Patton’s

#szosopasta na 618 słów, 3 minuty czasu czytania

W jednej z audycji, w Radio 357 pan Marcin Klimkowski wspomniał iż wokalista Faith No More jest wszechczasów wokalistą i niech szczeźnie na ubitej ziemi, wcześniej przebity włócznią, kto twierdziłby inaczej.

Nie twierdzę, ba, nawet jakbym siedział w twierdzy czy na żerdzi też bym tak stwierdził.

I to (oraz pierwszej jakości utwór który na antenie przy okazji zagościł) przypomniało mi, że „znam” dwóch Panów Pattonów.

Pierwszy to historyczny, genialny, lecz bardzo przy tym nieuprzejmy generał, który, okazując szokujący brak kultury podczas wojny, wziął i przed terminem począł forsować Ren – ku irytacji kolegi Montgomery’ego, przygotowującego się pracowicie, by uderzyć pierwszy.

Drugi to właśnie Faith No More lider który wielkim artystą jest.

Byłem na „Faithów” koncertach paru (para czyli dwa) i mogę powiedzieć, że to o kilkanaście razy za mało. A ostatnim razem byłem latem, razem z kolegami (a takich dwóch jak nas wtedy trzech to nie było ani jednego) gdzieś nad Bałtykiem.

Wspaniały był to koncert, ale cóż począć – w końcu nastał afterkoncertowy wieczór…

Późny wieczór…

No ok, późnokoncertowa noc…

Dobra, już, dobra, ok – przedwczesny ranek, kiedy zakończyliśmy (na modłę Faith No More) modlitwy nad ostatnią flaszką piwa i zapadły generalskie decyzje o odwrocie, czyli udaniu się na spoczynek na z góry upatrzone pozycje (z molo, na którym siedzieliśmy, uprzednio uważnie upatrzone).

Tak, tak, już wcześniej mieliśmy na oku te miejscówki – z widokiem na niewidoczne w ciemności morze, świeże powietrze zapewnione, w dodatku tanio i z szumem fal gratis.

Ideał – na Bokingu takich nie wynajmiesz!

Przed rozejściem usiedliśmy jeszcze do tradycyjnego rozchodniaka.

Zaraz potem – na uświęconego odwieczną tradycją strzemiennego.

A na koniec na drugą nóżkę.

I po jednym.

W tym celu otworzyliśmy zachowane specjalnie czarną godzinę czyli na tę właśnie okazję, doskonałe, bo tanie, wina wieloowocowe typu „Bieszczady” i, delektując się trunkiem równie wykwintnym co słodkim oraz wspomnieniami koncertu, piliśmy sobie w ciszy ten przedni „szatobrią”.

Cóż w takich okolicznościach można powiedzieć?

Kim jesteś, żeby coś mieć do powiedzenia w tym ogromie oceanów emocji, bezmiarze dźwięków i szumie Bałtyku?

Nikim jesteś i szkoda się wymądrzać. Zresztą – ile można gadać!?

Kulturalnie i niepostrzeżenie nadeszła wcześniej wspomniana, chyba czwarta rano. Każdy marynarz wie, że o tej porze to psia wachta i trzeba tego w cholerę unikać. Czas więc zmykać.

Wszystko wypite, atmosfera wchłonięta, głowy w rytm fal coraz niżej staczały się na tatuowane kotwicami starcze torsy – najwyższa pora udając że się nie zataczasz, zataszczyć… ups pardon’t – udać się do kwater na zasłużony spoczynek.

Każdy z nas udał się więc na swoją nadmorską ławeczkę.

A gdzieś godzinę później przechodzący nieopodal patrol straży miejskiej nadał do bazy krótki, bo przez krótkofalówkę, komunikat:

– Na ławkach leżą (ale) grzecznie, (acz) stanowczo (wczepione), utrudzone głowy, (najprawdopodobniej rodzin). Melduję, że buty równiutko ustawione pod posłaniem, nogi podkulone (ławka krótka), w ramach poduszki kurtka, leżą na boku – pozycja ustalona boczna, z modyfikacjami w praktyce. Co robić?

– Wylegitymować! – padł rozkaz.

– Halo, halo, proszę pana! – zaczęli poszarpywanie od pierwszego z nas, leżącego na brzegu, koło morza brzegu, ale nie w Kołobrzegu, bo w Gdyni.

Ten jak leżał, zerwał się nagle, a kiedy stanął jako tako na baczność, zameldował:

– Starszy aspir… Straszny Komendant melduje się! W czym mogę pomóc?

Tak się odezwał – z rozmachem, ale trochę bez sensu – wywołany do odpowiedzi nasz kolega, gdyż w czym on im może pomóc w tej sytuacji, i w takim mało eleganckim i nieamerykańskim stanie?

– A… to ten… znaczy się… Ko… mendant? – wyjąkał młodszy przeprowadzający interwencję aspirant. A to nie, to już nic.

W tej sytuacji sprawdzamy jedynie, czy wygodnie i czy wszystko w porządku.

– Tak, wygodnie, dziękuję. Proszę się rozejść, tu nie ma nic do oglądania!

I się rozeszli, bo faktycznie… no co tu jest do oglądania, kiedy stare chłopy, głowy rodzin, dyrektorzy firm i straszne strusie prawa śpią sobie grzecznie na ławkach?

Jedna myśl na temat “Patton’s

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑