Yippee-ki-yay, motherfucker!

#szosopasta na 678 słów, 4 minuty czasu czytania

Cała draka zaczęła się w windzie. Uwięziony jak frajer w tej klatce Faradaya czuł się jak zamknięty w cholernej pętli czasu (Looper, 2012), jednak… wystarczyła mu jedna króciutka chwila nieuwagi, lekkie rozluźnienie i luka w źle zawiązanym worku.

– Ma ktoś ogień? – rzucił luźno – gadka się nie kleiła – ale kiedy zaczęli się śmiać z głupiego dowcipu, bo przecież ma worek na głowie, pierwszemu pociągnął z czoła. Czoło ma najtwardsze kości (Red, 2010), gość nawet nie poczuł, kiedy odpłynął „Styks, drugi brzeg, wysiadka!” na zawsze.

Drugi zginął, zgrabnie trafiony nadgarstkami w szyję – żadna krtań nie wytrzyma takiego ciosu bo „trytytki panowie, wiąże się więźniowi na palcach”.

Trzeci, czwarty i piąty też nie mieli już wiele czasu. Pistolet wypożyczony od tego pierwszego, osuwającego się po ścianie, przemówił do nich swoim oszczędnym, stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu szczekaniem (Last Man Standing, 1996).

Odpowiedzieć nie miał już kto.

Zakładając pożyczone buty – no jasne, za małe – uśmiechnął się półgębkiem (Die Hard, 1988). Tym swoim szelmowskim, zawadiackim uśmieszkiem i zaklął pod nosem:

– Nie tak to miało być, kurwa, zupełnie nie tak (12 Monkeys, 1995).

Oswobodził się ze śmierdzącego wora i więzów, zaciągnął się i odetchnął głęboko czystym, świeżym dymem papierosowem, przeładował pożyczoną broń, obciągnął koszulę na podkoszulce i pogwizdując, rozluźniony, spokojnie czekał na nieuchronny parter.

– To wszystko miało być proste, to w co się znowu władowałem… (Hudson Hawk 1991) – dumał, a gdy winda zatrzymała się na parterze…

Parteru nie było.

„Jasna cholera, jestem zwykłym, starszym, zmęczonym życiem gościem (Sin City 2005) z prostą, osobistą sprawą do załatwienia, to tak wiele, zawsze musi być Hard?”

Fryzura „na kolano”, w białym podkoszulku, faktycznie zwykły koleś w jeansach…

Gdy kolejnych dziewięciu śmierdzących cebulą, nieprzetrawioną wódką i czosnkiem, w pełnym umundurowaniu i uzbrojonych w ciężką broń żołnierzy kazało mu paść na kolana… Padł. Ale nie na kolana, lecz szybkim rzutem za resztki frontowej ściany.

Wyszarpując karabin leżącemu tam obywatelowi, któremu przezornie wpakował odrobinę ołowiu w głowę (dla dociążenia i żeby się nie wiercił na ziemi) skosił śmierdzieli jedną celną serią.

A potem, gdy zobaczył, co się dzieje na ulicach… Po prostu się wkurwił (Die Hard 2).

Front budynku całkowicie zniszczony pociskami pancernymi, ulice zorane gąsienicami, wszędzie dymy, wyjące syreny, wpadający na siebie bez sensu uciekający ludzie, płaczące kobiety chroniące swe dzieci, chaos, zniszczenie i ból.

Istny (Armageddon, 1998)… Tego było już dość:

– Chcecie wojny? To będziecie ją mieli (Tears of the Sun, 2003).

Przeładował karabin i wybiegając, krótkimi seriami ścinał kolejno każdego umundurowanego pajaca.

Przyczaił się na przejeżdżający czołg, a gdy ten się zatrzymał, celnym rzutem granatu odesłał jego załogę na urlop… bezterminowy .

Już miał iść dalej, gdy rzucił okiem, najpierw na karabin, a potem czołg (The Jackal, 1997).

No jasne, czołgiem przecież będzie mu poręczniej jakby.

Potrafi latać i jeździć wszystkim (The Fifth Element, 1997)

.

Przedzierając się przez ulice, szukając odpowiedniego miejsca, niemal mimochodem, od niechcenia, kosił wroga setkami.

A gdy już umościł wygodnie tych kilkadziesiąt ton, przyjął prawidłową pozycję snajpero-działonowego, zajął się sukcesywnym złomowaniem sprzętu ciężkiego, dumając nad tym, jak się w to wszystko w ogóle wplątał i, zupełnie niechcący, przeszedł do ofensywy.

Zapamiętały w walce, nie bacząc na rany, za małe buty, przecięte czoło i zakrwawioną koszulę, siał śmierć, zniszczenie, dziesiątkował szeregi wrogów i przesiadał się z jednego pojazdu na drugi (Die Hard: With a Vengeance, 1995).

Yippee-ki-yay, motherfuckers (Die Hard, 1988) !

Po rozwaleniu wszystkich czołgów, wziął się za transportery opancerzone, potem przyszedł czas na wyrzutnie rakiet, a po nich zajął się helikopterami. Strącał je po kolei, kopami, tuzinami, dziesiątkami (RED 2, 2013)…

A gdy już nie miał czego strącać, bo samoloty bały się nadlatywać, zaczął dumać, jak szybko może przejąć i zatopić ich okręty… Potem zabierze się za broń nuklearną tych skurwysynów (Unbreakable, 2000).

W nagłej ciszy zadzwonił telefon. Zdziwiony, bo przecież nie miał przy sobie telefonu, odebrał:

– Hej, czy możesz już przestać? Właśnie niechcący zakończyłeś nam wojnę (The Whole Nine Yards 2000)! Oni się poddają, uciekają i ogłosili bezwzględną kapitulację! Kim jesteś i co ty tu w ogóle robisz?

– Jestem Bruce i to oni zaczęli pierwsi! Ja chciałem tylko odzyskać zegarek mojego ojca (Pulp Fiction, 1994)!

Mimo wszystko (Szósty zmysł, 1999), po raz kolejny… Zdrowia, Bruce!

2 myśli na temat “Yippee-ki-yay, motherfucker!

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑