„Slow Horses” – recenzja z wysokiego piętra

Moja córka jest filmoznawczynią – ale nie taką wydumaną i wymyślną, w typie:
– Czym się zajmujesz?
– Jestem modelką na Tik-Toku. A ty?
– Jestem najemnym zabójcą w Assassin’s Creed IV!

Nie, Ona jest prawdziwą, patentowaną, dyplomowaną filmoznawcą.
I mi mówi kiedyś, żebym zaczął pisać recenzje filmów. Kiedyś. Mogą być seriale.
No to dobra – ja jej na to – czemu nie.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to Slow Horses – „Kulawe konie”.
Przeczytałem wszystkie książki i to na długo przed tym zanim zrobiło się modnie, widziałem też ten serial, a Garego Oldmana to we wszystkich filmach i tych zagranicznych, i w Leonie Zawodowcu też.
To coś tam chyba wiem.

Tak, książki są świetne, ale seria z Oldmanem… serial przeszedł sam siebie, obszedł dookoła i stanął obok.
Jest tak dobry, że aż podwójnie.
Apple zresztą znane jest z ciulowych filmów, ale genialnych seriali.

A sir Oldman (od niedawna „sir” – pewnie za zasługi pracy w dziurawych skarpetach na polu… ups pardon… na dworze Królestwa Brytyjskiego w zwalczania międzynarodowej przestępczości) to całe chyba na pewno życie praktykował, by osiągnąć mistrzostwo bycia starym, cynicznym, brudnym, śmierdzącym i pierdzącym geniuszem szpiegostwa, tego trudnego rzemiosła.

A jakie jest „Slow Horses”?
Oj, można by dużo pisać, ale te profiwypociny z analizą każdej klatki zostawmy zawodowcom.
Ja mam, i nie zawaham się tu użyć, gotowca od Poniedzielskiego:

„Szanowni Państwo,

w raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: „Próba samodzielnego wykonywania pracy.”
W liście stwierdziliście Państwo, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienia.
Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.

Z zawodu jestem murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego trzypiętrowego budynku. Kiedy skończyłem pracę, stwierdziłem, że mam na dachu porozrzucane ok. 150 cegieł.

Zdecydowałem nie nosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je w beczce, używając do tego liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku.
Po zabezpieczeniu liny na dole, wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami.

Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, ale – trzymając ją mocno – zacząłem powoli opuszczać cały ciężar w dół.
W raporcie o wypadku wspomniałem, że ważę 80 kg. Możecie sobie Państwo wyobrazić moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry.

Straciłem orientację, nie puściłem jednak liny.
Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie po ścianie budynku.
W połowie drugiego piętra po raz pierwszy spotkałem opadającą z góry beczkę.

To tłumaczy pękniętą czaszkę i złamany obojczyk.

Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne ciągnięcie, nie zatrzymując się, aż palce mojej prawej ręki nie weszły w blok.
Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę, pomimo bólu i ran.

W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię.
W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła.

Pozbawiona cegieł beczka ważyła tylko 25 kg. Przypomnę, że ja ważę 80 kg.
Więc w tej sytuacji zacząłem gwałtownie opadać.
W połowie drugiego piętra po raz drugi spotkałem się z beczką, która wznosiła się do góry.

W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg.

Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy lądowaniu na stosie cegieł – złamanie tylko trzech żeber.

Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać ani się poruszyć, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć – puściłem linę.

Pusta beczka, ważąca więcej niż lina, spadła na dół i połamała mi nogi.

Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie.

Teraz już Państwo zapewne rozumieją, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.”

Takie właśnie, wypisz wymaluj, są w 4K, Atmos, Dolby surround, te „Kulawe konie”, a ja mam nadzieję, że moja pierwsza w życiu recenzja przypadła Państwu do gustu.

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑