Autostop


[532 słowa, 3 minuty czasu czytania]

Był prawie wieczór, popołudniowe słońce, jak ja zmęczone wędrówką przez świat, chyliło się ku zachodowi.
Mknąłem, próbując je dogonić. W koło lasy, tereny niezabudowane, a szosa ruchliwa, krajowa.

Teraz to ja szofer, jestem gość, ciężką pracą zasłużyłem na ten społeczny awans, ale wcześniej, przed tym na piedestał wyniesieniem, dużo się jeździło autostopem. Pierwej z konieczności i braku wyboru, później, po nabraniu wprawy i podliczeniu kosztów – z ciekawości świata, ludzi.
Skoro nie widać różnicy, po co przepłacać?

Ludzi, podróżując w ten sposób, spotykało się przeróżnych, i za bezcen całą Europę można było tak zwiedzić… i się zwiedziło, prawie całą. W niektórych krajach zabrać takiego autostopowicza z plecakiem (widać, że turysta), pomóc i podrzucić jak najdalej, to był punkt honoru.
Dlaczego na zachodzie?

Przy okazji pogadać w drodze, o pogodzie, podszlifować doskonale nieznane języki, zająć czas tej monotonnej podróży w komfortowym wozie po drogach równych, bez ograniczeń prędkości, dokonać socjalizacji z socjalistami bez wyboru.
Sytuacja typu Win-Win.

W innych krainach, szczególnie legendarnie demokratycznych – podobnie ale jakby inaczej. Tak, czasem się zatrzymywali, z ciekawości, żeby zobaczyć, co to, kto to i na co tak stoi i czeka.
Chusty to na włosach nie ma, niby na chłopo-robotnika wygląda ale bez peta, siatki i grzebyka w kieszeni?
A kiedy docierało po co tak stoję i że za darmo, turystyka taka…
– Że co, że zabrać? Ale że ze sobą? Jechać razem? Ale ze sobą, z obcą osobą, za darmo? A nie, nie… Panie, ja nietutejszy, ja nie rozumieć, ja tu zaraz skręcam.
Sytuacja typu Won-no, Won!

I tak, jak to w podróży „tylko za jeden uśmiech” – czasem w jeden dzień znad morza w góry bez przesiadek dojechałeś, tak innym razem po nocach się stało przy drodze, na stacjach CPN-u się prosiło o podwózkę, i nierzadko na przystanku lub w rowie czekało świtu.

Postanowiłem wtedy, pomny tych przeżyć i że udało się to przeżyć, że już na zawsze i po wieki zabieram każdego. Żebym miał sam wysiąść, miejsca ustąpić, to… wysiądę, ustąpię, a zabiorę!

No i jest ten prawie wieczór leśny, a ja z pracy wracam. Jadę, zmęczony, chociaż to dziwne, bo przecież się tak jeździ wygodnie: z radia muzyczka, wspomaganie się ma, to czym się tu męczyć? Ale jednak, po 12 godzinach już nie takie świeże spojrzenie i umysł po tych godzinach ciągłej czujności, tej wolnej amerykanki drogowej w wydaniu lokalnym krajowym, gdzie aktualnie w modzie po dwóch pasach jest jeździć na „trzeciego”.

A kawy, by popijając podtrzymywać jakąś minimalną bystrość umysłu, w kubku jednorazowym i świeżo zmielonej, jeszcze nie kupiłeś, bo tego na stacjach nie było. Chyba że po turecku, w szklance.
Ale to na naszych drogach Made in PRL ze szklanicy wylatało.

Jadę na ten czas przez wspomniany wcześniej las, patrzę – pani stoi przy drodze i pod parasolką się przed deszczem chroni. Pani młoda zagubiona. Może bardzo nie pada, ale wyraźnie chyba widzę, że stoi i się chroni. Potrzebuje pomocy.
A kierowcy co? Nic!

Ludzie, ja się pytam: dokąd ta ludzkość zmierza, jak nikt nawet nie zwolni, gdy kobieta stoi przy drodze i czegoś jednak oczekuje?
Q krawędzi zmierza! Znieczulica i chamstwo to jest.

Ale, że co? Ja nie zabiorę? Ja nie podwiozę? Szosa Mi ma jak reszta „to be”?
O nie! Miejsce zawsze jakieś się da wygrzebać dla potrzebującego, bo przecież trzeba sobie pomagać, tak? Noc się zbliża, tak? A tu lasy, może wilcy i zbójcy jacyś się tam już czają, a widzę, że grzybów na sprzedaż nie ma.

Zatrzymuję się z rozmachem i fantazją, bo młoda i ładna, więc można będzie wypiąć klatę, zagadać błyskotliwie i radośnie. No… młodość musi się wyszumieć.
– Podrzucić Panią?
– Oczywiście, możesz podrzucać, kłaść, na stojąco lub od tyłu… Rób, co tam tylko chcesz, a i tak za całość to będzie sto złotych!

2 myśli na temat “Autostop

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑