[ #szosopasta na 492 słowa i 3 minuty czytania ]
Mój ulubiony suchar:
„Dzieci, jak są małe, to są takie słodkie, że chciałoby się je zjeść. A potem się żałuje, że się tego nie zrobiło!”
Moja młodzież jest już duża i nie, nie żałuję, że, pomimo iż w dzieciństwie była słodka, to jej nie zjadłem. Moje dzieci były super, są super i nie zamieniłbym ich na żadne inne…
Mimo wszystko gdzieś tam, w przeszłości, chyba popełniono błąd, nastąpił wstrząs. Mają jakąś „traumę” z dzieciństwa, a ja ciągle dumam, kiedy i gdzie nastąpił przełom.
Bo gdy tylko nadchodzi kilka dni wolnego, nie są wybredne – może być weekend – pada pytanie/przynęta/zarzucenie haczyka:
— Pojedziemy gdzieś?
Kiedy i gdzie popełniłem błąd? Co tak odcisnęło piętno, że nastąpiły nieodwracalne zmiany w ich mózgach… i w ciągu kilku minut są gotowe i chętne na każdy wyjazd, mimo że w ich aktualnym wieku to już nie jest takie proste…
Może wtedy?
To był zwykły, piękny, wakacyjny dzień, kiedy po trzech tygodniach bez szkoły i lekcji, za to z nielimitowanym czasowo, zasłużonym dziecięcym odpoczynkiem, człowiek robi, co tylko może, żeby pójść do pracy.
Pierwszy tydzień wakacji – kreatywnie działa babcia nr 1.
Drugi tydzień – wychodzi z siebie babcia nr 2.
Trzeci tydzień – ty.
I nie dajcie się zwieść – czwarty wytrzymują tylko komandosi GROM-u i Chuck Norris.
Tak, są takie momenty w życiu, szczególnie jak dzieci są małe, ale już w wieku szkolnym, że, żeby już dłużej nie siedzieć w domu i nie brać udziału w znudzonej dziatwy pomysłach, poszedłbyś kopać rowy tylko po to, żeby je (rowy, nie dzieci!) potem zasypywać.
Dobra, jak to mówią WOP-iści – są granice!
Dość tego – jedziecie ze mną! Do pracy, kierunek: Nowy Sącz. Przejdziemy się, załatwimy, co trzeba, spotkamy się z Kim Kolwiek, a potem zjemy lody. Czas zleci, szczęśliwy i cały będzie tata… i dzieci.
W Sączu byliśmy planowo, wczesnym rankiem. Trasa dobra na jeden hot-dogowy pit stop, we Włodawie przybyło, wilgotność niska, temperatura oleju w normie.
Kim Kolwiek nie miał zbyt wiele czasu, więc akcja była szybka i już… 10:30 i popracowane.
Parafrazując Pingwiny z Madagaskaru, kiedy zdziwione wylądowały na Antarktydzie:
— Szybko (biało) dość!
I co tu dalej z NIMI robić? Lody zjedzone…
Po dłuższej chwili namysłu, kilku kalkulacjach nad mapą, deliberacjach i zapytaniach skierowanych do wujka Google:
— Kto za? Kto przeciw? Nie widzę!
Po niezarządzeniu reasumpcji zapadły te, jak się okazuje teraz, ważące na całym życiu i brzemienne w skutki decyzje…
Kilka godzin później, poprzez superszybkie łącze GSM, wywiązał się ciekawy dialog pomiędzy niestrudzonymi podróżnikami a stęsknioną M.bazą:
— Tu M.baza, tu M.baza. Jak mnie słyszycie i jak się bawicie?
— Nie wygłupiaj się, M. Dobrze Cię słyszymy i dobrze się bawimy, jesteśmy w ZOO!
— O, to jest ZOO w Nowym Sączu?
— Z tego, co wiemy, to nie…
— To gdzie to ZOO?
— W Wiedniu…
— …
— M.?
— Dlaczego mnie to nie dziwi… To kiedy wracacie?
— W nocy, to znaczy… jutro w nocy, a dokładniej to chyba pojutrze, gdyż w celach naukowo-poznawczo-okazjonalnych jedziemy też do drugiego ZOO.
— W Wiedniu?
— M., nie ma drugiego ZOO w Wiedniu, jedziemy do Pragi.


ach, oby tylko opony trzymały
PolubieniePolubienie
A dzieci nam się rakiet nie czepiały
PolubieniePolubienie