Panie, kto by to wszystko wiedział? Ja się nie znam, ja przyjezdny, ja się boję! Dwa tysiące skąd wezmę jak cukier taki drogi? Nie, panie, ja nie ryzykuję”.
Pytania, wątpliwości, niejasne odpowiedzi szwagra, matactwa wujka googla i niepewność „lidera wsród fanów”, pogarszają tylko sytuację.  
A nowe zjawisko powoduje straszliwe spustoszenie i ogromne konsekwencje.
Kierowcy tirów udający się do Polski, lub Ci Stąd, masowo nie docierają na czas z dostawą, nie są w stanie wrócić do domów na urodziny córki, nie wiedzą gdzie i kiedy dojadą, już nawet nie myślą czy w ogóle gdzieś wrócą. Stawki ubezpieczeń frachtu poszły w górę – ryzyko wzrosło, grafiki firm spedycyjnych wybuchły, spedytorzy eksplodowali.
No, a to jest dopiero początek!
Kierowca, desperat z kredytem, który jest aż tak odważny, lekkomyślny lub niedoświadczony i jedzie z próbą dotarcia do celu, robi co może, no ale co on może? Nie może takiego „Slow-a” wyprzedzić, nie może też za nim jechać, nie wie co robić a przecież nie może tak drobić!
I nie daje rady też sprzęt.
-Człowieku – mówi łamiącym się głosem jeden z tych kierowców którzy zgodzili się mówić – moja ciężarówka zrobiła miliony kilometrów, działa idealnie, to był sprzęt nie do zdarcia. Zadbany i kochany. Aż do teraz! Wszystko się sypie, olej nie ma takich norm i silnik się zaciera, hamulce nie wytrzymują temperatur, skrzynia biegów jest na ostatniej prostej. To było takie wspaniałe auto… 
Szloch… Jest dzielny – to twardy zawodnik – o sobie ani słowa.
Tak, sprzęgła oraz hamulce gremialnie ulegają degradacji, chłodziwa oraz oleje silnikowe nieprzystosowane do tak ekstremalnych eksploatacji po prostu nie dają rady gdyż nigdy nie były przewidziane i testowane na okoliczność takich drakońskich obciążeń.
Jaki pojazd, jaki człowiek da radę jechać 600 kilometrów z prędkością 58 na hy?
Te całe „Slowy” po kilkunastu kilosach się zmieniają, a zawodowiec musi dalej, całą trasę!
Kto za to zapłaci?
Kierowcy wracający z Polski, gdy okazało się, że „mamy pewien problem”, byli od początku wspomagani przez swoich pracodawców, rodziny i lokalne społeczności.
Chłopcy dostawali przydział na dodatkowy alkohol, organizowano wieczorki z poezją uspakajającą, niektórzy wprowadzili nakaz słuchania muzyki ambient. Okoliczni dostawcy zgodzili się na darmowe wymiany pogryzionych kierownic, a koleżanki „z ulicy” obniżyły stawki na relaksujące masaże. 
Ale teraz sprawy zaszły zbyt daleko -W to się musi wmieszać Unia! Trzeba rozwiązać problem na szczeblu Parlamentu, niech rządy zaczną działać. Potrzebne są nowe przepisy, dodatkowe stawki „za szkodliwe” by zachęcić kierowców do wjazdu na teren niebezpieczny, zwiększenie przydziału alkoholu oraz legalizacja narkotyków miękkich, inaczej, mówię wprost: nie damy rady! runie transport trasneuropejski – mówi oburzony przedstawiciel związków zawodowych. 
Unia się przygląda, a tymczasem, gdzieś spod Biedronki, wyrusza kolejna partia, załadowanych po brzegi promocjami, pojazdów.
Jest zima, już się ściemnia, „jedno oko na Maroko drugie na Pakistan”, do domu pod miastem do pokonania 15 kilometrów oraz kilku zawodowców.
Powoli ale… dadzą (Mi_…Im!) radę.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑