Kiedyś to było

[740 słów, 4 minuty czasu czytania]

Nie twierdzę, że kiedyś to było lepiej, bo chyba nie było, ale przykładowo:
Jak człowiek wybierał się np. w takie góry, to już na wstępie 80% ludzkości odpadało. Po dokonaniu lekkiej analizy wychodziło im, że:
– Ja tam nie będę lazł, tam białe niedźwiedzie zjadają takich jak ja ludziów-amatorów, a Andżela Ma to do chodzenia tylko szpilki ma, a w szpilkach to w góry się nie wychodzi, gdyż tam krzywo i trochę wiocha!

Pozostałe 20% upartych harpaganów, straceńców znudzonych prozą życia, stwierdzało, że skoro nie chodzą w szpilkach – to pójdą i spróbują, bo życie im niemiłe!
Zaopatrywali się więc w mapy topo – takie duże, papierowe, kolorowe papierki z dziwnymi literkami i liczbami, pokreślone ślaczkami – i przed wyjściem śledzili na nich pilnie te ślaczki, w zaciszu swych umysłów knuli, mamrocząc pod nosem: czy aby się uda przyłoić przed nocą, czy ten ślaczek nie czerwony aby, gdyż jak czerwony, to trudny, i czy w związku z tym nie trafi mnie na nim z wysiłku ślaczek.

Kiedy się okazywało, że „dam radę”, to przed wyjściem sprawdzało się pogodę i prognozy – przeważnie przez okno, na zewnątrz.
W pocie czoła ubierało buty, buciory, buciska, gumiaki – bo przypuszczało się, że w górach może być nierówno i jak krzywo staniesz w takich górach, co to są nierówne z bliżej nieznanych powodów, to można sobie skręcić nogę, a wtedy chodzi się jeszcze bardziej krzywo lub wcale, no i boli.

Człowiek, który się naczytał przygodowej prozy i nie bał białego niedźwiedzia, dumał też: hmm, może w tych górach być zimno, bo w nocy, poza domem, to bywa zimno – i to nie tylko w górach. Czasem nawet i w dzień, jak pogoda się nagle zmieni, można zmarznąć.
I co wtedy zrobię?
To jeszcze nie są te nowoczesne czasy, i nie mam się jak lansować na Insta, że chodzę w zimie jak pojeb, po górach bez ubrania. Skoro tak, no to może wezmę ze sobą sweter. A dobra, co mi szkodzi – kurtkę też wezmę.

I w ten sposób, jak przeżył ten pierwszy raz i nie został zjedzony, to drogą dedukcji, no i doświadczenia, następnym razem zabierał ze sobą rzeczy potrzebne, by przeżyć.

Dlaczego? Bo kiedyś ten ludź się nie łudził, że wyciągnie komórkę, narobi sobie jak rąbnięty toporkiem zdjęć w górach „na pula” w śniegu i wrzuci do netu, a potem, zmarznięty ciut, zadzwoni po taxi. A jak Uber nie przyjedzie, gdyż tam kamienie są i pod górkę, to luz, po ratowników się zadzwoni i niech wbijają helikopterem:
– Spoko, chłopaki, śmiało, można lądować, jest tu w uj miejsca na upłazie. Tylko szybko poproszę, bo bufet do 18.

Teraz to nie to, co kiedyś, i nie mówię, że było lepiej. Ale po cóż w tych nowoczesnych czasach sprawdzać pogodę zewnętrznie, brać sprzęt, mierzyć siły na zamiary, pomyśleć choć chwilę nad tym, co się robi, skoro wszystko w zasięgu kciuka jest?
Ludzie, którzy kiedyś wybierali się w góry, mieli niestety słabszy zasięg kciuka, dlatego musieli myśleć nad tym, co robią, i wiedzieć, że jak się idzie w góry, to jest się zdanym na siebie. W dodatku samego siebie, i niestety musi się myśleć nad konsekwencjami tego, co się robi.

Nie twierdzę, że kiedyś było lepiej, bo nie było. Ale wtedy wiedzę trzeba było mieć w głowie, bo się jej nie dało mieć w ręce, i korzystało się z tej wgłownej wiedzy teoretycznej, przekuwając tę teorię w praktykę, w umiejętności.

Byli i tacy zajebiście twardzi hardkorowcy, że potrafili na wczasy nad morze pojechać! Tak ot!
Bez nawigacji i C.B. radia, ciągłego internetu 5G, klimatyzacji, wspomagania i hot-dogów. A niektórzy z nich to nawet wrócili zadowoleni.

Nie, kiedyś na pewno nie było lepiej. Ale nie było internetu i człowiek musiał jakoś radzić sobie sam.
Ja nie twierdzę, że jest źle, bo nie jest. Mechanizacja w domu i zagrodzie postępuje i jest ok. Umieć możemy coraz mniej, bo i po co się trudzić? Coś umieć to jednak jest wysiłek.

A tak?
Termomix zrobi za nas obiad.
Samochód sam zaparkuje.
ChatGPT napisze esej z polaka.
Doktor Google wyleczy.
Lodówka zrobi zakupy.
Ciocia Wiki… a nie, Ciocia Wiki spoczywa w spokoju, prawie nikt z niej nie korzysta, bo po co, skoro kuzyn TikTok jest pod ręką.

I dobra, nie moja sprawa.
Ale do kurwy nędzy, cholera jasna i inne epitety – zanim staniemy się ogłupiałymi niewolnikami technologii i krzemu, to kiedy napieprza deszczem czy śniegiem, w dodatku mgła i prawie nic nie widać, użyjmy chociaż 0,0001% rozumu i sprawdźmy, czy nas widać, i czy aby mamy włączone światła w samochodzie.

2 myśli na temat “Kiedyś to było

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑