[543 słowa, 3 minuty czasu czytania]
Jest taka droga, 103 km, kręta, górzysta, a na jej całej długości, mniej więcej w połowie, jedna stacja benzynowa. I to nie byle jaka, bo „CPN”. Nie, nie teraz – kiedyś…
Był to czas, kiedy najszybciej, najtaniej, najciekawiej i całkiem bezpiecznie jeździło się Mi_ stopem. Autostopem. I jadę. To znaczy, jeszcze stoję, ale wkrótce jakiś miły pan zatrzymuje się na moje usilne unoszenie kciuka w górę i zabiera mię do siebie.
Już po chwili jedzie się fajnie. Gadka, a raczej monolog, się klei. Ogólnie spoko – samochód zagraniczny marki „zachodniej”, tzn. wschodniej, czyli Toyota. Jedziemy już czas jakiś z gazem, a pan kierowca, całkiem słusznie, bo już od dawna rezerwa świeci, podejmuje decyzję – tankujemy.
Taktycznie słabo, bo samochodów przy dwóch dystrybutorach dużo, ale strategia dobra – na tych oparach do kolejnej stacji już nie dojedziemy. Do tej samotnej stacji, jak do wodopoju z rozległego obszaru, zjeżdżały się całe stada spragnionych pojazdów.
Wtedy na stacji benzynowej kupowało się paliwo. Żadnych hot-dogów, punktów, morza kawy, dwóch batonów w cenie jednego, pięciu myć w myjni – szóste gratis, płynów do spryskiwaczy czy soku pomarańczowego… Nic z tych rzeczy. Stacja jedna, samochodów dużo, nie ma czasu na pierdoły.
Z rozmowy wcześniej wynikło, że pan jest dość ekspresyjny. Z techniki jazdy – że nerwowy. A w teorii – duża mądrala. Wiele się w każdym razie na różne tematy dowiedziałem. Już też wiem, dlaczego mnie zabrał – musi nauczać.
Śpieszy nam się obu, z tym że jemu bardziej. W oczekiwaniu na zatankowanie coś czuję, że łatwo nie będzie. I faktycznie:
– Ja pierniczę, no wysiądzie taka, nie wie, gdzie ma wlew… i na co czekasz? No, nalewaj i zwiewaj!
A ja milczę…
– Co za ludzie! I co? Jeszcze będziesz szyby mył?!? Człowieku, tu ludzie czekają!
A ja milczę…
– No, ja tego nie rozumiem, dlaczego oni się tak ślimaczą! Ja to jestem przygotowany wczas: kasa odliczona, wyskakuję z auta, biorę pistolet, nalewam, płacę, faktury nie trzeba i odjeżdżam! Szybko, sprawnie, z werwą, nie blokować! Koncentracja!
A ja kiwam głową w niemym podziwie: „Tak, to ma sens, podziwiam takich szybkich, sprawnych, wcześniej w pełni teoretycznie przygotowanych panów kierowców, co dokładnie, do ułamka sekundy, wszystko przemyśleli. Nic ich nie zaskoczy – każdy powinien mieć takie podejście!”
Bo faktycznie, dużo tych aut. Ale w końcu na każdego przychodzi pora. Nadeszła i nasza.
– Patrz i ucz się, chłopcze!
Patrzę więc i chłonę w podziwie. Podjeżdżamy z werwą i absolutną perfekcją. Pan kierowca płynnym ruchem gasi motor i odpina pas, jednocześnie z niewyobrażalną gracją wyciągając jedną ręką kluczyki, a drugą otwierając drzwi.
Nie mrugnąłem okiem, a on już jest na zewnątrz. Wystudiowanymi, tysiące razy ćwiczonymi ruchami otwiera wlew paliwa. Nawet nie musi patrzeć – zna wszystkie wektory podejść, siły nacisków i położenie przycisków. Ma je odciśnięte w umyśle jak rozgrzane do czerwoności piętno na przedramieniu galernika.
I już się paliwo leje, a w tym czasie każde koło zalicza kopnięcie sprawdzające. Pan doskonale wie, ile czasu potrzebuje, i ani sekundy nie marnuje. Jest to pokaz mistrzostwa sobie, mnie i wszystkim innym.
„Niech się uczą, jak należy gospodarować zasobami czasu, energii i ludzkimi!”
Faktycznie, robi to wrażenie. Auto błyskawicznie zatankowane, zapłacone, ciśnienie sprawdzone, stanowisko zwolnione. Szacun!
Odjeżdżamy, zwalniając miejsce, włączamy się do ruchu, a po 100 metrach pan kierowca zjeżdża na pobocze, zatrzymuje się i, drapiąc się po głowie, mówi:
– To jest benzyniak, a ja… zatankowałem ropę…


tak, tekst jest do poprawienia. Jakoś jak tak ta białogłowa była sztorcowana to domyśliłem się, że płeta będzie jedna…no i nie myliłem się
….ale czytałem do końca bo znając autora zakończenie mogłobyć z goła odmienne 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
I dlatego zostawiłem bez zmian, znaczy się… jak było. Bo znając autora, każdy jeden (czyli jeden) doczyta do końca bo… kto wie. No i… jednak było zaskoczenie!
PolubieniePolubienie