Pisanie dla siebie to jedno.
Ale liczby nie kłamią, i kiedy ponad tysiąc osób z własnej woli pobiera Twoje… no, ok… moje „nibyksiążki” w PDF-ie, to już coś.
W dobie (24 godziny/h) bezmyślnego przewijania rolek, intensywności bodźców większej niż liczba decybeli startującego Jambo, natłoku nawet doskonale „zoutlookowanych” spraw — czytanie nie ma się najlepiej.
Czyta się raczej jak Mamoń z umysłem ścisłym, który lubi melodie, które już słyszał — autorów już sobie znanych i lubianych.
Sięganie po kogoś nieznanego i znikąd to nisza.
Po kogoś, kto się nie reklamuje, nie wchodzi z butami, nie wyskakuje z lodówki — to nisza w niszy.
A czytanie kogoś z moim czarnym, cynicznym i niezrozumiałym dowcipem — to już nisza niszy w niszy czarnej dziury.
Mimo to — ponieważ niby pisze się dla siebie, a publikuje dla publiki… chociaż akurat z tym to nigdy nie wiadomo,
bo jeśli nie ma kto czytać, to po co pisać…
To całkiem niezłe te wyniki.
(Mam na myśli liczbę pobrań moich „nibyksiążek”. Niewymuszone, niewybłagane, nieopłacone.
Nawet jeśli tylko kilka procent zajrzało, żeby pooglądać obrazki — i tak jest nieźle.)
🇬🇧 English version
Writing for yourself is one thing. But numbers don’t lie — and when over a thousand people voluntarily download your… well… my “sort-of-books” in PDF format, that actually means something.
In an era of (24 hours/day) mindless reel-scrolling, sensory overload louder than a Jambo taking off, and a flood of even well-“Outlooked” tasks — reading isn’t exactly thriving.
People tend to read like a logic-driven Mamoń, the guy who only likes melodies he’s already heard — in other words, authors they already know and love.
Reading someone unknown, from nowhere, is a niche.
Someone who doesn’t advertise, doesn’t stomp in, doesn’t jump out of your fridge — that’s a niche within a niche.
And reading someone with my kind of dark, cynical, and largely incomprehensible humor — that’s a niche inside a niche inside a black hole.
And yet — since supposedly you write for yourself, but publish for the public… though to be honest, that’s always debatable,
because if no one’s reading, what’s the point of writing…
Those results are actually not bad.
(I mean the download numbers of my “sort-of-books.” Unforced, unbegged, unpaid.
Even if just a few percent opened them just to look at the pictures — that’s still pretty decent.)

jestem publiką z niszy zawieszoną w niszy … hmmm …to ja jednak idę się napić bo jak patrzę w lustrze to nie wiem co widzę bo nisza mi przysłania mnie się
PolubieniePolubienie
picie zawsze się przyda!
PolubieniePolubienie