Mirex

213/365 szosopasta na 1243 słowa, 7 minut czasu czytania.

Ludzie, którzy uważają, że załatwiają sprawy słowami, mają inny sposób mówienia niż ludzie sądzący, że gadanie to strata czasu.
Dla tych drugich próba osiągnięcia czegokolwiek za pomocą gadania to jak próba wbijania gwoździ śrubokrętem. Kiedy taki człowiek słucha własnych słów, na twarzy czasami maluje mu się rozpacz.

Ludzie pierwszego typu, używający mowy jako narzędzia pracy, są pewni siebie, ale nie muszą być ani bardziej inteligentni, ani lepiej wykształceni.
Po prostu: oni nie mówią, oni robią.

Uwielbiam spotkania z „Handlarzami – Typowymi Mirkami”.
Naprawdę, to nie żaden sarkazm czy coś tam typu zawo… zowa… zowalowana… kurwa no! owinięta czymś kpina.

Dla kogoś jak ja, nieobytego, niebywałego, sporadycznego, niezbornego z nimi w kontaktach, jest to przeżycie niemal mistyczne – dotknięcie jak absolutu prosto z zamrażarki.
Działanie Mireks spółka z o.o. jest całkowicie innym rodzajem handlu niż te inne.
Tak odmienna kategoria – niż np. w takim salonie z Hi-Fi, gdzie wchodzisz i wiesz, że oni wiedzą (bo widzą), że ty Ni-Uja (to z japońskiego: mniej niż Jako-Tako, w kierunku na Nic-NieWiem!) nie usłyszysz, ale i tak musisz udawać (w końcu to salon specjalistyczny), że się znasz – jak nie wiem co, odmienna.

Albo wiem – jak Wenus i Mars!
Oni więc, w tym hifisaloon, witają mnie/ciebie/jego ozięble. Witają, bo muszą (kulturka), ale i tak wiedzą, że to całe hi-fi voodoo z kablami, słuchanie sprzętu zamiast muzyki, prostowanie zmiennego prądu w celu wyeliminowania niepotrzebnych sinusoid wpływających negatywnie, bo huśtających niesłyszalnymi infrawdziękami, i specjalistyczne tytanowe z domieszką magii kątomierze do ustawiania kolumn z precyzją niedościgłą nawet w CERN – to dla mnie/ciebie/jego większa magia niż w Harrym Potterze.

Od razu widać, że nie jesteś/estem E. Górniak – co to nie była Ewą, chociaż potem wyszło, że jednak była, bo ma z 10 tys. lat – i wie wszystko, a ty/ja nie i nie ogarniesz tematu, więc bierz lub bęc. Wierz: „to Onkyo kino domowe – pokłosie szatańskiego pomysłu na eliminację ludzkości poprzez głośniki 5.1, lub o matko, chyba nie dam rady wypowiedzieć tego na głos – sundbar – i już sobie ić.”

Nie są to też Panie Sprzedawczynie w dyskoncie. Nazwa „dyskont” wzięła się z ich „dysktowania” (z ang. dyskontować – dyskutować) i to nie gdzieś tam po kątach i po cichu, tylko zwyczajnie przy wszystkich, podczas wykładania towaru.
W dodatku dyskontują na pełny głos do tej słuchawki i mikrofonu:
– „Gdzie mi się tu, kurwa, kręcisz pod nogami, jak ja tu wykładam! Ziuta, no patrz, weź wyjdź, przyjdź i zobacz, no pcha się, jak ja wykładam cham!”

Dyskontują one sobie do siebie, na odległość, bez żenady, z grymasem i kurwą na ustach, o wszystkim, co je tam boli.
Pracę mają ciężką, ja wiem, nie zazdroszczę, więc maniery (jeśli się jakieś ma) trzeba zostawić w domu, żeby podołać obowiązkowi temu. Dobre choć tyle, że zarabiają jak nauczyciele!

Z „Miraskami” jest lepiej.
To jest enigma, tabula rasa, i nigdy nie wiesz, co cię czeka.
A ponieważ na handlu znam się dość słabo, to nigdy nie jestem gotów na tę konformację… konfirmację… konspirację…
Dobra, jeszcze raz, powoli i Mi_ tu nie pluj, powtarzamy: Kon Fron Ta Cję!
I bardzo ładnie.

Cóż, kiedy czasem muszę, ale żeby na wstępie nie być przypartym do muru, rozbrojonym mgnieniem oka, spacyfikowanym w czasie subiektywnym typu „zajebiście szybko”, najpierw taktycznie nawiązuję z NIMI kontakt pisemny.
W ten prosty sposób psychicznie się szykuję, grunt przygotowuję, macam po omacku, badam i sonduję.

Gdyż czytanie aktywuje w mózgu dwie różne sieci neuronowe, które współpracują, aby zintegrować znaczenie poszczególnych słów i wydobyć ich sens, a badania potwierdzają, jak korzystny wpływ ma czytanie na naszą kondycję intelektualną.
Ludzki mózg zawiera ok. 10 miliardów neuronów i ok. 10 bilionów synaps. Czytanie jest jedną z ważniejszych umiejętności, które nabywamy w szkole i wykorzystujemy przez całe życie – i jakie czytanie, takie świata opisanie.

Piszę więc, bo… może się uda?
Przecież słowami opisujemy otaczający nas świat, a im bardziej rozwinięte słownictwo, tym bardziej ten świat ciekawy, plastyczny i wyrazisty.

Niech więc przeczyta i coś odpisze, albo co, ja wiem, coś z tym zrobi?
Nie wiem – i to jest właśnie najlepsze w kontakcie z Mirkiem – nigdy nie wiadomo, co nam się trafi.

Ponieważ miałem zakupić kilka części do mojego, już dawno nie kosmicznego, teraz bardziej już komicznego pojazdu, to przecież nie będę kupował – ups, pardon – kupywał nowych!

Jak głosi renesansowa chłopska mądrość i pierwsze, czego uczą młodych, wrażliwych na moc Jedi:
To nie jest głupota,
W istocie,
Kiedy do szrota,
Kupujesz na szrocie.

Takie są odwieczne prawa natury, i nie ich nie zmienisz, i nie bądź pan głąb.
Jeszcze Szosie życie i forsa miłe są.

Siadłem, kawę wypiłem i wyszukałem na popularnych serwisach aukcyjnych zdatne oferty.
Odsiałem te podejrzanie tanie, ujmująco droższe od nowych z salonu – mimo (a może właśnie dlatego?), że z wyglądu – średniowieczne wykopalisko, oraz te kuszące dodatkami typu „kup dwie sztuki, a wycieczka do Egiptu gratis”.
Następnie odsiałem te bez faktur, ewidentnie rozbiorczo-rozbójniczego pochodzenia, i te w dobrej cenie plus gwarancja wysyłki przed świętami (zapłać teraz, a wyślemy jak będziemy mieć na stanie – na pewno przed jakimiś świętami się to stanie).

Po tej morderczej selekcji zostało parę (w sensie – dwie).
Wybrałem metodę losowania, po czym zalosowałem i napisałem do pierwszego wylosowanego.

„Dzień dobry” (broń Panie, nie „Witam” – w końcu to ja przybywam w twe gościnne progi).
Chciałby u Szanownego Pana (kurtuazja jest wskazana, szanujmy się! Jak nie wiesz, jak się zachować, to zachowuj się kulturalnie) dokonać zakupu części takiej to i takiej (tu podaję, żeby potem nie było, wszelkie szczegóły pojazdu łącznie ze stanem licznika, grubością bieżnika i próbką oleju prosto z silnika).
Czy byłby pan uprzejmy (bo może jest uprzejmy) napisać mi, czy owa część będzie pasować do mojego pojazdu, czy jak kupię dwie, to będzie jakiś rabat, czy ta faktura tak wyraźnie zaznaczona to VAT, a może VAT-marża i czy można odebrać osobiście (czasy niepewne, a kurierzy ostatnio ostatni raz spali miesiąc temu; ja chętnie przecież podjadę – na pewno coś ciekawego się po drodze wydarzy, ba, zawsze się wydarza).

Z wyrazami szacunku, uznania, pozdrowienia dla rodziny, niech Bogowie będą łaskawi dla twego rodu i chałupy, oraz Niech Biznes Kwitnie jak Wiśnie w Sadzie Cesarza.

Coś w ten deseń. I poszło.

Po odczekaniu, w czasie subiektywnym kilku lat świetlnych (tak że pewnie doleciałbym do Tau Ceti, czyli 12, ale kilka godzina dla Mirka)…
I co? I odpisał!
Tak, naprawdę, OD-PI-SAŁ!

„Dzwonić.”

Kurwa no… ale że jak? Tak o, „dzwonić” i tyle?

Dobra, trudno, przechodzę na drugi stopień wtajemniczenia. Jest późno, no ale skoro „dzwonić”… to dziwonię.

– Ta?
– Ja w sprawie…
– Dzwonić!
– To dzwonię przecież!
– Jutro prosz…
– Halo? Halo! Halo!!
– pi pi pi pi pi…

Ach tak. Zadzwonię jutro, oczywiście, serdecznie dziękuję i miłej nocy – pomyślałem do pikającego kawałka plastiku, stali chirurgicznej i krzemu.

Całą noc nie spałem, bo dumałem:

  1. kiedy u takiego jest rano?
  2. co będzie, jak przegapię i będzie już nierano?
  3. jak i o co pytać, jeśli utrafię z porą?
  4. co zbroić… ech, te nerwy… co zrobić, jak nie odbierze?
  5. dlaczego sernik musi być z rodzynkami?
  6. gdyby księżyc się rozpadł na kawałki i one by latały wkoło siebie, to też by były przypływy?
  7. jeśli kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa, to co robimy na Ziemi i skąd przybili Mirki… Mircy… Mirkowie?
  8. to ciekawe, że niby mówimy o latach świetlnych, a to jest jednostka odległości jak kilometry…

I zasnąłem.

Ale za to jak wstałem!
Zjadłem porządne śniadanie, poszedłem na spacer, zrobiłem milion pompek, przeczytałem Mądrości AureliuszaSztukę Wojny – Tzu Sun – i Jak przeżyć w dziczy i poradzić sobie na autoszrocie Beara Gryllsa.

Byłem gotów.
Dzwonię!

– Ta?
– Ja w sprawie tych tam części…
– Już nie ma.

Ojacierpiędolę…
I cała procedura od nowa.

2 myśli na temat “Mirex

Dodaj własny

  1. bo bey biznes planu (yatwierdzonego przez radę najwyższych) to nie ma co nogi z pod kąłdry wyjmować a co dopiero dzwonić czy pisać

    Polubienie

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑