Zbijak

#szosopasta 803 słowa, 4 minuty czasu czytania

Jeden znajomy, bawiąc się moim Leathermanem (taka podręczna kosmetyczka dla mężczyzn, co to ma kombinerki, nóż, otwieracz i inne zbędne gadżety), jak już go wyotwierał na wszystkie strony i nie umiał pozamykać, zauważył zainstalowany w nim zbijak do szyb.
Z szyderczym uśmiechem zapytał:
– A po ci po co?
– A nie wiem, takie sobie było, to mam…

Nie uwierzył. I prawidłowo – mało co robię bez powodu.


I niezupełnie bez związku przeczytałem ostatnio, że jeden kierowca, jadąc szybko na zakręcie (nie no, on jak my wszyscy jest mistrzem, to jak zawsze winny był zakręt!), wpadł sobie w poślizg, potem do rzeki, a na koniec okazało się, że jednak wszystkie te filmowe sztuczki z oddychaniem pod wodą, wybijaniem szyb z kopa i piętnastominutowym podwodnym pływaniem bez akwalungu nie zadziałały.
Gość, mimo zastosowania wszystkich trików, nie przeżył.

Hmm… bez sensu. Zaciekawiło mnie, jak Króla Juliana – dlaczegóż to?


Auto wpada do wody i od razu, jak kamień, tonie?
No nie! Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb. Przez jakiś czas (wyporność) unosi się na wodzie. I żeby nie wiem jak wpadło – bokiem, górą, przodem czy w koziołkach – nisko położony środek ciężkości, tak pożądany na drodze, powoduje, że samochód unosi się kołami w dół.

Dobra, chwilowo mamy pływalność. Co dalej?


Dalej woda będzie się dość szybko dostawać do auta, a silnik – czy tego chcesz, czy nie – cholerna fizyka, będzie ciągnął pojazd pod wodę w pierwszej kolejności.
W tym czasie, zanim grawitacja zrobi swoje, nie przypominaj sobie filmów, nie rób zdjęć na Insta i nie dzwoń po znajomych. Nawet nie dzwoń na 112 – to nie ma teraz sensu, zabierze za dużo czasu, a i tak nie zdążą przyjechać.

Nie czekaj, żeby przetestować sceny z Jasona Bourne’a: jakieś tam zanurzenie, aby nabrać powietrza z bąbla i z rozbryzgiem odrzucanych włosów wyłonić się jak Aquaman z odmętów. Bo to teraz (kiedy auto się unosi) masz największą szansę wyjść z tego z życiem.


To co robimy? Opuszczamy pojazd?
Tak.
Nie, nie próbuj otwierać drzwi – raczej nie otworzysz. Wszystko dzieje się szybciej, niż ja to piszę. Napór wody już ci nie pozwoli, a nawet jak je uchylisz, to tylko narobisz sobie problemów, bo woda szybciej dostanie się do środka.

To może opuszczamy szyby? Dobry pomysł.
Ale to jest XXI wiek, wygoda ma swoje prawa – elektryczne szyby już nie są na korbkę i może się to opuszczanie pojazdu poprzez opuszczanie szyb nie udać.
Jeszcze w latach 90-tych elektryczne „opuszczacze” szyb były tak robione, żeby trzy minuty po wyłączeniu dostaw prądu mogły działać, ale teraz zmiany w elektronice pojazdów powodują, że przeważnie nie działają.


OK, jednak nie udało się opuścić. Trzeba taką szybę wybić, póki woda jest poniżej jej poziomu.
Gdyż jak będzie powyżej… wybicie szyby spowoduje, jeśli w ogóle się to uda, że woda ci odłamki szkła wepchnie w twarz. Przerąbane podwójnie masz.
Choć tyle dobrze, że krótko będzie cię martwić brzydka buzia, bo i tak za chwilę umrzesz.


Dobra, dość dywagacji – wybijamy!
Jest prawie pewne, i tak samo prawdopodobne jak wpadnięcie autem do wody, że masz tam na podorędziu, w zasięgu, sprężynowy zbijak do szyb, samochodowy młotek ratunkowy lub – tak jak ja – zbijak w scyzoryku.
Jeśli jednak masz (Kurde, naprawdę?!? Szacun!), to rozbijaj tę szybę.
Kawałki wypadną na zewnątrz i luz.


A jeśli nie masz nic takiego?
Bez paniki! Nie pisz testamentu – woda go i tak rozpuści.
Wyjmij zagłówek i jego nóżką rozbij szybę.

Jak już rozbiłeś, droga ratunkowa jest gotowa.
Są dzieci na pokładzie? Od nich zacznij ewakuację.
Na boku dodam – od najstarszych, bo najstarsze jak wysiądą, pomogą młodszym.
Następnie Damy, a na końcu sami wysiadamy.


I jak sytuacja?
Jednak się nie udało?
Spoko. Wszystko to dzieje się szybciej, niż czytasz, więc mogło się nie udać.

Panika.
Szyby się nie opuściły, nie rozbiłeś ich młotkiem, o zagłówku nie pomyślałeś, bo nie czytałeś tego wpisu.
Woda sięga coraz wyżej…


Dobra, teraz już spoko i luz.
I tak właściwie już nie żyjesz, więc nic nie ryzykujesz – można powalczyć.

Czas przejść na poziom Master Level Schwarzenegger.

Skup się!
Kiedy woda wyprze całe powietrze z auta (ale uwaga – trzeba pamiętać, że powietrze musi wydostać się również z bagażnika, aby zniwelować gradient ciśnienia), wtedy – proszę ja ciebie – wyrówna się ciśnienie z obu stron drzwi i być może uda się je otworzyć.


Jak nie wpadniesz w panikę, zaczekasz odpowiednio długo, nabierzesz haust powietrza – to jest szansa.
Ale spokojnie, bez euforii – minimalna, że wypływając przeżyjesz.

Więc jest tak: zapierasz się w sobie, z zimną krwią (bo woda zimna jak cholera), czekasz, aż auto zostanie całkowicie zalane.
Śmiejąc się śmierci w twarz, nabierasz pełne płuca powietrza, otwierasz drzwi (spróbuj się zaprzeć nogami), obierasz kierunek ku powierzchni i życiu (podpowiem, że to przeważnie jest w górę).
Z zapasem powietrza oraz pieśnią na ustach ruszasz…
I dupa!
Bo zapomniałeś odpiąć pasy!


Wyjątki: James Bond i jego Lotuso-podwodna-łódź oraz Jeźdźcy Kabrioletów.

 

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑