ABBA

#szosopasta na 623 słowa, 3 minuty czasu czytania

— Tyle chodzisz do tego kina, ty to musisz to lubić.
— Hmm, no tak, muszę!

Tak, życie z Filmoznawcą przez duże, zawodowe „Fy”, niesie ze sobą pewne niedogodności.
Ale też i ciut przyjemności, na którą człowiek sam by nie wpadł. I nie poszedł.
Na przykład — film o ABBIE.

No bo kto ostatnio słyszał, że można zobaczyć film o tym szwedzkim bandzie?
Który… (ten band) i cóż, że ze Szwecji, skoro go lubię?
I to niedawno (ten film) — w kinie!

Tak, film o ich trasie koncertowej po Australii z dawnych lat wniósł nutę tak potrzebnego teraz optymizmu.
Wjechała, całą furgonetką nut, i przez tę dwugodzinną chwilę mogłem nie pić z nerwów. Choć przez chwilę.

Film z ABBĄ w tych antypodowych krajach południowych przypomniał mi, jak kiedyś też byłem na południu.
W Grecji.
Krainie po drugiej niż Szwecja stronie Europy.
Kolebce filozofów, nauk, demokracji… i dodatków za szkodliwe warunki w pracy, czyli za wchodzenie do biura po schodach.

Wjechałem do Grecji niczym ABBA do Australii — z przytupem.
I od razu, autem, zapadłem w nią.
W poszukiwaniu demokracji, filozofii, antyków i kuchni ich lokalnej, rodzimej produkcji.

Chciałem, skoro już tu jestem, poczuć cały ten autentyczny klimat antyczny.
Tego ducha starożytności zobaczyć.
Być niczym Achilles czy platoński Sokrates o nihilistycznych zapatrywaniach sofisty.
I raz, nie z Lidla (tydzień grecki), popróbować słynnych na świat kulinarnych specjałów.

Ale co poczniesz, kiedy jedziesz, a wszędzie:
Drogi — autostradowe.
Pizzerie — włoskie.
Turyści — amerykańscy.
Kawiarnie — arabskie.
Kebaby — tureckie.
Turyści — niemieccy.
Bankomaty — z banknotami.
Wi-fi — z free zone.
I turyści — japońscy.

Panie, tu wszędzie XXI wiek!
A ja chcę trochu antyku!
Cofnąć się — najlepiej w czasie!

„Niestety, wszystkie antyki wyprzedane. Najbliższy autentyczny antyk znajduje się w muzeum starożytności w Londynie.”

I wtedy przypomniałem sobie:
No tak… ale przecież jest ABBA!
Akcja musicalu z ich muzyką, słynnego „Mamma Mia”, dzieje się przecież gdzieś tu.
Na wyspie made in Grecja.
Odludnej, oryginalnej i ustronnej! Sam osobiście widziałem na filmie.

Zmiana planów.
Kierunek na Greka Zorbę, niezniszczalny optymizm, radość życia, słońce, morze i jakieś owoce morza, bo się głodnym robię! Tam dopadnę tę Grecję made in Grek.

Dobra.
Poszukam więc tej odludnej, klimatycznej, wypatrzonej w „Mamma Mia” Grecji sielskiej, „wsi spokojnej”.
Tej z białymi domkami, niebieskimi dachami i sałatką z serem feta.
Tak, owej, co się ją widuje na miliardowych zdjęciach na Insta z powszechnych wczasów all inclusive.

I tam, w lokalnej restauracyjce dla utrudzonych rybaków, pokrytej centowymi obrusami w kratę…
Mniam Mia! Mniam.
Silnik włączam, nawigację wyłączam.
Zdając się na intuicję, czujem się kierując, zamierzam zmierzać na najdalej wysunięty w Morze Egejskie odludny cypel.

Tam, w ten interior, gdzie prawdziwa, bezturystyczna jest Grecja.
Ech, zagubić się, zapomnieć o świecie.
Cofnąć się i zapaść w tę krainę przedunijną i niezunifikowaną, od zatwierdzonego kąta wygięcia banana jakże odległą.

Jechało się długo, a im dłużej się jechało, tym nadzieje rosły.
I apetyty!
Na te moussaki, dolmadesy, taramosalaty, horiatki, spanakopity, fasolathy, loukoumadesy i sałatki greckie. I osły.
Ouzo, tsipouro i metaxą popite.
No i baklava!

Dobry znak pojawił się w końcu — ułamany i podrdzewiały był.
Droga stale się pogarszała, przeorana strumykami wody spływającej z gór.
Ciągle kręta, skręcała w dół, nad samo morze, wiodła lasami bujnymi.
Domostw ubywało, asfalty słabły jak zasięg komórki, a przyroda pokazywała, kto tu rządzi!

Kolejny osiołek przewinął się pomiędzy wieloma tambylcami w zdezelowanych swych pojazdach marki pick-up.
Aż, no nareszcie — droga się kończy, zaczyna morze, a auto me dalej chyba już nie może.

Jest upragniona, zaginiona, odcięta od XXI wieku Grecja przez duże Mamma Mia!
Doskonale się składa, bo solidnie, przedzierając się przez głuszę, zgłodniałem.
A Polak jak głodnieje to nie łagodnieje!

Zacieram ręce, zostawiam pojazd swój niepotrzebny…
Czas iść, pójść, dojść i zjeść!
Po drodze chłonąc lazury wody, blaski słońca, zielenie przyrody!

Ech, tu jest Grecja! Tu się oddycha!
I nagle, niespodziewanie, tak jak sobie wymarzyłem, planowo, wyrasta upragniony typowy prowincjonalny grecki Bar Uniwersalny. A przed nim napis:
„Najlepsze ruskie pierogi! Poleca Magda Gessler. Zapraszamy!”
W dodatku… po polsku, bezbłędnie wypisany!

2 myśli na temat “ABBA

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑