Trzy i pół minuty

 

„Wystarczy żeby na antypodach motyl zatrzepotał skrzydłami, a na bank wywoła w Norwegii tsunami!”
Nasz bohater którego imienia nie podajemy bo Krystian pragnie pozostać Anonimem (ta, i co jeszcze, Galem?) miał pewne zaległości czytelnicze.
„A spoko, doczytam sobie w aucie, ile mi to zajmie, trzy i pół minuty?” pomyślał jak wielu innych, i w rozkloszowanym palcie, rozkaszlany w zadyszce i czapce za dyszkę, powiewając w pędzie szalem od Hermesa oraz torebką Gucci kupionymi razem na poczcie o tam za rogiem (bo rzucili), w pędzie opuścił swe biuro… na parter, przygniatajac nim bogu ducha winny sklep spożywczy i popędził, a sił swych nie szczędził.
Lecz mimo że „Chłop” zabiegany, to skrupulatny jest z niego człowiek. Jak powiedział, że doczyta, to doczyta i co pół roku nie musi sobie o tym przypominać. Jadąc ostrożnie w trybie rozdwojenia jaźni i w stylu „jedno oko na Maroko drugie na Pakistan” doczytywał to czego wcześniej nie odczytał.
Jak wielu innych wpadł w sidła które sam na siebie zastawił. 
Zapomniał, że pewnych lektur „na prędkości” i „w rozdwojeniu” się nie czyta!
Im bardziej zagłębiał się w meandry tekstu, zatapiał w historii stworzonej przez jakiś obłędny, obłąkany lub z niezłym stuffem umysł, tym bardziej znikał ze świata realnego.
Wsiąkał, wnikał, zagłębiał się w te literki, a prędkości jazdy spadała mu wprostproporcjanalnie do tego wsiąkania które jak dobry towar – wciągał.
„Kurwa, co on bierze? I co ważniejsze – od kogo!!!” Refleksyjnie dumał czytając nasz Anonimowy Czytacz.
A nie były to Cycate… sory Cytate… fak… jeszcze raz… Cytaty Tacyta.
Cytał… no do kur… Czytał, ze świata znikał i nie wiedział ani kiedy ni jak bezwiednie zwalnia i zwalnia i zwalnia, i byłby na tym wysokim biegu – gdyby zaczął niczym żabka skakać – może otrząsnął się nagle z tego drogomarazmu, gdyby nie to, że ma automat i durne auto samo mu biegi redukowało.
Zaszokowany, zaczytany, zamroczony, zauroczony, zaskoczony – zaczytał się i zatrzymał.
Drogę blokując.
A Stefan Szewc jadący za nim kierowca tira, czy to z powodu ruchu drogowego, a może iloci promocyjnych punktów karnych na koncie, lub aktualnie słabej zdolności kredytowej na mandaty kredytowe, albo z braku kasy bo całą wydał na paczki z Aliexpresu (tego niestety już nigdy się nie dowiemy), klnąc pod wąsem jak szewc, nie odważył się wyprzedzić Czytacza.
Też więc zwalniał i zwalniał i zwalniał… I w pewnym momencie już wiedział: Masz babo placek, na psa urok i ciemna śrubka. Zaraz będę musiał zrobić pauzę, no trudno co zrobisz, pauza dla kierowcy to rzecz święta, szczególnie, że on na czas musi patrzeć po gospodarsku i uważnie, bo jak mu „krokodyle” popatrzą na czas i tachograf toś bracie przepadł.
Zatrzymał się więc na swój postój. 
No ale to nic, przecież ważne żeby dojechać bezpiecznie i cało, nie?
Spóźniony, w sumie niewiele bo jakieś 30 minut, w końcu dojechał na lotnisko ze swym ładunkiem, ale samolot który miał go zabrać (ładunek nie Szewca), nie czekał i odleciał o czasie.
No ale to nic, przecież będzie drugi, nie?
I tak się stało, kolejny samolot zabrał ładunek, bez spiny i luźne rajty.
Co prawda 7 godzin później, ale w skali świata, jest to tyle co nic.
Części zamienne do mazutowego silnika okrętowego które wiózł nasz Szewc w końcu dotarły na uprażone tropikalnym słońcem molo, no bo dlaczego by miały nie dotrzeć?
W sam czas dotarły by zobaczyć jak za krzywizną płaskiej przecież Ziemi znika prom który miał je zabrać dalej.
Prom ten miał je zabrać do wynajętego kutra który czeka na nie już od jutra, znaczy się od wczoraj (zawsze mi się to myli) aby dostarczyć je na kontenrowiec który niemrawo niczym wieloryb na fajrancie dryfując przewala się na falach.
No ale o co to całe halo na molo? Sobie niemrawo dryfując pływają, słońca zażywają, a pensja wpływa czy człowiek pływa czy odpoczywa.
Ma dostarczyć, to dostarczy, o co te nerwy, kolejny prom odpływa przecież, jak już od dziesiątek lat, kolejnego ranka, takiego samego jak każdy z tysięcy wolno się tu toczących wcześniejszych pod prażącym słońcem równikowych egzotycznych tych krain gdzie cola zimna, a coca gorąca. 
Ale ale, w końcu są nasz części, jest i kuter, a załoga której nie płacą za akord tylko od dniówki, szczęśliwa, uwija się jak to tropikalna załoga potrafi.
Czyli, oni zawsze mają czas…
No ale co to jest? Piekarnia z kolejką w komunistycznej Polsce?
Kiedy w końcu z 4 dniowym opóźnieniem, ale co to jest w skali kosmosu? (pytanie retoryczne i nie muszę znać odpowiedzi), dotarli na miejsce dostawy i odbioru, zamiast Paczkomat (nazwa zastrzeżona, nie odmienia się) zobaczyli pusty i piękny błękitny przestwór oceanu.
Parę godzin wcześniej kontererowiec uprowadzili w celach uzyskania słusznego, sprawiedliwego i co najważniejsze sutego okupu, somalijscy piraci po uprzednim naprawieniu silnika drutem i podróbkami części kupionymi na Aliexpres.
Dlatego, jeśli czekasz na wymarzone, długo oczekiwane oryginalne góralskie kierpce w nietypowym rozmiarze zamówione po taniości w Chinach, długo składałeś na oryginalną podróbkę Iphona i już nie możesz się jejgo doczekać, ostrzysz sobie zęby na rękawice kuchenne do samodzlenego montażu i wydziergania na drutach, puzzle „Awaria w dostawie prądu pewnej nocy w XVwiecznym Krakowie” + czarny spray dla niecierpliwych gratis od kultowej marki AllBlack, czy oryginalne klocki Ligao, albo lalkę Barbi bez logo ale za ułamek ceny w datku z tej samej lini produkcyjnej, oraz inne wymyślnie fikuśne gadżety dla dorosłych z ekologicznego plastiku i ze 100% pewnością dostawy przed świętami… już nie czekaj.
Gdyż jednemu koledze się wydawało, że może sobie odłożyć na później i SzosaMi poczytać „po drodze”!
Motyla Noga!
Dlatego pamiętaj, jak masz coś zrobić jutro, to zrób… a dobra chrzanić to… zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego.
„I żadnych dragów, wóda zgoda, zbiórka kwadrans po nieparzystej.”

________________________________________________________

https://www.facebook.com/HistorieSzosaMi

buycoffee.to/SzosaMi



Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑