Mego błędu wersje dwie

 

[882 słowa, 5 minut czasu czytania]

Poniżej, w ramach eksperymentu, pochylenia się nad prośbami (skróć Mi męki czytania nam), oraz „bo tak”, zamieszczam dwie wersje tej samej przygody zawziętej, żywcem z życia wziętej.

Pierwsza wersja przeznaczona jest dla hardcorowców, którzy mogą czytać, mają na to aż pięć minut, oraz dysponują odpowiednim czasem koncentracji.
Druga wersja przednaoczna jest dla tych, którzy też lubią czytać, lecz mniej i nie mają aż tyle czasu, bo im 1,5 godziny jakoś tak zleciało na TikToku, niczym sekunda.

Mój błąd – Wersja 1

Bywają takie dni, kiedy budzisz się za późno. Nie jesteś jeszcze spóźniony, ale czas, którym dysponujesz, po tym, jak go roztrwoniłeś na spanie aż do 6 rano, raptownie się skurczył. Jak twoje jajka na myśl o tym, co teraz „o kurwa” będzie.

Gdyż nie do końca wiadomo, co będzie, ale na bank wiadomo, czego nie będzie. Oj, nie będzie dobrze. Bo Zaspano!

Właściwie to nie ja, to Ona – Moja Żona, zaspała. Ale wina i tak jest moja. No bo niby czyja? Zaspano na jej pociąg (ten kolejowy), a pociąg ten odjeżdża z takiego (niebliskiego) miejsca i jedzie w takie (dalekie) regiony, że po zerknięciu na zegar, szybkiej kalkulacji – jak w Polskiej Narodowej w Piłkę Reprezentacji – wyjście z grupy jest możliwe już tylko teoretycznie i matematycznie „na papierze”.

Jednak, jak każdy dobrze wie: my Polacy, na papieże jesteśmy dużo lepsi niż inne narodowe reprezentacje (może poza Włoską i Watykańską), więc skoro mamy szanse, przecinam lamenty, wrzaski, piski, krzyki i darcia – jednym krótkim: Kuerwa, jedziemy!

Cisza, która po tym zapada, ciągnie się za nami do auta, a potem jeszcze chwilę… do momentu, aż olej w silniku osiągnął swą roboczą temperaturę, a skrzynia biegów została ustawiona na tryb „Sport”.

Jedziemy. Cisza powoli przeradza się w uniesienie brwi, a im olej cieplejszy – w umoszczenie się zgrabnymi ruchami głębiej w fotelu, bieg wyższy – w sprawdzenie, czy pas jest dobrze zapięty, przy redukcji i kontrolowanym hamowaniu – w zaparcie się po bokach o wystające elementy konstrukcyjne.

Widę to jedynie kątem oka, zbyt skupiony na dogonieniu straconego czasu. Ale ogarniam wszystko. Siedzę w zazen, koncentracja ma większa jest niż najbardziej skoncentrowany koncentrat pomidorowy!

Bo jak się nie skupię, to jestem w du… zupie. Zamiast doganiać czas na przestrzeni 40 km i pół godziny, będę musiał doganiać, na dłużej trasie i w dłuższym czasie… ten cholerny pociąg.

O szkodach moralnych i w sprzęcie nawet nie myślę, nie ma tu tematu do dywagacji indorowych. Rachunek jest prosty. Jakoś naprawić muszę ten mój błąd.

Gdy pierwszymi zgrabnymi slajdami wyprzedziłem w sposób godny kibica Kubicy jakieś zawalidrogi, przez dźwięki poezji śpiewanej w wykonaniu „Faith no More” słychać było tylko lekkie syczenie.

Mam dzikiego kota w aucie? Znowu?

Kiedy szybko, ale bokiem, wyprostowałem kilka krętych linii bez sensu wyrysowanych na drodze (przecież są tylko sugestią c’nie?), zgrabnymi zygzakami rozegrałem partyjkę drogowych szachów z porannymi entuzjastami Lidlowych zakupów (nikt tu nie został poraniony) i wymusiłem kilka innych drobnych ustępstw drogowych, syk przerodził się w krzyk.

Coś w stylu uwaga, dla wrażliwych, będą wyrazy obraźliwe, proszę zatkać uszy, gdyż podaję reprezentatywne przykłady z mistrzów tego masarskiego fachu: „Kurwa! Pozabijasz nas, a ja potem ciebie, ty pojebie! Mnie tu chyba pojebie! Co tu ty kurwa o kurwa!”

I takie tam… No wiem, wiem, różnie ludzie do siebie mówią w kochających się związkach. Nie dobierałem więc do siebie. Może to było czule? „Tak… ciulu!” Hmm, czyli chyba nie.

Byłem w transie w tej trasie, skupieniu tak wielkim, jak niektórzy w kiblu i niczym woda poniżej zera. Kobieto, uspokój się, ja tu właśnie łamię granice możliwości, obalam teorie przyspieszeń, grawitacji, mechaniki kwantowej… i samochodowej – myślałem, ale milczałem. Szkoda Mi_ zębów.

Patton mruczał coś z radia, dlatego musiałem go pogłośnić. No naprawdę, nic nie słyszałem przez te krzyki, klęcia i zaklęcia, Pasażerki udręki i męki. O co jej chodzi, po co te jęki, nikt jej przecież nie wycina nerki?

Kiedy po 28 minutach i 34 sekundach łamania wszelkich możliwych reguł, kwasów i zasad (poza drogowymi oczywiście, a jak?) i przekuwaniu wielkich teorii w małą, ale zgrabną praktykę, przybyliśmy pod dworzec. To było jeszcze 1,5 minuty, żeby się umalować. Nie bardzo to chyba może wyjść – pomyślałem patrząc – takimi drżącymi rękami i w stanie katatonii.

Ale… jak zwykle mężczyzna nie docenił kobiety. Po obciągnięciu zamaszystym ruchem spódniczki, która, z powodu turbulencji pokładowych (za które państwa serdecz nie przepraszamy) podeszła interesująco do góry, pobiciu mojego fotela z piąchy, porysowaniu tapicerki (hybrydowym nożem taktycznym umieszczonym na paznokciach), przyłożeniu jeszcze z bani w zagłówek (tyłem z półobrotu)… zabrano się za czynności najważniejsze. Makijaż kilkoma precyzyjnymi ruchami wyszedł idealnie.

A po rzuceniu – Nienawidzę cię gnoju, obyś miał flaka! I w kołach też! – na koniec wyjście i zamaszyste jebnięcie drzwiami.

I jeszcze raz, na wszelki wypadek?

Kurde, jaki ten świat jest niesprawiedliwy. W pół godziny – nawet niecałe – obaliiłem ze dwie nieobalalne teorie, a to nie jest flaszka! Tego sam tak łatwo nie obalisz.
Rozegrałem arcypartię ultratrudnych szachów drogowych niczym Kasparow.
Zdążyłem na i czas i na pociąg, i jeszcze żeby sie umalować – Zdążyłem! I za to wszystko takie traktowanie?
Chyba usłyszała moje wgłowne rozterki, zobaczyła może to opadnięcie szczeki, bo zawróciła zgrabnie z czubku obcasa, wróciła, i mówi „Nie myśl sobie, dalej cię nienawidzę, ale jechałeś obłędnie!”

Mój błąd – Wersja 2

-Panie władzo, no… jechało się za szybko, ale ponoć zaspałem na żony pociąg, znaczy się odjazd pociągu. Mój błąd!
-A tak, to wszystko wyjaśnia, można jechać.

2 myśli na temat “Mego błędu wersje dwie

Dodaj własny

  1. chyba silnik był bardzo szczęśliwy, taki rozgrzany olej przepenetrował wszelkie zakamarki i wszelkie sadze i inne nieczystości odprowadził do filtra.

    obłędnie się czytało 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑