Bellissima

#szosopasta na 999 słów, 5 minut czasu czytania

W życiu liczą się detale. Obrazu namalowanie, drogi długiej pokonanie, szafka z Ikei poskładanie, na wysokim szczycie szczytowanie, czy Szosy przeczytanie – wszystko to składa się z małych elementów, które trzeba mozolnie ze sobą połączyć – aby stworzyły całość.

Oczywiście — zbyt szczegółowe skupianie się na detalach może zaburzyć ogląd całości, ale z drugiej strony, patrzenie z odległości na całość może przygnieść ogromem, a smakowite detale mogą nam umknąć. Dlatego we wszystkim trzeba zachować jakiś balans: z jednej strony dystans, a z drugiej… ech… w życiu liczą się detale.

Tak jak kiedyś ja, w Italii, gdzie:

  1. Nie ma nieobitych aut.
  2. Jeśli jednak są, to jest to zagubiony niemiecki emeryt, którego nawigacja wywiodła na manowce w jego funkiel nowym mercu — i patrz na punkt 1.

Jest tak, gdyż Włosi traktują swoje środki transportu z typową dla siebie nonszalancją i radością ich bi… bycia. Klasyczne Dolce vita! — w dobrowolnym tłumaczeniu: „Masz Dolce? Witaj!” To jest trochę dziwne, bo najpiękniejsze, najdroższe, najkultowniejsze, najdizajniejsze i najfajniejsze auta robi się właśnie tam. Ferrari, Lambo, Maserati, Fiat 500.

Z jednej strony są to pojazdy o ponadczasowym designie, tak piękne, że szkoda wsiadać, a z drugiej strony… no weź i zobacz z drugiej strony… widzisz, jaka wgniota? Ciężko to zrozumieć, ale też trudno się dziwić. Italia ma długie tradycje w budowaniu miast.
A wtedy, kiedy je projektowali i budowli, stawiano na ponadczasową solidność, tak by to, czego nie załatwił Wezuwiusz, się ostało i lata stało. No i stoi, do dzisiaj.

Mimo, że byli bystrzy (mieli Senekę, Marka Aureliusza, formację żółwia, kohorty, czynszówki i akwedukty), to jednak nie przewidzieli transportu czterokołowego wielokonnego (poza wołowym).
Na tym, co zbudowali, rydwany mijały się bez problemu. Więc — Panie, to nie Ameryka, po co budować szerzej i prościej, jak tak budować jest łatwiej i prościej?
W dodatku, w całym tym antyku, w Rzymie w ciągu dnia był zakaz jazdy konno, więc budowano w układzie pełnym zaułków, ciasnych skrętów i niewielkich prześwitów w stylu: niech będzie tajemniczo i zagadkowo „gdzie ja, kurwa, jestem?” dla przyszłych, przybyłych tu turystów.

W takich warunkach obcierka, wgniotka, ryśnięcie, błotnikiem muśnięcie jest oznaką zwykłych codziennych zmagań z przestrzenią. Drobna jak u dzieciaka na podwórku czy piłkarzy na boisku oznaka zajęć praktycznych na dworze/polu (niepotrzebne skreślić).
Przemyć, pocałować, plasterek i do przodu.
Więcej przy tym gry aktorskiej i udawania niż boleści i poważnych urazów. Lapidarnie rzecz ujmując — stłuczka, nie wypadek. Jeździć — obserwować.

Nikogo więc nie zdziwiło, ba, nikt nawet nie zauważył, gdy na miniaturowej, włoskiej uliczce miejskiej, z jednej strony zastawionej stolikami i okupowanej przez degustatorów espresso, a z drugiej błotnik w błotnik ustawionymi pojazdami, jakaś bellissima z włosami czarnymi, starannie, godzinami układanymi w niestaranny, artystyczny nieład, wsiadła do swojego naparstka w formie Fiata 500.

Oczywiście, miejsca wkoło tyle, co w tokijskim metrze w godzinach szczytu, gdy zapaśnicy sumo dorabiają sobie dopychaniem masy ludzi swą masą. Nikt nie wie, jak ona tam wparkowała, zapewne tak samo, jak próbuje wyparkować. Zresztą, i tak nikogo to nie obchodzi.

Gdy czarna przepiękność wsiadła, odpaliła i zaczęła opuszczać miejsce parkingowe, nikt z rozdyskutowanych i rozgestykulowanych, wypoczywających po 2 godzinach harówki Włochów nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Nikt, poza mną. Bo ja, mimo że z daleka, patrzę, widzę i zwracam uwagę na szczegóły.

Kiedy Pani Przepiękna B. zaczęła swoim autem przybijać piątki przodem w tył i tyłem z pojazdami stojącymi grzecznie przed i za nią — zdziwiłem się.
Ej… No, miejsca jest mało, ale nie aż tak! Szkoda przecież tej pięknej 500-setki! Co ona myśli, że jak tak się poodbija, to jej zrobią miejsce? Pewnie tak myśli. Ale nie zrobią.
I wychodzi na to, że 30 cm z przodu, podobnie z tyłu, to sprawa z góry przegrana. Nie ma najmniejszych szans, żeby z tej dziury wyjechać inaczej, niż poszerzając lukę poprzez presję mechaniczną z dodatkiem kinetyki na sąsiednie pojazdy. A że się blacha wygnie? To są szczegóły i nie ma co na nie zwracać uwagi.

Ale ja zwracam, i widzę, iż ta presja nic nie da. Pojazdy z nieznanych powodów nie chcą współpracować, mimo że pani uparcie, zawzięcie i bezskutecznie nie powiększa luki w przestrzeni. Taka piękna, stara 500! Może ma swoje niedoskonałości wynikłe z życia w trudnym środowisku, ale z jaką gracją dojrzewa! Nie! Nie, nie mogę na to patrzeć! Fiat 500 wyszedł Włochom doskonale. Cudowny pojazd, no i, z daleka widać, przepiękna właścicielka — wymagają pomocy jakiegoś dżentelmena.

Spokojnie, acz zamaszyście wstałem od stolika, nagłym tym ruchem zmieniając równowagę sił i energii na kwartale. Kinestetycznie rozmawiający rękami, kłócący się o wszystko i o nic werbalnie clienti abituali lekko zastygli i… jakby przycichli?
Kiedy skierowałem się w stronę Namiętnej i 500, powoli, jak łany zbóż pokładzione wiatrem, rozmowy ucichły zupełnie, a uwaga zogniskowała się tylko w jednym punkcie. W punkcie Mi.

Podszedłem i grzecznie, strzelając po oficersku obcachami moich tenisówek, zaproponowałem pomoc, a Bellissima ją przyjęła. Wysiadła, ustępując miejsca w naparstkowozie. Uwaga tego mikroświata, jego energia, doping i fascynacja skumulowane były już tylko na fiaciku.
Jedni zapomnieli o oddychaniu, drudzy nerwowo przypalali papierosy, inni histerycznie się śmiali: „Co on zrobi w tej sytuacji, w której wiadomo, że nic nie zrobi, gdyż sytuacja jest równie jasna i beznadziejna jak reprezentacji Polski w walce z Potwornymi Wyspami Owczymi?”

Lecz, jak to powiedział kiedyś Asterix: „Ale głupi Ci Rzymianie!” 30 cm z przodu i z tyłu to aż za wiele, żeby takim autem wyjechać, łamiąc się kilka razy w miejscu. Ręce mam silne, doświadczenie również niesłabe, więc bez problemu wyprowadziłem naparstkoautko z klinczu, w dodatku zgrabnie i bez niepotrzebnego obijania jego pięknego przodu i uroczego tyłu. Z wrażenia część co słabszych nerwowo obecnych tu istot padła bez przytomności, reszta oklaskowymi owacjami na stojąco nagrodziła me mistrzostwo.
Z okolicznych domów zaczęli się zbiegać miejscowi, myśląc, że Azzurri wygrali Mistrzostwa Europy!
A jeśli nie, to nic — i tak jest okazja, żeby świętować, i Dolce Vita!

Kiedy opuściłem naparstkowóz, Bellissima odrzekła: „Grazie!” swym wdzięcznym, dźwięcznym barytonem i puściła mi oko, a ja zobaczyłem (bo do szczegółów oko mam), że w rajtuzie oko ma i sobie nóg nie… Nóg nie dogolił.
Ten Bellissim… męski.

2 myśli na temat “Bellissima

Dodaj własny

  1. faktycznie, Fiat 500 piękny jest, 595 jeszcze bardziej tylko dlaczemóż to ten 600 z kraju nad Wisłą taki był nijaki

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑