Historia kołem się toczy

[ #szosopasta na 790 słów i 4 minuty czytania ]
Zatankowałem, trzasnąłem drzwiami i uruchomiłem silnik, a komputer pokładowy, w cichym szumie krzemowych obwodów, chwilę dumał nad potokiem juchy i danych.

Kiedy już powiązał ze sobą wszystkie fakty i radośnie poinformował, iż „zasięg estymowany przy twoim stylu jazdy, zużyciu opon, wielkości felgi, oporach toczenia, przeciwnych wiatrach oraz biorąc pod uwagę lokalizację i znając twoje możliwości, to cirke ebaut jakieś 1300 km” – mogłem ruszać.

Dobra, a teraz wam zrobię z Europy jesień średniowiecza – zakląłem (szpetnie), zapiąłem (pas), zapiłem (kawą), zanuciłem i zaniosłem się (śmiechem), zresetowałem (systemy), zezem ziornąłem na zewnątrz i zanurzyłem się w noc…

Od ponad 5000 lat niewiele się zmieniło. Porządna droga składa się z kilku warstw: podbudowy, drenażu, nośnej i ścieralnej. Przez wieki pojawiały się oczywiście modyfikacje – zmieniano jeden materiał na inny, z czasem zastępowano bruk asfaltem, a ten betonem – ale zasadnicza idea nie zmieniła się wcale. Drogi buduje się od tysięcy lat dokładnie tak samo.

Różnica polega jedynie na skali tego budownictwa.

Na razie miałem przed sobą jakieś 500 km dróg krajowych – naszych własnych i pierwszej jakości, bo na budowaniu dróg, a w szczególności autostrad, znamy się jak mało który naród na świecie. Chociaż nasze dokonania doniedawna lepiej widoczne były w Libii niż w Polsce.

W latach ’70 zeszłego stulecia polskie firmy położyły pułkownikowi Kadafiemu kilka przepięknych autostrad, o nawierzchni gładkiej niczym tafla górskiego jeziora. Nie to, co wtedy u nas. Jest też możliwość, że znakomita jakość tamtych dróg wynikała z faktu, iż w Libii rzadko występuje zjawisko „przechodzenia przez zero”, które powoduje, że w naszym fragmencie Europy nie da się położyć asfaltu zdolnego przetrwać więcej niż rok w stanie nienaruszonym.

Sądzę jednak, że raczej wynikało to z prostej, acz bardzo skutecznej przyczyny – zapewnienia przez pułkownika finansowania na poziomie 200% inwestycji. Co – mając nawet na względzie naszą narodową umiejętność prywatnego zagospodarowywania środków publicznych – bezpośrednio przełożyło się tam na jakość wykonania.

To już przeszłość, bo ostatnie lata, a w szczególności epokowy zryw przed inauguracją Euro 2012, sprawiły, że o budowie autostrad (także u siebie) mamy wiedzę głęboką i przekrojową. To przełożyło się na naprawdę doskonałą średnią podróżowania, i tylko ekonomia opłat nam nie wyszła. Na szczęście Polska to kraj bogaty, a ludziom żyje się dostatnio.

Miałem przed sobą ostrą jazdę z górki mapy, ale zanim do tego dojedzie, najpierw pogonię trochę słońce (bez szans na powodzenie), które jest mistrzem prędkości i oddala się ode mnie jakieś 1500 km/h.

Taka ciekawostka: zależnie od naszej szerokości geograficznej (dziwne, ale mówiąc o „szerokości”, myślimy o grubości, a tu chodzi o wysokości lub niskości nad lub pod równikiem) słońce zasuwa nawet 1670 km/h.

Potem, jak już go nie dogonię, odbiję w dół mapy. I już tak zostanie – przez tysiąc kilosów będę się przemieszczał po geograficznej długości, czyli… pionowo. (Ale popieprzona jest ta geografia).

Kiedy jechałem przez noc, ze spokojnymi obrotami niewysilonego silnika poniżej 2000 obrotów, z temperaturą chłodziwa w okolicach 80, oleju poniżej 90, a w kabinie rześkie 19 – ruch był znikomy.

Nie wiadomo kiedy śmignąłem przez autostrady Czech, a o tym, że jestem w Austrii, poinformował mnie dopiero usłużny operator telefonii komórkowej.

Austriackie drogi też nie zawodzą pieśni żałobnych, chociaż…

Niczego nie da się porównać z rozmachem budów niemieckich autostrad.

Niemiecka autostrada jest synonimem doskonałej jakości i bezgranicznej wolności dla kierowców.

A raczej… była, bo wolność tę też już zaczynają ograniczać.

Jak to jest możliwe, że kiedyś – kiedy auta nie były 2-tonowymi superbezpiecznymi przyrządami do przemieszczania i nie miały całej sztaby systemów bezpieczeństwa (ABS, ESP, TCS, ACC, LKA, LDW, AEB, BLIS, RCTA, HBA, PDC, PAP, FCW, DAW, HDC, HSA, TPMS, ADAS, LIDAR, V2X, USB i HGW), a jedynie gaz, hamulec i kierownicę – to kierowcy mogli, jeśli mogli, bo mieli czym, ciąć 300 na godzinę i wolno im było jechać nie wolno, i się przy tym nie zabijali gremialnie jak na froncie armie?

Pewnie dlatego, że auta robią się coraz mądrzejsze, a ludzie coraz głupsi. Sam już nie wiemy, co dla nas dobre i jak korzystać z przywilejów oraz możliwości.

Panowie z Brukselki mają nawet pomysł, by w miastach wprowadzić ograniczenie prędkości samochodów do 30 km/h… Mój sąsiad na wózku inwalidzkim jeździ szybciej po fajki.

Jechałem po świt, a na każdym dostępnym miejscu parkingowym – na dowolnej odrobinie wolnego placu wielkości znaczka pocztowego – ryzykownie wystając naczepami, parkowały dziesiątki, setki, tysiące tirów.

Historycznie, to z autostradami wcale nie było tak, że wymyślono je do szybkiej jazdy. Wręcz przeciwnie. Większość z tych dróg, przynajmniej w zachodniej części Europy, powstała z myślą o ciężkim transporcie.

Godziny mijały, kilometr za kilometrem.

Pochłaniałem przestrzeń już nieskrępowaną szlabanami granicznymi, nieograniczoną podrzędnej jakości drogami, z nieupierdliwą, doprowadzoną niemal do perfekcji technologią opartą na węglowodorach.

Jechałem i dumałem, że mógłbym tak jechać aż po kres sił lub lądu, czyli bardzo długo…

– Widzisz w tym jakiś sens?
– Chyba nie widzę.
– To pokaż.
– Sam zobacz.
– Patrzę.
– I co, widzisz?
– Nie widzę…
– No widzisz!

3 myśli na temat “Historia kołem się toczy

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑