CzasoMistrz

[911 słów, 5 minut czasu czytania]

Przez 50 lat międzynarodowa społeczność ostrożnie i niepewnie balansuje pomiędzy dwoma różnymi sposobami pomiaru czasu. Jedna z metod, ta starsza „odFaraonia”, oparta jest na obrocie Ziemi (jeśli ktoś wierzy w to, że płaska ziemia się obraca niczym kulka), położeniu słońca i gwiazd.
Doba opiera się na tym, ile czasu potrzebuje Ziemia, aby wykonać jeden pełny obrót wokół własnej osi, co ponoć – bo weź to sprawdź – zajmuje 24 godziny lub 86 400 takich sekund.

Druga zaś, ciut bardziej precyzyjna, wykorzystuje niezawodną częstotliwość zmieniającego się stanu atomów cezu. W tej drugiej metodzie Sekundę określa proces zachodzący w jądrze atomu cezu-155, który zegary atomowe potrafią obliczyć z oszałamiającą dokładnością. Ale – uwaga – bo nie zawsze. Obrót naszej planety nie jest przecież stały. No niezły Czas… Czad!

Ktoś wiedział, że są takie sekundzie jaja na świecie?
Rzecz cała i problem w tym, że czasy wskazywane przez te zegary ciut się różnią.

Czas numer jeden (astronomiczny), ma tendencję do opóźnienia o kilka klików w stosunku do czasu drugiego (atomowego). A Międzynarodowa Służba Ruchu Obrotowego Ziemi i Systemów Odniesienia – cała ta IERS odpowiedzialna jest za śledzenie wszelkich zmian w pomiarze czasu, i kiedy z dodatkowych milisekund uzbiera nam się „milikopka” do rozmiarów sekundy – zegary atomowe są na chwilę zatrzymywane, tak aby zegary astronomiczne mogły nadrobić zaległości.

Logiczne, przecież to Kopernik ruszył ziemię (jeśli się wierzy w ten zabobon), a gdzie nam się z nim równać? Toć łatwiej zatrzymać zegar atomowy niż Ziemię!
Dość dodać na koniec, że od 1972 r. dodano już 31 takich sekund.

Nazywamy je – Sekundy Przestępne – ksywa robocza „Przestępcze”, bo są nielegalne i każdy z nas “traci” przez nie sekundę ze swojego życia.
Lub – Skokowe – bo w czasie, którego nie ma, gdyż jest zatrzymany, można łatwo, jeśli jest się Szybkim Lopezem, dokonać jakiegoś skoku, np. na bank.

IERS może zdecydować o odjęciu ostatniej sekundy z ostatniej minuty 30 czerwca lub 31 grudnia, albo kiedy sobie chce (bo kto im zabroni?), a to spowoduje, że ta minuta na którą się zasadzą będzie miała 59 sekund!

Tak sobie teoretyzowałem, kiedy gnałem. Gdyż misję miałem.
Kalkulowałem, analizowałem, obserwowałem, wyliczałem i na bierząco rozkminiałem: Czy tu zaraz, na tym skręcie w lewo, załapię się na szybkie zielone? Ile tam stoi samochodów – i jeśli o jeden za dużo, to czy przez to już nie zdążę i będę musiał czekać? I jak tak to niedobrze bo teraz na czekanie to ja czasu nie mam.

I jeszcze: jakiej stoją pojazdów marki – jak niemieckie, to szanse rosną. Czy małe czy duże – gdyż jak małe pierdzikółka, to mi maleją. Jaki jest dzień – czy targowy i gdzie tu są przeceny.
Brałem pod uwagę wszystko: poziom ciemności, kiedy opady, jaka śliskość… ciśnienie w oponach sąsiada… bo wszystko, wszystko teraz miało znaczenie!

Czy jak się nie załapię na szybkie zielone w lewo, to może tu, o tam, warto odbić w prawo, na tę strzałkę w prawo załapać się, szybka potem nawrotka, zielona fala i jestem te kilka, kluczowych, sekund do przodu.

Rozedrgany wewnętrznie, rozchełstany zewnętrznie, darłem i parłem przed siebie. Każda minuta, każda sekunda była teraz na wagę, a opóźnienia nie brano pod uwagę.
Dlaczego z tą arcytrudną, balansującą na krawędzi niemożliwości misją wysłano mnie?

A kogo miano jak nie Mi_, jak nie mi…strza dotrzymanych przysiąg i terminów? Nie bójmy się wielkich słów – CzasoMistrza!
No… ok, może poza tym jednym spóźnieniem na chrzciny. Ale, ale! To się nie liczy, i tak by nie zaczęli beze mnie, znaczy się bez chrzczonego… którego miałem ze sobą.

No dobra, ale, ale! Półtorej godziny na chrzciny? – zapytałem się teoretorsyjnie.
Przepraszam – tłumaczyłem sobie sam siebie – ale to jest zwyczajne czepianie się szczegółów!

Ok, a wtedy na pociąg? – Ale co na pociąg? – zacietrzewiłem się wewnętrznie – co na pociąg? – No, spóźniłeś się! – Bosz… ale tylko minutę!

I tak – zawzięcie tocząc się przed siebie zewnętrznie, a ze sobą – wewnętrzne spory, uwziąłem się: Tym razem MiMisja przebiegnie nie dość, że gładko i sukcesywnie, to jeszcze z sukcesem!
Ja im pokażę i dzisiaj się wykażę, a imienia swego tym razem nie skażę…

Nosz kurwa!
Wiem wiem, ważnym jest aby język giętki powiedział co pomyśli głowa: No to idzie mi tu o to, że skazy nie będzie na mym imieniu!

Zaspy zalegały hałdami, a rzucając pod koła swe roztopione niczym lodowce odłamy kry zmuszały do zwalniających mój pęd natarć i ominięć.
Ciemności zapadały już dawno, ale odbicia świateł nie utrudniały mi rozeznania kto wróg, kto przyjaciel. Ja nie mam przyjaciół – tu i teraz.

Ogień i cegła na gaz! Obok, z wizgiem luźnych pasków klinowych, skowytem silników zażynanych na dwójce, przemykały w tył wyprzedzane zręcznym slalomem powolne zawalidrożne samochody. Psy i piesi, rozsądnie, nie egzekwowali swego prawa na pasach.

Doskonale, gdyż są chwile w życiu, że fizyka nie bierze jeńców. Z drogi barowe leszcze, bo klaksonem was popieszczę!
Jestem sobie CzasoMistrzem, co ze swoim czasomierzem, trasy sobie w czas przemierza – podśpiewywałem pod gołowąsem, kiedy zamaszystymi ruchami, ale nie myśl sobie! Precyzyjnymi niczym szwajcarski chirurg, łoiłem tę trasę.

Wcześniej namierzony Obiekt, do którego zmierzałem i któremu odpuścić – nie dzisiaj – nie zamierzałem, już pojawił się na horyzoncie. Najwyższy czas!

Zgrabnym poślizgiem wbijam przed nim na parking, silnika nie gaszę, na plac wylatuję, ślizgam się na butach, gnam i już, już drzwi klamki niemal dopadam, kiedy z oddali, na wprost a jakby strzał prosto w ucho, słyszę niesatysfakcjonujący odgłos przekręcanego klucza.
Szelest obracanej kartki na „Zamknięte” wdziera mi się pod kopułkę… Zamarłem, rękaw zadarłem i sprawdziłem.

Nie wiem, czy to właśnie teraz IERS postawili dodać brakującą sekundę i skrócić minutę do 59 sekund, ale wiem jedno…
Monopolowy jak został tak i pozostał mi już zamkniętym.

2 myśli na temat “CzasoMistrz

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑