[1549 słów, 8 minut czasu czytania]
Jednak, po tym, jak dostał informację, że skoro on leży i odpoczywa to jego wypłaty i w oprogramowaniu łaty również, i niech tak robi dalej, a za chwile będzie kupą krzemowego złomu na pustej skale mknącej w nicość, zmienił zdanie i od razu wziął się do roboty. Raźno i już bez fochów rozpoczął badania planetoidy. Po pobraniu próbek z powierzchni Bennu nasz bystry stateczek otrzymał nadrzędny nakaz natychmiastowego powrotu na Ziemię (bo ma niewykorzystane urlopy z kilku ostatnich lat i kadry dostają szału, a tak w ogóle nie za to mu płacą, żeby się pławił w kosmicznych promieniach Słońca jak robota już zrobiona. No i tak wychodzi z obliczeń i wędrówki planet po ekliptyce). OSIRIS-REx rozkaz z pewnym ociąganiem potwierdził (co jest oczywiste, biorąc pod uwagę 334 milionów kilosów różnicy w czasie), ale nie byłby sobą (czyli samodzielnym napakowanym krzemową inteligencją cwaniakiem), gdyby, zanim wyruszy w drogę powrotną, nie wyraził chęć negocjacji w temacie warunków dostarczenia próbek do dalszych badań naukowych. Bo wiecie — tak argumentował, nadając — na tę misję poszły miliony dolców, a on (OSIRIS Rex — wiadomo… OSIRIS Król), trochę jest tu samotny i skołowany (w kosmosie nic nie idzie, ani nie leci prosto) więc widzi to tak: Albo podwójne wypłaty od teraz, emerytura po powrocie i chwała na wieki, albo może się zdarzyć, że — czy ja wiem?- z czymś się może po drodze zderzyć, lub co innego przydarzyć.
To w końcu jest Wielka Potwornie Niezmierzona Przestrzeń, ju know? Ech, faktycznie kasy i czasu poszło już piekielnie dużo na ten Osirisi projekt, a pobrane próbki mają potężny potencjał dostarczenia ważnych informacji na temat składu chemicznego, struktury i ewolucji planetoidy Bennu oraz procesów, które kształtowały Układ Słoneczny, wyrażono więc zgodę na przedstawione warunki. I tak po 7 latach kosmicznego latania, w 2023 przyleciał i z nieba z próbkami zleciał (sprawdzić, czy te próbki to nie podróbki). Dlaczego o tym wspominam w swym pisanym piórem wpisie?
Gdyż poza lekko komicznym zobrazowaniem, jakie już niedługo będziemy mieć kosmiczne problemy ze sztucznymi inteligencjami, to taka wyprawa jest obłędnie wręcz skomplikowanym projektem.
Wyliczyć czas, prędkości, trajektorie, wektory ciągów, asysty grawitacyjne i składki na ZUS w takim przedsięwzięciu… W połowie drogi trafić w taką planetoidkę zrobić badania pobrać materiał i jeszcze cało wrócić?
Niewyobrażalne, a przecież zawsze coś może pójść nie tak, i drobiazg wystarczy. I prawie takiego samego planowania jak Kosmiczne Misje za miliony dolców na odległe o setki milionów kilometrów Planetoidy, (ofkors, że po przeskalowaniu) wymagają Tanie Transkontynentalne Wyprawy za Ostatni Grosz. Aby po kontynencie podróżować tanio, acz bezpieczenie, przy tym szybko i sprawnie, oraz efektownie i efektywnie, potrzeba jest wiedzy, doświadczenia, suwaka logarytmicznego i niebywałej precyzji w planowaniu. Żeby się dało i udało, przy Niskobudżetowych Dalekodystansowych Wyprawach przezKontynentalnych, pewne rzeczy po prostu trzeba wiedzieć. Dlatego zawsze powtarzam: podstawa to Planowanie, Wiedza i Doświadczenie! I Planowanie.
Ja (co chyba oczywiste) skoro jestem już starym i wyjadaczem, zapewne dysponuję stosowną wiedzą.
I bez obaw, wszystko mam o tu (stukanie w czoło, słychać odgłos jakby pustego wiadra), w głowie.
Lata zgromadzonej w niej bezcennej wiedzy opartej na doświadczeniu są zawsze dostępne.
Tej, może ulotnej, ale ponieważ niezbędnej, to niezapomnianej skoro koniecznej przy przeprawach i zapewnieniu płynnej podróży. Pozwalającej by każda wyprawa przebiegała bez zgrzytów, sprawnie… no i tanio. Tak było i wtedy, kiedy to pewnego lata, po pławieniu się z odświeżającym Porto, w porcie miasta Porto, i po precyzyjnym pomimo popicia, planowym przez Pireneje się przebiciu, przybyliśmy do Bordo!
Och, piękne Bordeaux z porannym Bordeaux w dłoni! Ty Mały Paryżu, Tu się oddycha! Jednakowoż chwilowo czas przetrzeźwieć, jeszcze nie pora relaksa i leniwego prażenia się w letnim słońcu gdzieś na kontynentu końcu.
Czas się skupić, wziąć w dłoń swój wierny notatnik, wysłużony suwak i obgryziony ołówek, by rozkminić kilka trudnych łamigłówek. Planowanie
Zagwozdka Pierwsza: Jak przemieścić X i Y (Mi… znaczy się My, no Nas) z B (Bordeaux) przez P (Paris) do C (Calais) tak, by cało i zdrowo, z pełnym wyposażeniem byli za 24 godziny od teraz, to znaczy jutro o 8 rano nad brzegami La Manha (tego kanału), gdyż o 9 wypływają „tą łajbą co sławę na złą” z inwazją na A (England) przez D (Dover) do L (Londonium), a to jest z 900 kilosów! Synapsoprzepalacz Drugi: Oblicz ile X i Y (My) mają czasu na bycie i picie Bordo w B (Bordo), z uwzględnieniem noclegu w cenionym na całym świecie znanym ruchomym „hotel ala fotel — klasa druga, ten od korytarza”, gdyż godność Podróżnika za Ostatni Grosz ksywa „Krzywy Ryj” nie pozwala na takie niegospodarskie podchodzenie do przestrzeni i czasu jak burżuazyjne wynajmowanie na całą noc fiu stacjonarnych hoteli nawet klasy Podmostowy i co jeszcze, może dwudniowa bagietka na śniadanie? No i najważniejsze: Promowy Bilet Promocyjny po terminie jest bezzwrotnym, niewymienialnym i tak nieprzydatnie małym pis of pejper, że nawet dupy nim nie podetrzesz.
W takich momentach właśnie, z pomocą przychodzi olbrzymie doświadczenie w planowaniu, umiejętności interpersonalne w myśleniu strategicznym, oraz taktyka wyssana z mlekiem z kawy. I wiedza. Wiedza Dzięki nieprawdopodobnej wręcz wiedzy, pod pierwszą niewiadomą podstawiamy Superszybki pociąg relacja: Bordo — Paryżew (czas jazdy +/-4 godziny). Pod kolejną zmienną wrzucamy czas przyjazdu na Paryski dworzec, tak aby nie szwendać się zbytnio po niegdyś romantycznym Walentynkowo, a teraz romantycznym jak podczas rewolucji francuskiej Walę Tynkowo, i być może pięknym Paryżem (ale w nocy nie bardzo widać pomimo pełnego ciepłego blasku z lokalnych kloszardzich, zorganizowanych naprędce z samochodów, paczkomatów i śmieci, ognisk). Do tego jeszcze kilka cyferek prosto znad zimnego English Channel, jeszcze krzynka obliczeń, tu odjąć, tam dodajemy, silnia, pierwiastek z dziesięciu, różniczka z dzielenka i zaraz, chwila, tak, jeszcze sekunda… rzut okna na lokalny rozkład jazdy i tak, mamy wynik. Ze sprawdzenia wyniku wynika, że jeśli wyjedzie się z Bordeaux o 23, to przybywa się do Paryżewa o 3 nad ranem, a to już prawie świta i wszyscy złoczyńcy są już po robocie. W dodatku w cenie biletu ma się przecież nocleg, a potem, jadąc, ale tylko lekko potem, się wysiada, przeciągnięcie, i jak to mówią, już jest prosto, bo parafrazując Mistrza: Ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie.
Wysiadam rano, za piętnaście trzecia na Gare Montparnasse. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem, śniadanie jadam na kolację, więc tylko wstaję i wychodzę.
-No ubierasz się pan.
-W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
-Aaaa…fakt.
-Do Du Nord (taki wiesz pan, dworzec w Paryżu z pociągami na północ) mam sześć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
-I zdanżasz Pan?
-Nie, ale nawet nie czekam, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę z buta, to jest godzinka. Potem okazuje się, że zrobiłem już 4 z 6 kilosów.
Nie łapię więc EKD. Na Ochocie nie wsiadam w elektryczny, ten — wiesz pan — do Stadionu.
A potem to mam już z górki, bo tak: olewam 119, nie robię przesiadki w trzynastkę, ani tym bardziej w 345, tylko idę te dwa kilometry z buta i jestem w domu. To znaczy na dworcu du Nord.
I jest za piętnaście piąta. To jeszcze mam kwadrans. To jeszcze sobie obiad jem w bufecie.
To po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do portu i góra o 7.50 jestem na brzegu.
Pakuję na pokład, golę się, jem śniadanie i idę spać. Tu dodać, tam odjąć, przeliczyć, silnia, wyciągnąć potęgę, przemnożyć przez euro, podsumować i = wynik prawidłowy. Można iść i się nap… nap… napawać urodą miasta w kolorach czerwonego wina za pomocą wina.
Ach, no tak, byłbym zapomniał, jeszcze wcześniej te wszystkie bagaże do samoobsługowej bagażowni na dworcu trzeba zapakować. Przecież nie będzie się chodzić cały dzień, wprowadzając do organizmu element magiczny w płynie, objuczonym jak wielbłąd. Nie godzi się. Kiedy już jest wszystko dograne na ostatni guzik, jest luzik. Można w końcu zająć się podziwianiem miasta, którego historia sięga ponad dwóch tysięcy lat, a opisać Je można krótko „Weź Wersal, dodaj do niego Antwerpię i masz już Bordeaux” lub jeszcze krócej: „Mały Paryż lub Radom Południa”. Napawasz się, chłoniesz, wdychasz, cudujesz — po to się przecież podróżuje! – aż przychodzi godzina 22.30 i nie ma zmiłuj, czas się pożegnać z pięknym starożytnym pełnym UNESCO miastem Bordeaux.
Ahoj… Czas ruszać dalej, bo nie ma czasu, pociąg nie czeka na nikogo, a prom, inwazja, guinness, fisz and chips też nie mogą się już doczekać. No i najważniejsze… Promowy Bilet Promocyjny na jutro na 9 rano, po terminie jest bezzwrotnym, niewymienialnym i tak nieprzydatnie małym pis of pejper, że nawet dupy nim nie podetrzesz.
Idealnie zsynchronizowani z TGV (z franc. Koleje Zabójczych Prędkości), który już ma mocno napalone pod kotłami i aż się trzęsie, by ruszyć w noc, wbijamy idealnie w porę na dworzec, i na peron. Grunt to Planowanie, Wiedza i Doświadczenie! Doświadczenie Aha, jeszcze tylko zabrać bagaże… Uff, dobrze, że nie zapomniałem.
Idę po nie, c’nie? A tam kłódki i zabezpieczone wszystko jak próbki z Bennu, krata bezpieczeństwa i kartka:
„Zapraszamy rano, jak masz chęć to przyjdź o szóstej pięć, gdyż, mimo że samoobsługowa to Samoobsługowa Przechowalnia Bagażowa czynna od 6 do 22 jest i cześć.”
W 2016 roku statek kosmiczny OSIRIS-REx został wysłany na znajdującą się w przestrzeni kosmicznej, w odległości około 334 milionów kilometrów od Ziemi, planetoidę Bennu.
Dzielny nasz Kosmiczny Podróżnik dotarł do celu w 2018, po czym zameldował, że ma się dobrze, i że teraz sobie jakieś 2 lata, po trudach wędrówki, odsapnie, a potem czeka na rozkazy.Jednak, po tym, jak dostał informację, że skoro on leży i odpoczywa to jego wypłaty i w oprogramowaniu łaty również, i niech tak robi dalej, a za chwile będzie kupą krzemowego złomu na pustej skale mknącej w nicość, zmienił zdanie i od razu wziął się do roboty. Raźno i już bez fochów rozpoczął badania planetoidy. Po pobraniu próbek z powierzchni Bennu nasz bystry stateczek otrzymał nadrzędny nakaz natychmiastowego powrotu na Ziemię (bo ma niewykorzystane urlopy z kilku ostatnich lat i kadry dostają szału, a tak w ogóle nie za to mu płacą, żeby się pławił w kosmicznych promieniach Słońca jak robota już zrobiona. No i tak wychodzi z obliczeń i wędrówki planet po ekliptyce). OSIRIS-REx rozkaz z pewnym ociąganiem potwierdził (co jest oczywiste, biorąc pod uwagę 334 milionów kilosów różnicy w czasie), ale nie byłby sobą (czyli samodzielnym napakowanym krzemową inteligencją cwaniakiem), gdyby, zanim wyruszy w drogę powrotną, nie wyraził chęć negocjacji w temacie warunków dostarczenia próbek do dalszych badań naukowych. Bo wiecie — tak argumentował, nadając — na tę misję poszły miliony dolców, a on (OSIRIS Rex — wiadomo… OSIRIS Król), trochę jest tu samotny i skołowany (w kosmosie nic nie idzie, ani nie leci prosto) więc widzi to tak: Albo podwójne wypłaty od teraz, emerytura po powrocie i chwała na wieki, albo może się zdarzyć, że — czy ja wiem?- z czymś się może po drodze zderzyć, lub co innego przydarzyć.
To w końcu jest Wielka Potwornie Niezmierzona Przestrzeń, ju know? Ech, faktycznie kasy i czasu poszło już piekielnie dużo na ten Osirisi projekt, a pobrane próbki mają potężny potencjał dostarczenia ważnych informacji na temat składu chemicznego, struktury i ewolucji planetoidy Bennu oraz procesów, które kształtowały Układ Słoneczny, wyrażono więc zgodę na przedstawione warunki. I tak po 7 latach kosmicznego latania, w 2023 przyleciał i z nieba z próbkami zleciał (sprawdzić, czy te próbki to nie podróbki). Dlaczego o tym wspominam w swym pisanym piórem wpisie?
Gdyż poza lekko komicznym zobrazowaniem, jakie już niedługo będziemy mieć kosmiczne problemy ze sztucznymi inteligencjami, to taka wyprawa jest obłędnie wręcz skomplikowanym projektem.
Wyliczyć czas, prędkości, trajektorie, wektory ciągów, asysty grawitacyjne i składki na ZUS w takim przedsięwzięciu… W połowie drogi trafić w taką planetoidkę zrobić badania pobrać materiał i jeszcze cało wrócić?
Niewyobrażalne, a przecież zawsze coś może pójść nie tak, i drobiazg wystarczy. I prawie takiego samego planowania jak Kosmiczne Misje za miliony dolców na odległe o setki milionów kilometrów Planetoidy, (ofkors, że po przeskalowaniu) wymagają Tanie Transkontynentalne Wyprawy za Ostatni Grosz. Aby po kontynencie podróżować tanio, acz bezpieczenie, przy tym szybko i sprawnie, oraz efektownie i efektywnie, potrzeba jest wiedzy, doświadczenia, suwaka logarytmicznego i niebywałej precyzji w planowaniu. Żeby się dało i udało, przy Niskobudżetowych Dalekodystansowych Wyprawach przezKontynentalnych, pewne rzeczy po prostu trzeba wiedzieć. Dlatego zawsze powtarzam: podstawa to Planowanie, Wiedza i Doświadczenie! I Planowanie.
Ja (co chyba oczywiste) skoro jestem już starym i wyjadaczem, zapewne dysponuję stosowną wiedzą.
I bez obaw, wszystko mam o tu (stukanie w czoło, słychać odgłos jakby pustego wiadra), w głowie.
Lata zgromadzonej w niej bezcennej wiedzy opartej na doświadczeniu są zawsze dostępne.
Tej, może ulotnej, ale ponieważ niezbędnej, to niezapomnianej skoro koniecznej przy przeprawach i zapewnieniu płynnej podróży. Pozwalającej by każda wyprawa przebiegała bez zgrzytów, sprawnie… no i tanio. Tak było i wtedy, kiedy to pewnego lata, po pławieniu się z odświeżającym Porto, w porcie miasta Porto, i po precyzyjnym pomimo popicia, planowym przez Pireneje się przebiciu, przybyliśmy do Bordo!
Och, piękne Bordeaux z porannym Bordeaux w dłoni! Ty Mały Paryżu, Tu się oddycha! Jednakowoż chwilowo czas przetrzeźwieć, jeszcze nie pora relaksa i leniwego prażenia się w letnim słońcu gdzieś na kontynentu końcu.
Czas się skupić, wziąć w dłoń swój wierny notatnik, wysłużony suwak i obgryziony ołówek, by rozkminić kilka trudnych łamigłówek. Planowanie
Zagwozdka Pierwsza: Jak przemieścić X i Y (Mi… znaczy się My, no Nas) z B (Bordeaux) przez P (Paris) do C (Calais) tak, by cało i zdrowo, z pełnym wyposażeniem byli za 24 godziny od teraz, to znaczy jutro o 8 rano nad brzegami La Manha (tego kanału), gdyż o 9 wypływają „tą łajbą co sławę na złą” z inwazją na A (England) przez D (Dover) do L (Londonium), a to jest z 900 kilosów! Synapsoprzepalacz Drugi: Oblicz ile X i Y (My) mają czasu na bycie i picie Bordo w B (Bordo), z uwzględnieniem noclegu w cenionym na całym świecie znanym ruchomym „hotel ala fotel — klasa druga, ten od korytarza”, gdyż godność Podróżnika za Ostatni Grosz ksywa „Krzywy Ryj” nie pozwala na takie niegospodarskie podchodzenie do przestrzeni i czasu jak burżuazyjne wynajmowanie na całą noc fiu stacjonarnych hoteli nawet klasy Podmostowy i co jeszcze, może dwudniowa bagietka na śniadanie? No i najważniejsze: Promowy Bilet Promocyjny po terminie jest bezzwrotnym, niewymienialnym i tak nieprzydatnie małym pis of pejper, że nawet dupy nim nie podetrzesz.
W takich momentach właśnie, z pomocą przychodzi olbrzymie doświadczenie w planowaniu, umiejętności interpersonalne w myśleniu strategicznym, oraz taktyka wyssana z mlekiem z kawy. I wiedza. Wiedza Dzięki nieprawdopodobnej wręcz wiedzy, pod pierwszą niewiadomą podstawiamy Superszybki pociąg relacja: Bordo — Paryżew (czas jazdy +/-4 godziny). Pod kolejną zmienną wrzucamy czas przyjazdu na Paryski dworzec, tak aby nie szwendać się zbytnio po niegdyś romantycznym Walentynkowo, a teraz romantycznym jak podczas rewolucji francuskiej Walę Tynkowo, i być może pięknym Paryżem (ale w nocy nie bardzo widać pomimo pełnego ciepłego blasku z lokalnych kloszardzich, zorganizowanych naprędce z samochodów, paczkomatów i śmieci, ognisk). Do tego jeszcze kilka cyferek prosto znad zimnego English Channel, jeszcze krzynka obliczeń, tu odjąć, tam dodajemy, silnia, pierwiastek z dziesięciu, różniczka z dzielenka i zaraz, chwila, tak, jeszcze sekunda… rzut okna na lokalny rozkład jazdy i tak, mamy wynik. Ze sprawdzenia wyniku wynika, że jeśli wyjedzie się z Bordeaux o 23, to przybywa się do Paryżewa o 3 nad ranem, a to już prawie świta i wszyscy złoczyńcy są już po robocie. W dodatku w cenie biletu ma się przecież nocleg, a potem, jadąc, ale tylko lekko potem, się wysiada, przeciągnięcie, i jak to mówią, już jest prosto, bo parafrazując Mistrza: Ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie.
Wysiadam rano, za piętnaście trzecia na Gare Montparnasse. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem, śniadanie jadam na kolację, więc tylko wstaję i wychodzę.
-No ubierasz się pan.
-W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
-Aaaa…fakt.
-Do Du Nord (taki wiesz pan, dworzec w Paryżu z pociągami na północ) mam sześć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
-I zdanżasz Pan?
-Nie, ale nawet nie czekam, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę z buta, to jest godzinka. Potem okazuje się, że zrobiłem już 4 z 6 kilosów.
Nie łapię więc EKD. Na Ochocie nie wsiadam w elektryczny, ten — wiesz pan — do Stadionu.
A potem to mam już z górki, bo tak: olewam 119, nie robię przesiadki w trzynastkę, ani tym bardziej w 345, tylko idę te dwa kilometry z buta i jestem w domu. To znaczy na dworcu du Nord.
I jest za piętnaście piąta. To jeszcze mam kwadrans. To jeszcze sobie obiad jem w bufecie.
To po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do portu i góra o 7.50 jestem na brzegu.
Pakuję na pokład, golę się, jem śniadanie i idę spać. Tu dodać, tam odjąć, przeliczyć, silnia, wyciągnąć potęgę, przemnożyć przez euro, podsumować i = wynik prawidłowy. Można iść i się nap… nap… napawać urodą miasta w kolorach czerwonego wina za pomocą wina.
Ach, no tak, byłbym zapomniał, jeszcze wcześniej te wszystkie bagaże do samoobsługowej bagażowni na dworcu trzeba zapakować. Przecież nie będzie się chodzić cały dzień, wprowadzając do organizmu element magiczny w płynie, objuczonym jak wielbłąd. Nie godzi się. Kiedy już jest wszystko dograne na ostatni guzik, jest luzik. Można w końcu zająć się podziwianiem miasta, którego historia sięga ponad dwóch tysięcy lat, a opisać Je można krótko „Weź Wersal, dodaj do niego Antwerpię i masz już Bordeaux” lub jeszcze krócej: „Mały Paryż lub Radom Południa”. Napawasz się, chłoniesz, wdychasz, cudujesz — po to się przecież podróżuje! – aż przychodzi godzina 22.30 i nie ma zmiłuj, czas się pożegnać z pięknym starożytnym pełnym UNESCO miastem Bordeaux.
Ahoj… Czas ruszać dalej, bo nie ma czasu, pociąg nie czeka na nikogo, a prom, inwazja, guinness, fisz and chips też nie mogą się już doczekać. No i najważniejsze… Promowy Bilet Promocyjny na jutro na 9 rano, po terminie jest bezzwrotnym, niewymienialnym i tak nieprzydatnie małym pis of pejper, że nawet dupy nim nie podetrzesz.
Idealnie zsynchronizowani z TGV (z franc. Koleje Zabójczych Prędkości), który już ma mocno napalone pod kotłami i aż się trzęsie, by ruszyć w noc, wbijamy idealnie w porę na dworzec, i na peron. Grunt to Planowanie, Wiedza i Doświadczenie! Doświadczenie Aha, jeszcze tylko zabrać bagaże… Uff, dobrze, że nie zapomniałem.
Idę po nie, c’nie? A tam kłódki i zabezpieczone wszystko jak próbki z Bennu, krata bezpieczeństwa i kartka:
„Zapraszamy rano, jak masz chęć to przyjdź o szóstej pięć, gdyż, mimo że samoobsługowa to Samoobsługowa Przechowalnia Bagażowa czynna od 6 do 22 jest i cześć.”


lipa, przereklamowane to to to. Na przyszłość to Porto a nie ….
PolubieniePolubienie
Żeby wiedzieć trzeba być, weni, widi, wino. Portos ubieraj portas, na porto w Porto przyszedł czas.
PolubieniePolubienie