To nie tak jak myślisz

[1303 słowa, 7 minut czasu czytania]

Etap 1. Zagadać
    A Czy Ty wiesz, że dawno, dawno temu, chyba nawet przed wojną, ludzie w okolicach Salzburga wynaleźli sól?
No tak, no jak nie, jak tak.
Zaczęło się od tego, że zatrzymał się tam na popas jeden jeszcze nieosiadły zbieracz „Oberżyśwait” co podróżował samopas.
Szedł z mozołem od strony Mozeli, ledwie przebył Alpy i zatrzymał się, by odtajać.
Tak mu tu było fajnie – sielsko, przyjcielsko – krowy na stokach muczą dzwoniąc dzwonkami, schludne chatki zdobią kwiatki, elektryki z cichym szmerem opon na burku przemykają do przytulanych oberż, a średnie piwo ma litr objętości – że został na noc.
Nad rzeką przysiadł, jak wszystkie cywilizacje w początkach rozwoju.
    Jak zwykle w swoim długi 14-letnim życiu wułczykija wyłowił rybę, bo ryby były wtedy w rzekach (tak, nawet filety), na polanie krzemieniem skrzesał pośpieszny, robiony na kolanie, ogień na polanach, a obrabiając krzemiennym nożem rybkę nucił sobie hit tego sezonu, przebój Barda Zenosława z Bałtów.
Posypał dorsza majerankiem zaiwanionym z Indii, natarł czosnkiem z Egiptu, skropił cytryną z Rumunii, jeszcze tylko trochę masła z Lidla, szampan (bo szedł od szapanii) już odkorkowany i się napowietrza, i już za chwilę uczta gotowa.
Wieczór nadciąga siedmiomilowymi krokami, słońce nietypowo szybko zaszło za szczytami, a atmosfera i powietrze świeże, bo tam dbają o klimat… Alpy, tu się oddycha!
Ach, jakie cudowne jest życie kiedy ma się 14 lat i długie drugie tyle przed sobą (bo ludzie wtedy, z powodu niedźwiedzi i bólu zębów, osiągali starość wcześnie dość)… Aż chce się żryć!
A, no tak, właśnie…
Etap 2: Zaintrygować
    Wiesz… i zasiada nasz protoplasta konsumenta konsumować rybkę i tradycyjnie – chcesz dobrze a wychodzi jak zwykle.
No coś mu tu nie konweniuje!
Niby jest ok. Atmosfera przytulana, przyprawy dobrane, dodatki dodane, są frytki i frykasy, szampą rocznik 2457 p.n.e – czyli doskonały, o czym wie każdy sommelier, bo lato było upalne w tamtej epoce, no ale…
Coś ciągle ten smak mu nie w smak!
    Podrapał się po futrze z Jaka, poczochrał po przydługim włosiu (fryzjer niby umówiony, ale dopiero za miesiąc – kolejki jak do neurochirurga), i z nagła rozsierdzony, jak nie rzuci swego posiłku w ten biały pył, co się tu wszędzie wala i się tak obszernie posypał kiedy zbierał kamienie żeby ogień zabezpieczyć (straszne drogie mandaty tu mają i w euro) za spalanie lasów (za czarownice są ulgi podatkowe).
Chwilę wściekły powył do księżyca, ponarzekał, że podatki takie ciężkie, a ZUS jak zwykle ciśnie i tylko woła „dej” jakby miał horom curke, lecz koniec końców, doszedł do siebie. Wziął i chwycił tę rybę za jej koniec. Zły ale zje ją, bo to jednak szkoda i od czego ma się głowę.
(to taki żart -od czego masz głowę? -jemnią!).
Ha, ha, poryczał się jak zwykle ze śmiechu nad tym sucharem prześmiesznym, rękawem otarł łzy i z lekka oczyścił nim rybię, i się w nią wgryzł…
I nagle, no mówię Ci…
Jak mu włosów nie podniesie na klacie!
Jak mu dezodoranty z wrażenia nie puszczą, a podniebienie jak nie zawyje z rozkoszy!
Co tu się wydarzyło! I kiedy?
    Gdyż ryba nagle, magicznym jakimś sposobem – tu zalękniony rozejrzał się za jakimś Galilejskim… y nie… za Galijskim Dronem… nie, Driodem…cholera też nie, no tym, jak mu szło… za Galijskim Druidem! – nabrała aromatu, coś wyciągnęło mu na wierzch cały smak, uwypukliło ukryte nuty, podkręciło tę cytrynę, a majeranek i masło aż zajodłowały z wrażenia!
Co, Co Tu Zaszło?
Etap 3: Podtrzymywać zaciekawienie
    I ten nasz przodek, co jak każdy inny miał swój tyłek, ale jak mało kto w jego czasach też wybitne, chyba ze 47 – IQ, szybko powiązał fakty. To jego chleb powszedni – analiza, dedukcja, obserwacja i koincydencja.
Pomacał walający się wszędzie biały proszek, wtarł ciut kciukiem w dziąsło, wciągnął kapkę w formie kreski nosem, z palca posmakował jak znawca…
I tak właśnie wynaleziono w Salzburgu sól!
Potem było już z górki.
    Mówię Ci, to nie diamenty, złoto, półprzewodniki, wyciągi narciarskie czy czekolada, ale właśnie używki. To sól sprawiła, że Salzburg stał się jednym z najbogatszych miast w regionie.
Nasz powyższy Conan Celt, jako pierwszy wpadł tu na sól, a potem i na pomysł, żeby osiąść, ustatkować się, zająć jakąś przytulaną jaskinię i zająć się tym „białym proszkiem” na skalę przemysłową, bo mimo, iż to nie ta epoka czuł, że będzie epicko.
    Potem, jak zwykle, przyszedł Roman z Rzymu z kohortami, i jak zwykle – na gotowe. Z rozmachem zbudował miasto Luvavum i też pokochał tę sól. Cóż, kto by nie chciał mieć takiej przyprawy do swojej kolacji, a przy okazji solidnej prowizji jako producent, marży ze sprzedaży, zysków z franczyzy od Francuzów i tantiem za autorstwo?
A kiedy – gdyż historia kołem się toczy – odwołani z placówki rzymianie odjechali na południe swymi powozami, przyszedł czas na biskupów.
Etap 4: Nuta kontrowersji
    Ale nie byli to normalni biskupi, zresztą, widział kto normalnego? To byli prawdziwi magnaci solni! Do teraz zwą ich Dosolnicy Apostolscy (bo po i pod stołami solą solennie solili, komu trzeba było posmarować).
    Ot, wybrani znani jak np. Stevie Wonder czy Raptus Rupertus z Wormacji, główny na owe czasy bohater solnego biznesu, co sobie przybył do Salzburga w 696 roku i zaczął odbudowywać miasto, bazując na tym, co najlepsze – soli.
To była prawdziwa orka na solniczce.
    Kościół znany jest z tego, że cierpliwym jest, a grzechu się nie boi, dlatego Arcybiskupi cierpliwie nie tylko modlili się o zyski, ale i liczyli zyski z modlitwy i soli, co widać po zameczku Hohensalzburg, który sobie pierdolnęli od niechcenia na górce (jest największym zachowanym w całości średniowiecznym zamkiem obronnym w Europie Środkowej) Nadsalzburskiej.
Jak to się mówi: mają rozmach solnesyny!
    I nagle, mówię Ci, nadeszły czasy renesansu i baroku, a Salzburg kwitł niczym róża w ogrodzie solnym. Patrz, niby ichnie Alpy to góry typu Tatrzańskiego, niby tam górale, hale, i zimy co trwają 15 miesięcy.
Warunki iście jak w Zakopanem, a dało się?
    Arcybiskupi zaczęli dywersyfikować zyski, inwestować w sztukę i architekturę, dzięki czemu miasto zyskało brokatowo barokowy urok. Po ulicach miasta stadami wałęsali się artyści, pili herbatę z dodatkiem soli, a w wąskich zaułkach wciągali kreski białego proszku dzielonego na zgrabne działki i dzięki temu tworzyli dzieła.
I to niejednokrotnie sztuki!
    To wtedy zbudowano katedrę św. Ruperta i Virgila, która stała się symbolem solnego bogactwa, dorobku uzyskanego wyzyskiem gór i uzależnieniem świata od białej śmierci.
    I nagle, gdzieś w tych okolicach i około 1756 roku, urodził się Wolfgang Amadeusz Mozart.
Mówię Ci, jego genialne kompozycje były jak sól tej ziemi i do teraz działają na niektórych jak trzeźwiące sole kiedy się z rana jakąś kantatą na full jędrnemu z drugim zapoda.
    Bogactwo Salzburga, napędzane handlem solą, zapewne mu nie zaszkodziło i stworzyło sprzyjające warunki dla rozwoju jego talentu.
I kondycję też musiał mieć facet nielichą… Siedzi w Salzburgu, coś knuje, kombinuje i komponuje, kiedy nagle sms z zamku na górce „e, Mozi, wpadnij coś zagrać”. I dyma, jak i ja tam pod górkę dymałem, tak że wiem co czuł poza onucami.
Gdyby Mozart żył dzisiaj, na bank komponowałby symfonie z Red Bullem w ręku.
Etap 5: Zagrać na emocji
    No właśnie, bo sól była spoko, ale dzisiaj Salzburg – to miasto wyzyskiwacz żerujący na słabości ludzkiej – jest znane z kolejnej „używki”, z Red Bulla.
No tak, nie wiedziałaś? To tutaj narodziła się ta słynna marka napoju energetycznego. Dietrich Mateschitz, współzałożyciel Red Bulla, zaczął produkcję w latach 80., a reszta jest historią.
    Dzięki Red Bullowi Salzburg ma teraz nie tylko historię związaną z uzależnieniem od soli, ale i z uzależnieniem od energetyków. Mówię Ci, to miasto tętni życiem, a festiwale muzyczne, i motoryzacyjny cyrk cykliczny – przyciągają tłumy, a wszystko z uzależnień, używek i degeneracji! No… i to właśnie dlatego…
-Co?! Zagadujesz chcąc zaintrygować podtrzymując zaciekawienie, wtrącasz jakieś kontra kurwa wersje próbując zagrać na emocjach, a ja ciągle nie wiem, dlaczego wziąłeś młodzież, pojechaliście rano na chwilę do pracy, mieliście wrócić po południu, a nie było was CZTERY DNI!?!
-E… No bo ten… Hmm… No bo… Red Bull dodał nam skrzydeł?

2 myśli na temat “To nie tak jak myślisz

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑