Leder Man

[#szosopasta na 707 słów, 4 minuty czasu czytania]

Właśnie się okazało, że zaginął jeden z moich Leatherman-ów!
Oddychać, do 10 odliczać, nie krzyczeć, nie biegać z obłędem i bez sensu.

No, już, już, bez paniki!
Ulice zamknięte, antyterroryści sukcesywnie przeczesują teren, policja blokuje drogi wylotowe, a sąsiedzi, po klikugodzinnym oczekiwaniu na placu, powoli, w miarę składania zeznań są zwalani do domów. Nie narzekają, przyzwyczajeni, to przecież ich nie pierwszy raz.
Tak że, spokojnie – znajdzie się.

Trytytki mam już przygotowane, bagażnik wyłożony folią… i… jeszcze go nie znaleźliśmy, ale już mi żal tego leathermanograbieżcy, gdyż…
„Leatherman” to jest takie małe ustrojstwo.

Do końca nie wiadomo czy to kombinerki, nóż, scyzoryk, śrubokręt, nożyczki czy może piła lub otwieracz, ale na pewno wszystko to razem. Tugeder w jednej obudowie.
Jest tak pomocne, tyle razy człowiekowi ratuje w życiu rzyć, że posiadacz przywiązuje się do niego jak do Forda Mustanga z 68.
Czyli? Bardzo się przywiązuje!

Dość wspomnieć, iż jak kiedyś, w ramach 25 letniej gwarancji, jednemu zadowolonemu wymienili uszkodzonego leathermana na nowego – całkiem nówkę sztukę – to kiedy poszedł po odbiór, lokal im zdemolował, wziął pracowników na zakładników i zdecydował się ich zwolnić dopiero jak dostarczono mu ten jego stary, wierny sprzęt.
No… i samolot z pełnym bakiem.
I milion dolów – cóż, skoro była okazja…

Tak, mają na swoje produkty – kiedyś dożywotnią – a teraz „jedynie” 25 letnią gwarancję i czasem, po 24 latach, trzeba wymienić na nowy.
Ale po tym „incydencie”, zanim oddadzą ci sprzęt, upewniają się, czy aby na pewno może być nowy, i obowiązkowo wysyłają go do Paczkomat®.
Niech się tam, w Paczkomat® martwią kiedy się okaże, że klient się jednak rozmyślił.

Ja doskonale rozumiem, że wielu Leather-Manów nie wyobraża sobie pozbycia się starego sprzęt, sam mam takie trzy, a tego kto zabrał jednego z nich, i nie oddał, już niebawem zabiorę do lasu, nad jezioro. Pogadamy sobie chwilę o błędach życiowych, a w miedzy czasie dobrze sprawdzę czy worek jest mocno zawiązany.

Ludzie – coraz ich miej – dziwią się, kiedy wyciągam lethermana z kieszeni, ale taktownie milczą, a ja, olewam i nie rozstaję się z tym sprzętem.
To urządzenie, raz zapakowane do kieszeni, pozostaje już tam na zawsze. Dziwisz się?

Było tak…Dzień to był jak codzień. Pogoda ładna, na Bugu we Włodawie przybyło 2, w Zawichoście ubyło jeden.
– Ot, standard.

Jechałem drogą pustą, długą, a dzień był piękny tego dnia.
A kiedy dochodzi do największej liczby tragicznych, pełnych ofiar wypadków?
W zimie, gdy naparza śniegiem?
W nocy, gdy nic nie widać?
W listopadzie, gdy upłaszczeni panowie w kapeluszach grasują po drogach z chryzantemami w zaparowanych sedanach?

Nie! Wtedy kiedy ktoś ci podpieprzy leathermana lub w piękny, ciepły, suchy, słoneczny dzień, gdy wielu kandydatom do nagrody Darwina włącza się nieśmiertelność.

Wtedy co drugi przypomina sobie, czym jeździ, jak zajebistym jest rajdowcem i co to on nie potrafi. Jesteśmy przecież urodzonymi kierowcami, każdy urodził się z kierownicą w rękach a zamiast mleka pił z cycka oktany.
Akurat warunki są znakomite, można więc wypuścić ze stadniny te 120 szalonych koni i napierdalać ile fabryka by dała gdyby to było nowe.

Tak właśnie wtedy było…
Napierdalał tym swoim, nie wiem, chyba Golfem Polo. Radykalnie, odważnie i inwazyjnie.
Od strony technicznej – i sprzętu i stylu – można powiedzieć, że raczej nie jest takim skrzyżowaniem Kubicy z Kuzajem, jak mu się wydaje.

Wyprzedził mnie, poszedł dalej, zahamował w złym momencie, ze złej prędkości źle zszedł, patrzę i widzę, że jest za szybki w tym zakręcie, i jak dla mnie, to nie wyrobi.
To, co widzę dalej, to klasyczna podsterowność.

„Jeśli widzisz drzewo, w które za chwilę uderzysz to nazywamy to podsterowność. Jeśli go słyszysz i poczujesz to była nadsterowność”

Ale tam łąka, nie ma drzew. Czyli Bóg istnieje!
Ten zakręt się robi dla niego zbyt ciasny i może można by sobie z tym poradzić, jakby się umiało.
A ten? Wylata z zakrętu – czyli się nie umie.

Potem on klasycznie bokiem, a ja hamuję i rzucam pod nosem – ja pierdolę!
Przekoziołkował, zatrzymał się w końcu… pod maską się dymi. Oby to był wyciek z chłodnicy.
Podbiegam
– Całyś?
– Chybam!
– To wyłaź! wyłazisz!?!
– Pas nie puszcza, zakleszczył się!

Kurwa, nóż, przydałby się NÓŻ!!!
I od temtego czasu mam go ze sobą.
No, wszyscy się dziwią, część się śmieje, ale potem każdy mówi: – Pożycz!

…O i znalazł się, dobra, to czas na mnie. Jest i winowajca.
Czas odetchnąć świeżym powietrzem.
Czas nad jezioro.

2 myśli na temat “Leder Man

Dodaj własny

  1. to jest przyjaciel, nigdy Cie nie opuści, jedynie mogą Ci go zajebać ale tylko ci nieświadomi bo świadomi się boją że przyjaciel ich zajebie

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑