Wielosezon(n)ówki

Ludzie ogólnie nie wiedzą co jest dobre.
Dopiero jak celebryta, aktor, sportowiec albo influencer — a każdy z nich, wiadomo, że wie, bo inaczej nie zrobiłby tak oszałamiającej kariery — opowie w reklamie, że coś jest spoko i życia sobie bez tego dłużej nie wyobraża.
I szczerze mówiąc (tu wymownie intensywne spojrzenie w kamerę, modulacja głosem, przejęty wyraz w twarzy) „on już od jakiegoś czasu chodzi przybity, bo dobija go świadomość, że tak długo żył bez tego czegoś, i nie marnuj dłużej, tak głupio swego cennego czasu.”
Wtedy już wiadomo:
To jest dobre, można śmiało brać i jest gwarancja zadowolenia.
Przecież jakby nie wiedział, to by nie mówił!
Po co kłamać miałby?
Pamietajmy, to człowiek jest światowy, przez miliony folowersów wielbiony, predestynowany aby wiedzieć co jest najlepsze, i by tą wiedzą podzielić z maluczkimi w obowiązku czuje się.
Ja, jak każdy innym szeregowy szary człowiek, też nie wiem co dobre, ale chyba jestem trochę bardziej sceptyczny niż inni.
Taki ze mnie Chybasceptnik.
Tak się chybam na boki i dumam: co aktor może wiedzieć o rynkach finansowych, sportowiec o elektronice, czy internetowy influencer o wszystkim innym?
Nie mam na imię Tomasz, ale jestem niedowiarek i jeśli sam się nie sparzę, to tak na słowo nie wierzę.
Wyjątkiem dla mnie, są jedyne Rozenek i Górniak.
Pierwsza wie wszystko — taka się urodziła — kompetentna, a druga wszystko przeżyła — taka się urodziła — dawno.
Pech jednak chciał, że obie one opon, w tym wielosezonowych, nie reklamują.
Niby prosiłem je korespondencyjnie o przeprowadzenie testów (cały skłócony i skołowany świat czeka), ale nie chciały.
Jedna stwierdziła, że tak samo doskonale (logiczne) będzie jeździć na każdego rodzaju oponach i byłaby nieobiektywna, a druga, że jak była młoda (kiedy to jeździła autem, a to będzie… no… z 17 000 lat temu będzie) to jeszcze nie wynaleziono koła i tu jest bezradna.
Chcąc nie chcąc, z braku wparcia najlepszych, klarownej, jasnej i prawomocnej podpowiedzi — musiałem zaryzykować i zrobić sobie ten test sam.
Wiele się debat wstępnie pokojowych odbyło, niejeden grill szlag trafił (tak urządzenie, jaki i imprezę) oraz nie raz krew przelano w odwiecznym sporze:
Czy opony wielosezonowe są dobre wbrew opiniom wielu, że niby jak cios… pardon’t… coś(!) jest do wszystkiego, to jest do dupy.
Czy odwrotnie wręcz (pięścią lub z plaskacza) lejąc… wodę na młyn tych, co uważają, iż to już nie te czasy, że saniami do Szwecji w zimie przez Bałtyk – czyli owe opony są super (bo mamy już w klimacie jeden allsezon) oraz wystarczające.
To jak to jest naprawdę?
Jeśli komuś wystarczy opinia kogoś (Mi), kto testował je przez rok (+\minus 2 miesiące) na dystansie 60 tys km (plus/- 29 tys „nie w koło komina”), w warunkach skrajnie zimowych (nieodśnieżona, pokryta świeżym lodem autostrada w nocną zamieć może być?) i skrajnie letnich (kraj wpołudniowy, dzień w dzień ultrasłonecznie, plus 40 w cieniu – ujdzie?)
Do tego jazda zawsze, wszędzie i w każdych warunkach w stylu „Panie! Ja tu jeżdżę, każą jeździć – jadę, nie każą – też jadę.”
To mogę opowiedzieć, jak to jest z tymi oponami Wielo Sezon Nowymi. Ano, było to tak…
Kiedy niedawno, po jakimś roku od założenia na moje 18 calowe koła opon – nówek nieśmiganych, świeżo wyjętych z Paczkomat® – coś zaczęło mi szumieć z tyłu auta (nieznośnie mnie wkurzając) pomyślałem: Na bank łożysko w piaście. Cholera, znów będą mi pół samochodu rozbierać z wyciąganiem silnika włącznie, żeby to wymienić, a przede wszystkim, coby uzasadnić wysokości faktury!
Dlatego wyprzedzająco, najpierw pojechałem do wulkanizatora. I tu zaczyna się nasz test.
1. Wytrzymałość.
Po zdjęciu opon (zdjęciu z auta, a nie zdjęciu telefonem) okazało się, że po roku jazdy non stop i 60 tysiącach kilometrów przebiegu allsezon, w strefie klimatu umiarkowanego z elementami górskiego, tropikalnego i kontynentalnego — opony wielosezonowe z tyłu, są wyząbkowane (ale to nic nie znaczy, bo w niedociążonym kombi, każde inne też by były), za to z przodu (gdzie idzie największa siła hamowania — nawet u kogoś, kto, jak ja, nie hamuje, bo nie umie — i gdzie tarcie największe, gdyż dociążenie silnikiem) są prawie łyse.
2. Komfort.
Bez względu na sezon, póki się nie rozgrzeją (technologia rodem z Formuły 124), są cholernie twarde — w zimie twarde, gdyż zimno, a w lecie twarde, bo ciepło — a mają przecież spełniać jakieś warunki brzegowe, c’nie?
To powoduje dyskomfort, jednak mały, gdyż przeważnie przez jakiś czas, z rana jedzie się śpiąc, więc może to nawet lepiej jak tak huczy? Człowiek się szybciej budzi.
3. Wielozadaniowość
Mit, że źle się spisują na śniegu, można obalić. Sprawują się na śniegu źle… dokładnie tak samo źle jak i zimowe. A kiedy jest lód, i tak nic nie pomoże.
Jeśli ktoś umie jeździć, pojedzie nimi w trudnym terenie bez większych różnic niż na innych.
Ja pojechałem bez większych różnic w górach śniegu i deszczu ulewach, w chłodzie po lodzie, i ptaków w parku śpiewach, przez lasy i knieje, jak leje i dnieje. Jeździłem tak rok, nie było źle.
Aha! Czyli jest dobrze!
„Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, powiedziałbym, że ludzi. Ekhm… Ludzi, którzy podali mi pomocną dłoń, kiedy sobie nie radziłem, kiedy byłem sam. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pomaga się nam rozwijać. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję życiu. Dziękuję mu, życie to śpiew, życie to taniec, życie to miłość. Wielu ludzi pyta mnie o to samo: ale jak ty to robisz? Skąd czerpiesz tę radość? A ja odpowiadam, że to proste, to umiłowanie życia, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład buduję maszyny, a jutro… kto wie, dlaczego by nie, oddam się pracy społecznej i będę ot, choćby sadzić… doć… marchew.”… jak to ładnie streścił skryba z „Asterixa – misja Kleopatra”.
Ja tam mogę jeździć na wszystkim.
Trzeba pamiętać, że opony (co widać na zdjęciu) były i będą różne – i mają pomagać. Jednak oponami, warunkami, sprzętem i że „ja nie wiedziałem, bo ja jestem nietutejszy” dupy sobie podcierać nie można jak się jakiegoś gówna narobi.
To nie słabe opony czy prędkość zabija, tylko nagła prędkości utrata.
Dlatego niezapierdalanie (bez względu na posiadane opony), dostosowanie stylu, sprzętu i umiejętności do warunków jest kluczowo ważne.
Aha… i ważne też jest, w tym naszym teście konsumenckim niepłatnym, że wielosezonowość opon została bezsprzecznie udowodniona.
Opony Wielosezonowe wytrzymały parę sezonów…
…Czyli dwa.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑