Nasz pan Bruce, ksywa Batman, jest już dojrzałym mężczyzną.
Siedzi w swoim potężnym pałacu, popija ekspreso i zdziwiony duma.
Zastanawia się kiedy dorósł, i kiedyż to się stało, że kombinezon, mimo, iż czarne wyszczupla, przestał leżeć jak kiedyś (poza tym, że bardzo ładnie wisi w szafie).
Rozkminia też, czemuż to peleryna Shadow Cloak – wykonana z włókien o zmiennej refrakcji światła – co dosłownie „rozmywała” jego sylwetkę w mroku. No, ostatnio nie rozmywa i jakoś tak… też nie powiewa.
Rękawice typu Batgrip [z mikroprzyssawkami inspirowane stopami gekona, pozwalające wspinać się po szkle] raz rzucone, na stałe przyssały się do akwarium i swoją obojętnością od dawna wnerwiają rozkochanego w nich glonojada.
Silent Claw – cichy, magnetyczny hak z linek z włókien węglowych, co sam się nawija i kalibruje – nie pomaga mu już przy spektakularnych skokach z wieżowców, ale to może dlatego, że ostatnio udaje się na dachy wieżowców windą, i tylko w celu wygodnego wsiadania do helikoptera.
EchoLens – soczewki kontaktowe z echolokacją ultradźwiękową, no te, co pokazują kształty w ciemności jak sonar nietoperza – cóż, nie jemu już pokazują. Nikomu nie pokazują, leżąc w przytulnym wnętrzu jakiegoś sejfu, cholera wie gdzie.
Nawet Pulse Batarang – bumerang, który wysyła impuls elektromagnetyczny wyłączający sprzęt elektroniczny w promieniu 5 metrów – nie wrócił.
Nawet przezabawna Grapple Mirage – wyrzutnia liny, która zostawia po sobie holograficzną kopię Batmana, by zmylić przeciwnika, tak często niegdyś stosowana na przyjęciach przez Bruca, by wyjść po batmańsku, już go nie bawi, z przyjęcia nie wywabi, a z obcej baby spoconego objęcia nie wybawi.
„I po co mnie to było?” niedumny z siebie – duma.
Bez złoczyńców nie ma złoczyństwa, a bez złoczyństwa nie ma… nie ma… Batmaństwa!
No Ba! Nawet te najnowsze, bardziej wyrafinowane, tak niedawno wynalezione, opracowane, skonstruowane i nadesłane do testowania Nocturne Edge – ostrze, które nie tnie ciała, tylko przecina światło, zaciemniając przestrzeń – nie ściemnia kiedy trzeba.
Echo of Silence – granat dźwiękowy, który nie wybucha, lecz pochłania hałas w promieniu kilku metrów, ok, ten chociaż dobry, ale tylko po fasolce.
Lucid Gauntlet – rękawica, która przewiduje ruch przeciwnika o pół sekundy wcześniej, analizując jego napięcie mięśni i dzięki której, gdyby tylko chciał, wygrałby nawet z Gołotą!
To wszystko Bruce’a Wayne’a – miliardera, filantropa i właściciela korporacji Wayne Enterprises z oczyszczonego już ze złoli miasta Gotham City – naszego zamaskowanego Batmana Nie Cieszy!
Miasto od dawna jest bezpieczne, haracze bez zakłóceń i opóźnień są wypłacane, kasa z Zaiksu i tantiem wpływa cichym a wartkim strumieniem.
I cholera jasna, mimo tego, że jest tak bajecznie bogaty, to nawet odnalazł te 25 Bitcoinów, co je dla jaj kupił kiedyś za dolara, i kolejne miliony poniewierają się po jakichś kryptach.
Tak, Nasz Bruce się NUDZI!
Nudą wieku średniego a te krwistoczerwone włoskie okłady na kompleks małego członka z konikiem na masce… Phi.
Batman zbudował świat, w którym już nie ma dla niego miejsca.
I nawet gdyby chciał, to nie ma – a miał już wszystko co można mieć – czegoś odpowiedniego, by rzucić to wszystko cholerę i pojechać w Bieszczady.
Nie ma?
Nie było!
Bo od teraz – nasz Bruce Wayne nagle podnosi się ożywiony – tak, od teraz jest coś, co podniesie puls nawet takiemu zblazowanemu miliarderowi z przeszłością, sukcesami i 25 bitcoinami.
Na plac wjechał Mercedes Vision The Mercedes-Benz Vision Iconic „Bruce Wayne’s art deco dream”.
I nagle stało się pewne: nikt i nigdy nie zrobi już czegoś bardziej Brucowatego!
Z daleka i od samego rana słychać już szum wyciąganych z pochew mieczów, ostrzonych i szykowanych do popełnienia rytualnego seppuku przez całe sztaby samochodowych designerów.
Wiedzą, że choćby od rana do nocy designowali to niczego takiego już niewydesignują.
Absolutny masterpiece!
A, i Bruce…
Nie zapomnij trepów w te Bieszczady.

Dodaj komentarz