#szosopasta na 932 słowa, 5 minut czasu czytania.
Wszedłem kiedyś do kawiarni, po kawę, bo po co bym tam lazł bez laptopa i zasilacza?
Piękne przeszklenia, projektowane zapewne przez najlepszych designerów – zwycięzców jakiejś „Red Dot” nagrody – wspaniale komponowały się z nowoczesną fasadą tego, ze Star Trek wyjętego, budynku Business City.
W środku grupa lśniących chromami ultranowoczesnych ekspresów mruczała pod nosem pieśń pochwalną młynkami z węglików spiekanych i błyskała radośnie taflami ciekłokrystalicznych ekranów dotykowych.
Stojąc w rzędzie, czekały tylko na skinienie palcem.
Krótka informacja na ścianie, że „napój będzie przygotowany na bazie krystalicznej wody ze stopionego tysiące lat temu lodowca i wyprodukowany wg receptur szykowanych przez pomarszczonych rzemieślników ze spowitej we mgłę, zbudowanej z wulkanicznych skał świątyni, gdzieś na południowych zboczach jakiejś wyspy znanej tylko wysportowanym, obleczonym w lycrę maniakalnym podróżnikom” – dopełniała reszty.
W pełni profesjonalny Barista Artysta na mój widok zatarł ręce, wyłamał palce, strzepnął nadgarstkami, kilka rozluźniających obrotów głową – i już jest gotów do działania.
– Dzień dobry, poproszę kawę!
– Dzień dobry. Oczywiście, już robimy. Jaką? Espresso, Lungo, Americano, Dopio, Cappuccino, Flat White… wymieniać dalej?
– Nie, zwykłą, średniej wielkości i trochę mleka.
– Acha, z mlekiem! Jasne, czyli: Cappuccino, Latte, Flat White?
– Weź – proszę – i daj taką normalnej wielkości, z ekspresu, do tego mleka pięć deka.
– Rozumiem, czyli espresso doppio plus mleko z macchiato, ok, robi się. A mleko: bez laktozy, odtłuszczone, może na sojowym?
– Zwykłe, od krowie.
– Super. Ciepłe, zimne?
– CIEPŁE.
– Arabika 100% czy mieszanka z robustą?
– A… RA… BI… KA… – powoli sylabizuję dukając, bo zaczyna mną z lekka trząść.
– Jaki cukier: biały, trzcinowy, słodzi… No ale zaraz, gdzie pan idzie, a syrop, grubość mielenia ziaren, twardość i rodzaj wody, wielkość kubka, materiał mieszadełka?!?
„Jebłem drzwiami i wyszłem”.
W domu sobie zrobię.
Kiedy wsiadałem do najnowszego Sławkowego Audi (Audi Sławka), było podobnie.
A, bo do sklepu trzeba było podjechać – kawy nam brakło – o tam, niedaleko: druga w prawo, dalej prosto, 1500 metrów – jesteś u celu. Przy okazji przejechać się chciałem.
NOWE to AUDI.
To ja zaraz wracam, i poszedłem jechać.
AudiAuto przywitało mnie pięknymi przeszkleniami, osadzonymi w bryle tego, kreślonej nienachalną, lecz śmiałą kreską z rozmachem profesjonalistów, pięknego pojazdu.
Oj, bankowo pracował nad tym cały sztab zajmujących średniej wielkości miasteczko: architektów, designerów, psychologów, psychiatrów, filozofów, dekoratorów wnętrz, inżynierów i jedna florystka.
Wyszło im super, piękny wóz.
Już z daleka rozpoznał mnie, znaczy się – Sławka rozpoznał… kluczyk mu rozpoznał – i z radości zaczął szumieć rozgrzewanymi turbinami, wentylowaniem wnętrza oraz błyskać światłami.
Drzwi odryglowano, klamki wysunęły się, by nie zakłócać linii drzwi, z wcześniej niewidocznych wnęk, a szum przesuwanych w tajemnym tańcu programowanych foteli szybko się zakończył i mogłem wsiąść.
– Cholera, ale glamour – pomyślałem – szkoda, że nie wziąłem ze sobą szmaty do przetarcia spodni i wycieraczki podnożnej, żeby wytrzeć obuwie przed wejściem.
Kurde, może je zdjąć w przedpokoju?
No nic, mleko się rozlało, wsiadam, jak cham.
Gdy wsiadłem, zobaczyłem przed sobą nieskończoną ilość czarnych tafli. Wszędzie przeszklenia, trochę ściapane paluchami, ale kiedy nagle część z nich ożyła, uspokoiłem się – uff, to nie są lustra.
To ekrany, dotykowo-pojemnościowo-ciekłokrystaliczne.
Audi napisało do mnie na nich wielkimi literami – Witaj Sławek – i całe szczęśliwe, już tylko na jednym z tych ekranów: „Czy chcesz zachować wcześniejsze ustawienia?”
– Witaj Audi, nie jestem Sławek – mruczałem do siebie, szukając dziury na kluczyk, a w międzyczasie nacisnąłem na ekranie „ok, zachowaj”.
Przecież to jazda próbna, nie będę mu demolował pewnie z tydzień ustawianych… ustawień.
Wtedy fotel zaczął robić czary-mary, zmieniać ustawienia, temperatury i rekonfigurować przekątne. Z dyszy napłynął ulubiony zapach Sławka, muzyka wytworzyła takie ciśnienie, że poszła mi krew z uszu, a ambienty zaczęły swój kolorowy spektakl.
I już po chwili, i po rekonfiguracji, nogami prawie zatykałem sobie uszy, a biust – gdybym go miał – opierałby się na podszybiu, a twarz, bokiem, na szybie.
No tak, Sławek jest ciut mniejszy niż ja.
Ech, tak nie pojadę. Pogmerałem na oślep z boku fotela, odsunąłem go jakoś, robiąc sobie miejsce i ustawiłem mniej więcej na oko… przecież daleko nie jadę.
Audi zagadało przez ekran: Czy chcesz zachować te ustawienia?
Nie no, nadal nie będę mieszał Sławkowi. – Nie chcę!
Pojazd zaczął zmieniać konfigurację fotela… – Stój, gdzie, stop!
Kiedy już ustawiałem fotel ponownie.
Audi: Czy chcesz…?
– Tak!
Audi: Ok, w takim razie, czy zgadzasz się na zbieranie przez firmę Audi, reprezentowaną przez ten pojazd, danych telemetrycznych poprzez kamery, mikrofony, czujniki nacisku, zbliżeniowe, podczerwień, echosondy, saturatory, radary i ksero?
– Muszę?
Audi: Oczywiście, że nie musisz.
– To nie zgadzam się.
Audi zaczęło zmieniać ustawienia fotela i zagadnęło zimnymi jak stal gockiego topora literami: Proszę opuścić pojazd w ciągu 60 sekund, nieautoryzowane przebywanie po tym czasie grozi wezwaniem stosownych służb. Za połączenie z Niemcami, podróż ekipy, desant, pojmanie i neutralizację zapłaci zneutralizowany. Podaj dane karty do obciążenia.
– Dobra, dobra, zgadzam się!
Audi, już milej: Uwaga, pojazd gotowy do jazdy, za chwilę włączymy się do ruchu. Czy wiesz, że podczas jazdy należy koncentrować się na drodze, a nawigacja jest tylko pomocniczym systemem wspomagania jazdy?
– Wiem!
Audi: Nie wykryłem telefonu „Siaomi Sławek”. Czy chcesz podłączyć jakiś inny telefon?
– Nie!
Audi: Ale jak to „nie”? Przecież to nie będzie internetu, jak chcesz jechać bez internetu? Na pewno? Ar Ju Siur?
– Tak! Jest Siur.
Audi: O matko, to samo już nie wiem! Potwierdź potwierdzenie potwierdzenia zaniechania podłączenia!
– Potwierdzam!
Już zaraz kończymy – napisał mi samochód radosną czcionką – Przed jazdą jeszcze tylko sprawdź, proszę, czy poziom temperatury, intensywność masażu, siła nawiewu, kolor podświetlania ambient, ustawienie lusterek, rozmiar buta, zapach kwiatów, kurs franka, wczorajsze pranie, wybrana muzyka oraz poziom energii w telefonie stryjecznego kuzyna pociotki szwagra czwartej wody po kisielu babci Zuzi są prawidłowe.
Ej… ej… halo, jesteś tam jeszcze?
Cicho domknąłem drzwi. Nowe uszczelki, z miłym uchu plaśnięciem, uszczelniły wnętrze, szum wyłączanych systemów cichł w oddali.
Ale fajne to Au… A… dobra, pójdę, przejdę się.

Świetny tekst! Idealnie oddaje to, co każdy z nas czuje w dzisiejszym świecie pełnym technologicznych absurdów. Poszedłeś na kawę, a skończyło się na quizie z mleka i ziaren, potem ta jazda z Audi – niby ma ułatwiać życie, a człowiek ledwo ogarnia te wszystkie opcje. Śmiałem się na głos! To satyra na nasze czasy, gdzie wszystko jest zbyt 'inteligentne', aż przestaje być użyteczne. Super napisane, naprawdę dobrze się czyta!
PolubieniePolubienie