Żeglarstwo szosowe

 Przeczytałem (skądinąd bardzo fajny i dobry, merytoryczny artykuł o wyjdzie do Danii samochodem elektrycznym), i sam nie wiem co o nim myśleć.
Wpisuje się on w wiele innych podobnych, których ostatnio jest wysyp – o wypadach w Bieszczady czy inne góry, o tym, że niektórzy to nawet nad morze pojechali (ale nie wiem czy już wrócili), dlatego zastanawiam się o co chodzi z całym tym jeżdżeniem elektrykami w dalekie trasy.
Ponieważ, naprawdę, nie wiem co myślec, to cóż, pozostaje Mi_ stara, wierna ironia, za którą z góry nie przepraszam, no ale…
3 tys km, 6 dni, i 16 postojów, nie licząc 5 noclegów, niecamperem?
Cóż z tego, że wszędzie tam są ładowarki do wyboru, do koloru, i wszędzie się naładujesz, skoro wychodzi na to, że zamiast się skupić na jeździe, przyjemności z prowadzenia, nieograniczonej swobodzie i afirmacji wolności, ciągle trzeba kontrolować prędkości pojazdu – powyżej pewnej magicznej granicy pojazd wciąga prąd jak koń dropsy, prędkości wiatru – wMordęWind skutecznie zwiększa opory, temperaturze powietrza – w niższych może być potrzeba siedzieć w czapkach, ciepła akumulatorom nie można zabierać, rozkładzie ładowarek – gdzie szybkie, gdzie tańsze, gdzie wolne, gdzie w ogóle są. Cholera, jeszcze się nie rozpędzisz a już myślisz o ładowaniu.
Jeszcze nie poczułem wiatru we włoszech, kofeina z ostatniej kawy jeszcze nie przyswojona, nawet się Mi_ sikać nie chce – a ma się swoje lata!, i już postój!
Co jeszcze do tego? – wysokość nad poziomem morza – mniejsze ciśnienie powietrza, opór mniejszy? Biomet – lepszy humor, optymizm – można zaryzykować 130 km/h i 300 km na jednym ładowaniu? Wysokość bieżnika – niebagatelne opory toczenia, i ilość wody w spryskiwaczu – waga, waga, waga?
No, chyba, że to taka nowa życia filozofia się wykuwa na szosach. To wtedy pardon’t.
Do tej pory mieliśmy: Slow Food – świadome jedzenie, ceniące tradycję kulinarnej, lokalne i sezonowe produkty spożywcze, oraz wartości wspólnego spożywania posiłków i przyjemności płynącej z jedzenia razem podczas osobnego przeglądania społecznościówek na smartphonie.
Slow Travel – forma podróżowania, która skupia się na jakości doświadczania, zamiast na szybkości i odwiedzaniu jak największej liczby miejsc. W S.T. zachęca się do odkrywania lokalnej kultury, spędzania czasu z mieszkańcami i podróżowania z większą świadomością. Dlatego w S.T. to bardzo ważne, i należy bacznie zwracać uwagę ile daje się napiwku, za podanie drinka, tej lokalnej społeczność co robi za barbarzyńsko niskie stawki, w tym 5 gwiazdkowym All inclusive hotelu w którym uskutecznia się S.T.
Slow Living – styl życia oparty na wartościach typu spokój, harmonia, świadomość i uważność. S.L. zachęca do zwolnienia tempa, zredukowania stresu, skupienia na jakości zamiast ilości oraz do czerpania przyjemności z prostych rzeczy, i co ważne, wykorzystaniu każdej chwili, w tych krótkich momentach spokoju między otrzymanymi rachunkami które trzeba będzie kiedyś opłacić.
Slow Work – które skupia się na wykonywaniu zadań w sposób uważny, skoncentrowany i efektywny, zamiast na pośpiechu i multitaskingu. S.W. stawia nacisk na jakość pracy, przyjemność płynącą z wykonywanych zadań, i zwane jest też czasami Strajkiem Włoskim.
Wychodzi, że do tego wszystkiego dochodzi -Slow Drive – pokonywanie tras najwolniej jak się da, skupianie się na spędzaniu większości czasu na podziwianiu inżynierii drogowej przy ładowarkach, piciu kawy z lokalnych sadów, jedzeniu lokalnych hot-dogów, śledzeniu warunków atmosferycznych i kumplowaniu z Tirami.
Albo jest to zwyczajny, nowy rodzaj żeglarstwa po szosach i jedziesz gdzie cię wiatr poniesie.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑