Diagnoza

Nie można powiedzieć, że był przerażony, tak jak wielu mniej odpornych psychicznie, młodszych i niedoświadczonych. Nie, był raczej lekko strapiony, ale z biegiem czasu coraz bardziej przestraszony.

Do cholery, dlaczego to tyle trwa?! Czekanie, jak zawsze, jest najgorsze. Siedział wygodnie ułożony i zaopatrzony w napoje w tym pięknym, acz surowym, nastawionym na pragmatycznie praktyczny cel sterylnym wnętrzu i czekał na diagnozę… a może na wyrok – już zdecydowanie zbyt długo.  

Musi być naprawdę źle, skoro to tyle trwa. Ech, to wydarzyło się za szybko, jak zwykle, niespodziewanie. W dodatku tu, tak daleko od domu, na obcej ziemi. Tyle miał jeszcze planów, tyle jeszcze chciał zdążyć zobaczyć.  

Wiadomo, chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach. Ale przecież nie zdradzał się ze swoimi planami – planując milczał, milcząc działał. Aż tu nagle: feeria barw, nagła słabość, dziwna nerwowość… po czym cisza i ciemność.  

Potem bezładne próby reanimacji, nerwowe oczekiwanie i na końcu tego obskurnego tunelu – pomoc. Cóż… miał już swoje lata i „przebieg”, więc można się było tego spodziewać, ale to i tak było zaskoczenie. Pewnie to przez ten gorąc!  

Dobra, ok, jest jak jest, jeśli to koniec, trudno, przyjmie to na klatę, nie tak jak ten młokos obok, łapczywie łapiący powietrze płytkimi oddechami albo ten drugi… niby taki spokojny, a nerwowo nogami przebiera i rozmowę po rozmowie w telefonie odbiera.  

Zawsze trzeba liczyć się z kosztami swych działań, przecież każdy kiedyś zapłaci rachunek. Po raz dziesiąty sięgnął w przeszłość, przeanalizował raz jeszcze swoje działania, dumając, czy i gdzie popełnił błąd, może mógł zrobić coś inaczej.  

A jeśli jesteśmy jak ten latawiec na wietrze, co w złudzeniu wolności nie wie, że lata tak wysoko, jak mu sznurek pozwoli i w kierunku, który wybiera nie on, lecz wiatr, to co zrobić możemy?  

Nie żałował, było warto. Zrobił wszystko jak należy, więc z podniesionym czołem przyjmie to, co przyniesie los, a raczej to, co przyniesie obcy, zimny, pragmatyczny profesjonalista po tych stanowczo za długich i zbyt szczegółowych badaniach.  

Tylko, do Rwy Kulszowej, o Borze Szumiący, kiedy?!  

– Proszę ze mną – z zadumy wyrwał go spokojny głos. Wzdrygnął się, gdy zobaczył fartuch i wystającą z niego złudnie przyjemną, spokojnie uśmiechniętą twarz oraz rękę, a w niej plik wydruków.
„Jasne, najgorsze wieści przynoszą tacy właśnie posłańcy” – pomyślał i wstał. Dobra, jest gotów na wszystko, wóz albo przewóz.
– Pierwsze pytanie, czy du ju spik englisz? To dość ważne, żeby była jasność w tym, co za chwilę powiem.
– Jes, of kors, naturlamę, aj don’t, Doktorze! Ale za to doskonale operuję koktajlem słów, przypadkowych czasów oraz pantomimy w mieszance słowiańsko-anglo-germańskiej z dodatkami przeróżnej łaciny.
– Oł rajt, no to dobra. To po primo, przepraszam, że to tak długo trwało, ale mamy sezon i jest wielu pacjentów. Po secundo, ma pan najlepsze ubezpieczenie, dlatego diagnozę musieliśmy przeprowadzić naprawdę dokładnie. A, no i po tertio, nie jestem doktorem!
– Przepraszam, Profesorze, ten fartuch mnie zmylił! Mów pan wolniej, bo nie nadążam… To jaka jest ta diagnoza… czy może to wyrok? Jestem gotów!
– Otóż, nie jestem też profesorem, jestem zwykłym technikiem! Po dokładnych badaniach komputerowych oraz po konsylium fachowców, po pierwszych, jak wiemy, złych objawach…
– Litości! Mów Pan, jest bardzo źle?
– No, próbuję powiedzieć, że to tylko akumulator padł. Pojazd przeszedł w tryb awaryjny, wszystkie kontrolki i skrzynia automatyczna zwariowały właśnie od tego braku prądu. Długo to trwało, bo go ładowaliśmy, ale po wykasowaniu błędów wszystko jest już dobrze. Może pan spokojnie kontynuować urlop i realizować, co tam sobie zaplanowaliście. A po powrocie do domu proszę wymienić akumulator na nowy!
– Jestem uratowany, rodzina mnie nie zabije! Jak mam panu dziękować?
– A, to tam, za rogiem po lewej, w kasie… można płacić kartą.

2 myśli na temat “Diagnoza

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑