Noworoczne postanowienia nie są złe.
Mogą nawet być dobre, jeśli podejdzie się do nich z głową, uczciwie, sumiennie, a przede wszystkim — realistycznie.
Ba, powiem więcej — nie ma co czekać z postanowieniami na Nowy Rok.
Posypał się plan niejedzenia lukrowanych ciast z posypką już 2 stycznia?
Nie trzeba czekać do kolejnego nowego roku, od razu brać się za bary (nie mylić z barem), w każdej chwili, natychmiast.
Kiedy coś się postanowi, należy nie leżeć lecz wdrażać.
Np. ja. Nie lubię biegać.
Jak była kiedyś propagowana w „Trójce” propagandowa akcja „Biegam, bo lubię”, i pan Kantereit, jeden z w niej prezenterów, w tamtych czasach przedpismiennych, założył klub „Nie biegam, bo nie lubię” – to od razu się zapisałem.
Ale to było kiedyś, w czasach błędnych i wypaczonych, a teraz jest teraz (co widać po zerowej słuchalności tego niegdyś kultowego radia).
Dlatego, postanowiłem zmierzyć się sam ze sobą i biegać.
Bieganie jest dobre (a w dwóch słowach? Hmm… nie dobre?), poprawia kondycję (jeśli jeszcze ma się coś do poprawiania), smaruje stawy (zastane w stanie zastałym i zleżałe od leżenia) oraz pozwala obcować z przyrodą (bo oglądana w TV się nie liczy).
Tak – biegać – ale nie jakieś tam maratony, półmaratony, Rajdy Rzeźnika czy rajdy w samych rajtach.
Aby odnieść sukces, do wszystkiego należy podchodzić z głową, na miarę i małymi krokami.
Dlatego postanowiłem biegać tylko 15 minut dziennie, ale za to codziennie.
I nie ma, że mnie nie ma, pogoda zła, noga złamana czy Stal gra z Niecieczą.
Ja nie czekam i biegam.
Człowiek jest istotą słabą, dlatego do zdobywania celów i ostatecznego zwycięstwa należy podchodzić… podbiegać z głową. Mądrze robić.
Dałem więc sobie marchewkę i kij. Za każdy dzień biegania — nagroda: kawa z cukrem. Za każdy dzień niebiegania… te 15 minut niebiegane przechodzą… pardon – przebiegają – na dzień kolejny.
I spróbuj teraz, leszczu barowy, nie biegać codziennie.
Jestem człowiekiem zdeterminowanym, konsekwentnym, upartym i jak coś postanowię, nawet moja stalowa wola jest zbyt słaba, żeby mnie spowolnić!
Wszystko zdeterminowanie, konsekwentnie i uparcie notuję.
Tu nie ma złej woli ani „że boli”.
I tak, z wyliczeń wyraźnie widać: Jutro mam do przebiegnięcia trzy tygodnie.

Dodaj komentarz