Brakeing Bad

Moje problemy zaczęły się bardzo, bardzo, bardzo dawno temu, czyli mniej więcej dokładnie wtedy, kiedy zrobiłem prawko.

Na początku wszystko szło mi w miarę bardzo dobrze.
Tego sprzętu używałem dużo i na ostro, na wszelki wypadek ale za to bez sensu, w dodatku byle jak i mocno na wyrost.
Aż iskry szły, normalnie!

Wiele razy ledwie, ledwie unikałem draki… byłem o włos i nie wiem, jak mi się udawało.
Mimo że w sumie idealnie się to jeżdżenie „na krawędzi” układało, wpasowując w ogólny styl użytkowników naszych dróg, i tylko czekać tragicznego końca – to Pan w Niebiesiech i panowie w niebieskich jakoś ustrzegli mnie ode złego.

Niestety, lata i kilometry leciały, a przez ten czas – z braku właściwych wzorców do obserwacji, wyciąganiu złych wniosków, pogłębiania doświadczeń oraz krnąbrnego charakteru – trucizna złej praktyki sączyła się powoli, infekując mój system nerwowy, ciągle, po cichu programując mi odruchy i wbijając się nieostrzeżenie w istotę szarą.
Na amen.

Pierwszym, naprawdę wyraźnym symptomem, że coś ze mną źle się dzieje, były uwagi zdziwionych współpasażerów. Że dlaczego tak i to tak się da? Wystarczy tylko reagować obrotami silnika i ujęciem gazu w tej sytuacji?
Bezradnie rozkładałem ręce. Skąd mam wiedzieć, jak nie wiem? Ja się nie znam, ja samouk jestem! Myślałem, że tak jest dobrze.

Kolejnym dziwnym i bardzo złym objawem był notoryczny brak braku kontroli.
Jechałem i z rozrzewnieniem wspominałem – ech, kiedyś to były czasy! Wielokrotnie się pięknie i cudem, jakimś psim swędem, uniknęło wypadnięcia z drogi czy na milimetry wpadnięcia na innych użytkowników dróg!
A teraz? Totalna, przewidywana nuda!

Potem była tylko coraz większa bryndza.
Żeby nie wiem co – nic mi się nie udawało!
Ileż to aut się widziało w trasie, tworzących piękne instalacje w rowach czy stojących fantazyjnie bokiem na poboczu, a ja nic. Recydywa!

Do myślenia dał mi też arcyfachowiec, wyśmienity nauczyciel, instruktor nauki jazdy, który na jednym z kursów doszkalających mą jazdę (wstyd się przyznać, ale parę takich przeszedłem) wprost Mi powiedział:
-Obywatelu, po tylu latach na drodze a wy tego nie umiecie?
No… Wtedy się przestraszyłem!

„Boże, chroń mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam!” gdyż ostateczny cios padł z Brutusowego noża.
Od, zdawałoby się „przyjaciela”, niemal członka rodziny… towarzysza doli, niedoli, gdy boli i kiedy się bóli. Od mojego osobistego pojazdu służbowego.

Jak do tego doszło? Prozaicznie. Kupiłem kolejny samochód.
Pojazd jak lubię – kombi, szary, nienowy, ale i niestary, w automacie i w dieslu.
Lecz straszliwa prawda o tym co kupiłem, wyszła na jaw dopiero później.
Gdyż okazało się, że kupiłem naszpikowanego czujnikami i elektroniką zdrajcę!

Ponieważ jestem bardziej niż „samo” raczej „nie”-uk, któremu przypadłości, złe nawyki i kiepskie fotele wypaczyły każdy kręgosłup, a problem tylko z czasem się powiększa, Si (Sztuczna inteligencja) mojego nowego wozu również bardzo szybko się w tym połapała i błyskawicznie wykorzystała sytuację.
Pogrubionym 13 zgłoskowcem napisała na pojemnościowo-dotykowym ekranie środkowo-konsolowym: Czas na serwis i konieczne wymiany, poniżej lista!

Z Si (Szydercza inteligencja) negocjacje nie mają sensu, co ona tam zrozumie z mojej elokwentno-wykrętnej polemiki?
Zmieniłem więc, co trzeba, a w czasie kiedy cały sztab kompetentnych hostess poił mnie kawamia typu arabika Etiopia, cały sztab kompetentnych techniko-mechaników, a raczej inżynierów robotyki, wymieniał, zamieniał, podmieniał, a na koniec wprowadzał zadane wartości w komputery pokładowe mojego służbpojazdu, aż ten jodłował, a na koniec jego czujniki wręcz zawyły z radości.
W takich pojazdach nawet jak wymienisz akumulator pod domem, to wiedzą i cię zapraszają do salonu, żeby wbić nowe „paramy” poprzez komputery kwantowe podpięte światłowodami grubości przedramienia Szawrcenegera z centrum dowodzenia większym niż CERN.
Inaczej nie pojeździsz.

Zaraz po tym AutoSPA Si (Szczęśliwa inteligencja) czcionką pełną radości i sympatii powiadomiła wszystkie podległe jej systemy, w tym i mnie, że teraz jest super, czujniki informują „ales is klar”, i że jest nowa jakość.
I ona teraz jest bardzo szczęśliwa, teraz to można jeździć, a do kolejnej wymiany w sprzęcie mamy przed sobą aż 40 tysięcy kilometrów wspólnych, wspaniałych tras.
Ale super!

Pojechałem jeździć, ale już po przejechaniu 10 tys. zaczęły się problemy.
Z tych początkowych, obiecanych i pewnych 40 tys. km bezproblemowej jazdy, Si (Skonsternowana inteligencja) lekko drapiąc się w rozterce po krzemowych obwodach, poinformowała mnie, że mimo iż wszystkie pokładowe systemy nadal są super sprawne, to coś jest nie tak, bo do kolejnej wymiany mam już nie 40, ale 50 tys. km wspaniałych tras!

Zdziwiłem się po angielsku, licząc po cichu, że mnie nie zrozumie – WTF? (łot de fak?) no bo jak?
To 10 szybkich tysięcy km temu było do przejechania 40 tysiaków, a teraz, 10 tys. później zamiast 30 jest 50 tysi?
Yhm… wg jakiej wyższej matematyki są prowadzone te obliczenia?
No dobrze, skoro to tak, to tym lepiej, nie ma sprawy i pojechałem dalej.

Lecz po kolejnych 10 tysiącach (to już 20/40) z tych… hmm 40… czy 50(?) tys. (tak, ja też się trochę gubię), Si (Sdziwiona inteligencja) mocno zmieszana, kursywą i z błędami, służbowym tonem powiadamia oficjalnie przez ekran ciekłokrystalicznej informacji, żebym sam sobie dokładnie przeczytał, bo teraz (i ona też w to nie bardzo wierzy, ale takie są fakty):
-Ogólnie to jest nawet lepiej niż ok, minęło 20 tys. więc wymień Mi tylko olej i filtry l, oraz że poza tym nie widzi tam ze swojego centrum dowodzenia żadnych usterek, a ten układ hamulcowy do zmiany jednak nie za 50, jak wcześniej zgłaszała, ale za 60 tys. km!

I wtedy właśnie zwątpiłem w siebie, w te swoje szumnie reklamowane wielomilionowe kilometrotrasy i latami szlifowane umiejętności.
No, nie! No, cholera NIE!

Przecież jak tak dalej pójdzie, to im więcej będę jeździł, tym dalej będzie do wymiany tych cholernych klocków hamulcowych!
I tak oto dotarła do mnie w końcu straszliwa prawda.
Ja zupełnie nie umiem hamować!

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑