“Na początku było Słowo.
Potem pojawił się pieprzony edytor tekstu.
Potem procesor myślowy.
A potem nastąpił koniec literatury.”
Aha, czyli to już.
W dodatku te moje “literatury” – niszowe, trudne, ze zdaniami szesnastokrotnie złożonymi,
których sam często nie rozumiem, nie wiadomo o czym i po co… ale co tam.
Pisane mimo wszystko, i z uporem wartym lepszej sprawy – no ale ok, skoro nie mogę mieć na nagrobku “i co się gapisz, też wolałbym leżeć na plaży”,
to przynajmniej To będzie jakaś pamiątka… póki mole „książkowe” nie zjedzą.

Dodaj komentarz