DostawCzak

 Kilku bystrych, młodych koleżków jechało kiedyś pociągiem nad morze. Nie, nie jednym pociągiem, gdyż co kontrola biletu, to musieli opuszczać przytulne wnętrze przedziału czasów PRL-u. 

Ale cóż innego biedny konduktor mógł zrobić tym bystrym i młodym, a także dość wygadanym i wyluzowanym gówniarzom, kiedy: 
-nie mieli dokumentów, 
-nie mieli biletu,
-nie mieli pieniędzy. 
Nic nie mógł im zrobić! Poza usunięciem ich „siłom i godnościom osobistom” z pociągu i sobie kłopotu z głowy przy okazji. 
Wsiedli więc do kolejnego kolejowego składu i natknęli się w nim na wysokiej klasy buraka-mięśniaka. Śmiał się z nich, że chudzi, palił w przedziale i ogólnie był wqrwiający. 
Nic nie mogli z nim zrobić, gdyż nawet w kilku zaliczyliby od niego kontrolny wpierdool. Czasami siła znaczy więcej niż rozum. 
Krótko, jak Cyganie w „Przekręcie” Guya Ritchiego, naradzali się i jeden z młodych złapał za rączkę hamulca awaryjnego. Zaczął ciągnąć. Nic to nie dało. Nie dał rady, co bardzo rozśmieszyło mięśniaka. Drugi z bystrych, ale nadal chudy, podjął próbę i też poległ. Zacięło się, czy co? Trzeci wystartował i też sromotnie przegrał z dżulami. 
Wszyscy więc zaczęli wyzywająco i jednoznacznie przyglądać się mięśniakowi, mając w oczach nieme pytanie: 
– A ty co? Dasz radę?
Ten wstał, wskazując na biceps rzekł:
– Trzeba mieć TU!
Następnie lekceważąco postukał się w głowę: 
-A nie tu!
Jednoznacznie wyrażając dezaprobatę w stosunku do przeintelektualizowanych cieniasów, pociągnął za rączkę. 
Pociąg zatrzymał się z piskiem, wpadł konduktor i wlepił mięśniakowi potężną karę pieniężną za nieuprawnione zatrzymanie składu. 
Bystrzy (jak się za chwilę okaże, jednak nie aż tak) postukali się w głowę:
-Trzeba mieć TU!
I wskazując na biceps z politowaniem:
-A nie tu! 
Za moment uciekali i przed wkurwionym mięśniakiem, i przed konduktorem, bo zwyczajowo nie mieli biletu.
Lata świetlne po tych ciekawych wydarzeniach (co ciekawe bo lata świetlne to jednostka odległości a nie czasu) jadę DostawCzakiem. Dlaczego zwykły dostawaczak jest DostawCzakiem? Z trzech powodów:
1. Jest jak Czak. Norris szybciej stoi w miejscu niż inni biegają.
2. Jest najlepszy jak Czak! Dobry, Lepszy, Czak.
3. Bo Czak!
Towaru w aucie już nie mam, lekko się jedzie. Za to mam całkiem dużo ściągniętych od klientów umiejętnościami negocjacyjnymi i miłą aparycją pieniędzy. Oj, dużo tego jest i mocno to ciąży, głównie na psychę! 
Między miastem X a Y jest 20 km w miarę prostej, odludnej trasy, no i lasy. Noc, ciemno, na drodze pusto. Gdzieś w połowie odcinka, w środku lasu z dużą prędkością zbliżają się od tyłu światła. Ciągną za mną chwilę, na mój gust zbyt długą jak na okoliczności i tę pustą drogę. Każda anomalia w ruchu po latach na drogach podnosi mi włosy i wzmaga czujność. 
Pojawił się znikąd, zapieprzając jak zając i co? Droga pusta, dlaczego więc nie wyprzedza? Dlaczego zwolnił i ładnie tak za mną jedzie? 
Jest taka teoria w filozofii, która głosi, w uproszczeniu, że nigdy nie można dotrzeć do celu, gdyż zawsze pokonuje się tylko połowę założonego odcinka. I tak w nieskończoność. 
Nie chcąc skończyć w paradoksie Zenona z Elei, na wszelki wypadek włączyłem mój niezawodny instynkt przetrwania. Czuję, że zaczynam mocno zużywać cukier, a adrenalina zaczyna wspomagać ustrój przyspieszonym biciem serca, wzrostem ciśnienia krwi, rozszerzeniem oskrzeli i źrenic. 
BMW, bo ono to było (ale nie policyjne, bo policja wtedy jeździła polonezami), podjęło decyzję i wyprzedza. Po czym, czego już się zacząłem domyślać, zajeżdża mi drogę i zatrzymuje się ukosem na środku tej leśnej, pustej, nocnej szosy. 
Cóż, zatrzymałem się. I już wysiada dwóch, i idzie do mnie. 
Ciekawe, czego chcą? Nie, nie ciekawe!
Włączyłem długie światła, żeby mnie lepiej nie widzieli, wsteczny i noga na gaz. 
Muszę przyznać, był czas, że takim maxi turbo gnojem długim na 7 metrów potrafiłem do lusterek parkować na centymetry. 
Ot praktyka, jeśli mogę nim tyłem po mieście jeździć, to i cofnąć na długiej, pustej prostej też nim potrafię. 
Cofam więc i paczam, co się dzieje. W długich światłach widzę dość dobrze, w przeciwieństwie do napakowanych, co to ich łatwiej przeskoczyć niż obejść, panów. A ci zatrzymali się w pół kroku, podrapali się po łysych głowach, popatrzyli po sobie, oszacowali szanse pościgu z buta. I dochodząc do jedynego słusznego wniosku -„ni_uja!” – pakują się z powrotem do auta. 
A gdy wsiedli do tego swojego śmiesznego biemdablju, gdy już nawrócili, żeby mnie gonić, ja byłem obok nich. Sprzęgło, gaz i naprzód! Zdziwieniom nie było końca, gdy ich mijałem, wyrywając do przodu jak przy otwarciu galerii handlowej po darmowe nugetsy. 
Niezawodny DostawCzak „na pusto” ma dobre przyśpieszenie, a i adrenalina też nie przeszkadza. Nim panowie opracowali kolejny „kurwa” plan, nim nawrócili i pognali za mną, ja złamałem tę wyżej wymienioną zasadę filozoficzną. Pokonałem odcinek drogi i wpadłem ponad setką do miasteczka, co to wiedziałem, gdzie w nim jest komisariat. Zajechałem z hukiem pod niego, wpadam, łapiąc oddech i mówię: 
-A posiedzę sobie tu może chwilkę?
Zanim mnie z komisariatu wyrzucili, BMW podjechało, ziornęło gałką przez okienko i odjechało w swoją stronę.
W pracowni technicznej mieliśmy napis: „Rozum znaczy więcej niż siła”.
Dobrze, że sobie go w porę przypomniałem, bo przecież ja ich mogłem pozabijać…

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑