Osobliwości



    Dokładnie 60 lat temu, 18 października 1963 roku, w kosmiczną podróż wyruszył pierwszy i jak dotąd jedyny (udowodniony)… kot.
Ale wiadomo, z kotami to nigdy nic nie wiadomo.
Félicette, bo tak miała na imię, czy chciała, wpływ jakiś miała, tak sobie wymarzyła… być Kotsmonautką?
Nie wiem, ale nie sądzę, a kiedy Nautilus, pierwszy atomowy okręt podwody, dopłynął na Biegun Północny, nadał wiadomość – „Dziewięćdziesiąt stopni szerokości geograficznej północnej”.
Uważasz? Nie mogli podać długości geograficznej (to te pionowe łukokreski na mapie), bo tam, na biegunie, południki się łączą.
Nautilus znajdował się na wszystkich jednocześnie, a więc nie znajdował się na żadnym, i to się nazywa „osobliwość”.
Narodziny i śmierć można ująć jako dwa bieguny egzystencji, takie „osobliwości”, a nasze życie jest, jak te południki, miedzy nimi rozciągnięte.
Wszyscy zaczynamy… się i w tym samym miejscu, ruszamy z „osobliwości” i tam też się kończymy, a po drodze się rozdzielamy i każdy idzie swoją, przez morza, góry, wyspy i pustynie.
Snuje własną opowieść i nie ma wśród nich dwóch takich samych.
No dobra, ale czy po tej drodze, wtedy kiedy każdy się snuje po tym globusie, mamy na coś wpływ?
Jak ten Kotsmonauta?
Czy tylko jesteśmy jak latawiec rzucony na wiatr, i od nas to jedynie zależy styl fruwania, a trasa, siła wiatrów, wysokość – już nie bardzo?
Może to wszystko co po drodze, jest jakoś gdzieś ukartowane, nieprzypadkowe…
O, choćby jak wtedy kiedy jadąc trasą ekspresową musiałem ekspresowo się zatrzymać.
Sprawdzić czy, że tak to ujmę: „rowery stoją”. I kiedy już, już się zatrzymywałem na pierwszym możliwym PSCRA – Punkcie Sprawdzania Czy Rowery Stoją, zwanym potocznie Miejsce Obsługi Podróżnych – MOP (bo się tam ciągle po niechlujach MOPuje brudne podłogi) zadzwonił Mi_ bardzo ważny międzynarodowy telefon.
Nie mogłem go nie odebrać, ale sikać przy nim też nie, a ponieważ nie da się tak siedzieć, gadać i się nie zlać, pojechałem dalej.
Podczas jazdy jest jakoś łatwiej?
Kiedy zakończyłem pilną tę rozmowę, zatrzymałem się w trybie superpilny na następnym MOP (PSCRA).
Tam, bosz no w końcu, załatwiłem co musiałem, a przy okazji, przy pomocy trytytek pomogłem facetowi przy aucie, co sobie utknął nieprzygotowany na awarię.
„Trytytka” to kosmiczne narzędzie do naprawiania wszystkiego co się rusza, a ma się nie ruszać.
Naprawione, podziękował i pojechał, a ja zostałem jeszcze na chwilę, napisać esej i ze dwa traktaty, ale, że miał rzęcha, to bardzo szybko go dogoniłem, i wyprzedziłem.
Co prawda, nie na długo, gdyż kawałek dalej, w lesie, znów się zatrzymałem, by pomóc motocykliście, ups pardon’t – użytkownikowi motocykla, więc on (ten trytytkowy złom ) znów mnie wyprzedził.
A kiedy, co oczywiste, niebawem go dogoniłem, nie jest wielką sztuką dogonić takie sztukowane trytyką z rozpiętym lewarkiem pierdzikółko, to zanim go ponownie wyprzedziłem wlokłem się, za nim, dłużą chwilę…
Cóż, gdybym się tam z tyłu, na tamtym zadupiu, tak nie zatrzymał a potem nie wlókł, to bym tam, na pewno i bankowo, nie jechał za szybko tylko leciał za nisko.
A gdybym tam, w tym… miejscu gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę… leciał za nisko, to złapałaby mnie POLICJA (Poszukiwacze Okoliczności Licznych Inkasacji Cennych Jednostek i Aktywów). Bo stali.
Stalli Chłopcy Radarowcy i łapali, a za latanie zbyt nisko należy się, każdy to wie, 4286 punktów (-karnych? -nie, kurwa, na kartę!), przepadek mienia całej wioski, oraz 165 lat pracy w koloniach karnych na Ganimedesie (księżyc taki).
Ale mnie nie złapali.
Przypadek? No, być może, ja się tam nie znam, mówię tylko jak było.
Albo o… jaka jest szansa, że przez 18 lat nie znajdziesz kota?
Jak jesteś mną to bardzo, bardzo mała. A nie znalazłem.
Było tak… plus minus 25 lat temu owszem, znalazłem takiego jednego, a ksywę to kocię miało „Bocioł” – Bo Cioł gnojek komara zawsze i gdzie się dało, a także Bo kiedy komara nie Ciął, to bezlitośnie, po pragnących głaskać spragnionych pieszczot dłoniach Ciął…pazurkami ostrymi i dużymi jak maczety Kukri.
Ujmę to wprost – romantyczny przytulas z niego nie był i się w tańcu nie pie…ścił.
Znalazłem to co miałem zrobić? Został.
Potem sobie 18 lat żył, a skurnik ostry to całe życie był.
W końcu odszedł, tam gdzieś, na wiecznego kimania polany.
I jakiś miesiąc czy dwa pózniej, pojechałem do pracy…
Czym się zajmuję? Może jestem wytrawnym hakerem, być może biegłą panią Zosią od faktur, a może tylko szybko piszę na klawiaturze w wojskowym uzupełnień biurze, sam jeszcze nie wiem do końca o co w tym moim życiu chodzi, (i zawodowym też) ale jedno wiem – potrzebuję w robocie, mego osobistego personal computera.
Rano było jak wstałem, zszedłem, wyszedłem, wyjechałem, odjechałem, kawałek przejechałem, i nigdzie nie dojechałem, bo wrócić musiałem się, po ten cholerny laptop, którego nigdy wcześniej, co ważne, nie zapomniałem!
Jestem nazad, wysiadam wkurwiony (bo ja? zapomniałem?!?) z auta, a tam, po drugiej stronie ulicy, gdzieś niewidoczne, ale za to doskonale słyszalne Coś drze jape.
Ludzie, jak zwykle, mają w dupie, ale ja to ciekawski jestem, poszedłem.
Krata.
Demontaż kraty chwilę zajął, bo przekonanie właścicielek nawet przez kogoś roztaczającego z rana aurę „lepiej mnie nie wkurwiaj” chwilę jednak zajęło.
Za to po demontażu okazało się, że przykitrane w kącie leży kocię, połamane, obesrane, przerażone, i raczej ledwo żywe.
Kurde no, 18 lat nic nie znalazłem, minął miesiąc od zejścia i co tu znowu za zajście.
Ech, złapałem za kark, zawiozłem do kotolelczalni, a tam ją no tak, wyleczyli.
I znów ta sama śpiewka: Znalazłem, to co miałem zrobić? Zostało.
A jak odbierałem wyleczone, to spojarzało na mnie z przejęciem, jakimś takim wzrokiem znanym mi od około 18 lat, i z dużym zacięciem… szponem jak Kukri, jak mnie ta cholera nie zatnie!
-Specjalne Pozdrowienia od Bocioła!
Rein(kot)karnacja… cholerna ich jasna… ale potem była (i nadal jest) już miła, gdyż w przyrodzie bilans musi być na zero.
Félicette pewnie nie chciała być kotsmitą z kotsmiczną misją w kotsmosie, ale cóż, skoro taki los, to poprawiła koronę i poleciała.
Wróciła jednak zdrowo i cała, i nawet pomnik dostała.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑