My, profesjonaliści, jesteśmy przygotowani na wszystko.
Po milionach kilometrów spędzonych na drodze, żyjąc z niej i na niej, cóż… widzieliśmy już dość, aby niczego nie pozostawiać przypadkowi. W pełni zabezpieczeni latami praktyki, testami, szkoleniami i dyplomami, jesteśmy spokojni, uważni i gotowi na Apokalipsę, konflikt zbrojny, a nawet odwiedziny „Mamusi”.
Jesteśmy po prostu (tu nonszalanckie założenie nogi na nogę, dyskretne strzepnięcie popiołu z końcówki papierosa, odrzucenie luźnym ruchem grzywki) zawodowcami!
Ech, czasem aż łza się w oku kręci, gdy widzisz takiego, który szybko, sprawnie i fachowo potrafi poradzić sobie oraz innym z każdym drogowym problemem. Swoim i cudzym.
Zawsześmy gotowi nieść pomoc, kaganiec oświaty i flaszkę. Dlatego, kiedy badanie wykazało, że zdecydowana większość europejskich kierowców nie próbowałaby samodzielnie poradzić sobie z przebitą oponą na drodze, a tylko 46 proc. twierdzi, że skorzystałoby z koła zapasowego lub z zestawu naprawczego, pokręciłem głową w oniemiałym zdziwieniu!
Ale że co? My, ludzie cywilizowani, dawno wylegli z jaskiń, nie chcemy, boimy się, nie potrafimy, nie wiemy jak zmienić koło? Nie może tak być, przecież to jest KOŁO, wiekopomny wynalazek, który oddzielił nas od muszki owocówki i lemurów na ewolucyjnej drabinie!
Skoro tak, to czuję się w obowiązku, już śpieszę i niosę pomoc tę. W postaci poradnika, bogato ilustrowanego video. Na własnej skórze zademonstruję, co i jak robić, gdyż tak się szczęśliwie składa, że nieszczęśliwie najechałem właśnie na kawał drutoblachy, co to innemu zawodowcy z tira odpadła, i opona (lewy tył) poszła.
Okoliczności:
Deszcz – spadł,
Ślisko – ciut,
Autostrada – wokół,
A ruch – przedweekendowy.
Patrz więc uważnie, większościowy Przebadany Europejczyku, i ucz się, bo lepszej okazji nie będzie!
Co robi Profesjonalista?
W sposób kontrolowany wyprowadza auto z niekontrolowanego poślizgu, po gazie ino ino tylko smyrając, a hamulca nie tykając bardziej niż „dotykiem motyla”, kierownica w uchwycie jak imadło soki swe puszcza.
Nasz Profix, czyli – nie chwaląc się – ja, skanuje bacznie okolicę wzrokiem, gdyż deszcz, i błyskawicznie odnajduje wiadukt, pod którym można się zatrzymać.
Sokolim okiem sprawdza jeszcze odległości, kąty, siły wiatrów i ciśnienia przygruntowe, czy aby na pewno uda się tam dojechać bez jednego koła. Procesory wgłowne oparte na doświadczeniu, a nie na krzemie, tym pomiocie szatana, informują, że jest spoko, i na luzie!
Uda się, gdyż jak mawiał klasyk autoterapii i reperacji: „Może i jedno koło jest uszkodzone, ale przecież trzy są dobre!”
Po dojechaniu pod wiadukt profesjonalista – a po tym szkoleniu będziesz nim i Ty – natychmiast zjeżdża na utwardzone pobocze i włącza światła awaryjne – niech każdy na drodze ma się na baczności. Rozrzuca wokół, gestem obszernym, jakby ziarna kurom rzucał, odpalone race – znakując teren.
Ustawia trójkąt ostrzegawczy i drugi trójkąt ostrzegawczy ostrzegający o ustawionym pierwszym trójkącie ostrzegawczym.
Pasażerowie, którzy już od dawna mają w rękach kamizelki, tabletki uspokajające podane, a kapoki napompowane, są asekurowani i w sposób zdyscyplinowany opuszczają pojazd.
Sadowią się pod wiaduktem (gdyż pada), wysoko ponad terenem gruntu i drogi, z dala i komfortowo od zagapionego tira, który mógłby uderzyć w tył naprawianego pojazdu. Już siedzą bezpieczni, widok mają dobry, są uzbrojeni w komórki telefoniczne. Już je uruchamiają, by ten mały pokaz sfilmować, poradnik stworzyć, a całość umieścić w internecie: „Patrz i ucz się od najlepszych!”.
Jest to wszystko możliwe i przebiega płynnie, gdyż profesjonalista ma w głowie procedury przetrenowane już dawno, a w bagażniku wszystko doskonale poukładane w skrzynkach. Właśnie na tę okazję czekał, bo pomimo iż nie złapał gumy od pięciu lat, jest przygotowany w 100% i nic go nie zaskoczy.
Lśniące pomarańczowym plastikiem skrzynki narzędziowe i pachnące nowością koło zapasowe zostają sprawnie wyjęte. Klucze dzwonią szlachetnym metalem o asfalt. Profesjonalista nie wozi ze sobą gównianego, nic niewartego zestawu naprawczego. Tak robią wyłącznie amatorskie leszcze barowe!
Profesjonalista ma ze sobą wszystko, co najlepsze i co tydzień sprawdzane, czy jest nadal gotowe do akcji. Klucz do kół „Łamacz Kabestanów” w dłoń. Ten, który dała fabryka, zrobiony jest z oszczędności i plasteliny, a przy cięciu kosztów przez księgowych o 5 eurocentów udaje tylko swoją rolę. 5-latek by go zgiął niechcący przy nieuważnym użytkowaniu w piaskownicy.
Nie i dość. Precz z badziewiem! Trzeba umieć odróżniać ładne od dobrego! Zawodowiec ma solidne, a lekkie, testowane w kosmosie, przeznaczone do pracy w atmosferze, tytanowe z domieszką kevlaru klucze do kół. I jeszcze jeden zapasowy na zapas!
Podnośnik, ksywa „Lewar Pogromca”, gotowy? Oczywiście! Specjalnie sprowadzany ze Stanów, przystosowany do podnoszenia heavy-duty pickupów razem z ich zawartością świeżo po wizycie w McDonaldzie (specjalna edycja Ultra McDonaldsa dla tych, którym w zwykłym potrójnym zestawie za mało kalorii) stawia się do służby!
Dobra, to ostatni, szybki niczym światło, rzut okiem na sytuację! Pasażerowie zabezpieczeni, filmują, podłoże sprawdzone i ugruntowane, kamizelka na plecach i jedna owinięta wkoło głowy, wokół palą się flary, 112 zawiadomione: sytuacja pod kontrolą, nie przysyłajcie helikopterów, sami damy radę!
Czas start: Koło zdjęte, zapas sprawdzony kompresorem (profesjonalista by nie miał?), czy ułamki barów zgadzają się ze specyfikacją, i już założony. Wszystko to trwało 3 minuty i 12 sekund.
Można przykręcać zapas i kończymy! I przykręcamy…
A potem zmuszamy młodzież podmościaną do wyłączenia tego cholernego filmowania – „słyszysz ty mnie?” – sprawdzamy – „nie będę sto razy powtarzał!” – czy wykasowali wszelkie nagrane już filmiki, wycofujemy streamy – „weź mnie do cholery nie wnerwiaj!” – z TikToków, i spokojnie czekamy na pomoc drogową, gdyż śruby od alufelg nie pasują do stalowej dojazdówki.
z czego się Kur…Wen Swen syn Swena Skurwenswena cieszysz, jeden z drugim!?!


to jest przeca Real profesionalysmus
PolubieniePolubienie
albo zTesco Profesional
PolubieniePolubienie