Audi sobotni fight

[ #szosopasta na 852 słowa, 5 minut czasu czytania ]
„Osz ty, „Niemcu”! Aleś odwalił numer! No, po tym to ja cię tak nie zostawię. „Nie chcem, ale muszem.” – jak powiadał klasyk. Takich numerów się nie robi, a człowiek dojrzały (czyli ja?) nie pozostawi tego bez odpowiedzi!”

To wszystko właśnie (albo podobnie, w skrócie „kruca bomba, casu mało”) pomyślałem, kiedy zobaczyłem ten obrazek co go właśnie zobaczyłem.

Może i nieczęsty to widok, ale i niesporadyczny, szczególnie u tych czasami niezbornych.
Nie ma chwili na zwłoki.
Wskakuję do 508 „Francuza” i atak!

Ta, no wiem, tamto jest Audi, widać po olimpiadzie na klapie.
Niebieski, dwie dwururki z tyłu… jak odsłonięte lufy karabinów maszynowych mossberga czy inny maschinengewehr 42.
To nie atrapy, tu żartów nie ma.
Z klapy łypie krwiste, jak umaczane w posoce pokonanych wrogów „S”.

Będzie ciężko dopaść takiego, moim, umówmy się że dobrym, roboczym koniem.
Pociągowy tak, ale pościgowy… to on nie jest.

Dam radę. Muszę!
Nie mogę mu odpuścić, nie w tej sytuacji!
Oj dobra, może ma te 20-calowe kute alufelgi, skóry alcantara na Recaro fotelach i z 800 koni… ale ja mam… ja mam! Hmm, no właśnie, to co ja mam?
O! 30-letnie doświadczenie mam!
I też mam „S”.
W kabinie.
Ruszam.
Profesjonalista byle czym zrobi wszystko, amator wszystkim zrobi byle nic!
Ale dość już tych patetycznych bzdurów… czas się zmierzyć z problemem, dość żwawo ucieka.
Sobie tam pewnie myśli, że jak „Francuz”, to tak jak podczas drugiej światowej?
Że podniesie się ręce w górę i hande hoch?
Nic z tego! Może i Francuz, ale za sterami Polak!
Dywizjon 303 mówi ci coś?
Chociaż pewnie nie myśli sobie nic, a na pewno nie o mnie.
508 francuskie są dla nich niewidoczne.

Gry uliczne naczęte.
Choina zapachowa… Gdzie on znikł?!
Ależ poszedł… Już, już, już go gonię.
Ej no, czekajże.
Jedno skrzyżowanie, drugie poszło, zakręt, lekkie zwolnionko na torowisku… Jeb, jeb, po szynach.
Na pewno plomby mu poszły w tych niskoprofilowych gumach na potężnych, wielocalowych, kutfelach.
Uśmiechnąłem się na myśl o stomatologicznych cenach.

Masz za swoje!
A mnie nic.
Ruch na ulicy jak cholera.
Pewnie w poniedziałek będzie wolne, bo ci dzielni niedzielni kierowcy wylegli zrobić zakupy w sobotę i na dwa tygodnie futrują.
Bo może będzie wojna.
To i dobrze. O Szumiący Borze tylko duży ruch mi tutaj dopomoże, bo przy tych jego koniach pod maską moje „S” przy automacie nadaje się tylko do przecierania szmatką.
Jak się kawą zaleje i przy odsprzedaży.
Jedyne, co ja mu mogę teraz, to siedzieć na ogonie.
Wziii…. hamowanie awaryjne!
Taksówkarz się wrypał bez kierunkowskazu – oczywiście (choć nie w BMW)! Ale przecież wszyscy wiedzą, że on tu skręca, od dziesięciu lat tak robi.
Znowu dwa pasy, wracam do gry i rura… i nic.
No tak, to jedna rura… rurka, rureczka raczej.
No gdzież to Audi?
A tam jest! Gdzieś hen na horyzoncie zdarzeń.
Wyrwał jak po masło w promocji, cholera, dobre auta robią te Niemce!
I po co wam te elektryki!
Ale ogień z tyłka, 100 km/h w mieście?
Gościu, nie ponosi cię fantazja?
No tak, sądu się taki nie boi, nawet ostatecznego, a co dopiero klasycznego.
„Po raz kolejny obieram panu prawo jazdy. Szerokiej drogi.”
Nagle, kiedy odległość znów, po kilku strategicznie przeprowadzonych genialnych chwytach drogowych, nagle… już wiem, że on wie, że ja wiem!

No ale cóż robić?
Muszę go dopaść.
Polacy, naród dumny i uparty, z szablami na czołgi szli! Nie poddam się.
Jasna cholera! Kolejne światła i cały czas zielona fala. A jak trzeba, to jej nie ma…
Jak jechałem kiedyś na porodówkę – czerwone na każdym skrzyżowaniu!
Ciągle pechowo zielone i można gnać.
To i gnamy.
Znaczy on gna, a ja podganiam.
I nagle… ciach!
Skoro już wie, że ja wiem, że on wie to chyba się teraz letko wkurwił(?), że tak go gonię, i czas na jego ruch.

A on przecież za ciężko zarobione kredyty sprzęt z górnej półki nabył. Przerażacza Leszczów, MachoStadoPrzywódcę, WyrywaczaDziewicZubrań – on ma – u tu jakieś kombi na 17kach.
Albo może paliwa mu już brak, bo ma mały ma bak, a zużywa tego może morze od szaleńczego pościgu?
Mój rodaku ja mam 70 w baku.
Nie wiem nic, i choć radio włączone (a wtedy widzi się gorzej) to widzę tylko nagły opon pisk i niespodziewany skręt na parking pod hipermarket.

Rozśmieszył mnie tym.
Gościu? Wiesz, z kim tańczysz?
Przewiduję twoje ruchy trzy kroki w przód i dwa w bok!
Hamuje w miejscu ale z poślizgiem, staje, parkuje – standardowo dwa miejsca w poprzek zajmuje, wysiada.
Wpadam za nim, zgrabnym poślizgiem, zatrzymuję się tuż, a on – nastroszony jak kurczak w Wielkanoc, który wie, co się świeci – idzie do mnie.
Rozstaw ramion jakby zawodowo telewizory pod pachami nosił. Gotowy do pełnej konfrontacji!
Była bitwa sprzętów, krajów i kultur, zaraz będzie przepychanka słowna, a potem konfrontacja ręczno-siłowa.
Ja znam takie typy!
Wyskakuję zręcznie i gibko, jak przystało na…
No, wysiadam jak mogę z auta (to może nie coupé ale też i nie SUV) i rzucam do niego:
– Łap!

I rzucam mu portfel.
– I patrz, z czego żyjesz. Nie zostawiaj portfela na dachu auta swego, mój kolego, bo ktoś może być wolniejszy niż ja i nie mieć chęci się szaleńczo ganiać po mieście…
Widok opadniętej szczęki zawsze jest najlepszą nagrodą.

4 myśli na temat “Audi sobotni fight

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑