Milczenie

[ #szosopasta na 835 słów i 4 minuty czytania ]

Często tak jest – idziesz i widzisz: piękny, godzinami dopieszczany fryz na Ronaldo, paznokcie jak małe arcydziełka – ileż krasnoludków swymi maleńkimi rączkami tworzyło te misterne cuda? But czysty, jakby się właściciel unosił w powietrzu. Najnowsza kolekcja zapachów, pewnie Coco czy inny Terre d’Hermès, dopełnia wyrafinowanej całości…

Wciągasz ten obraz całym sobą, patrzysz, oszołomiony, i widzisz ósme cudo świata…

Cudowność trwa, póki trwa cisza. I nagle cios, pociągnięcie prosto z grzywy – cudo się odezwało do kolegi…

Zawsze myślałem, że wygląd i zachowanie powinny iść ze sobą w parze, że są nierozerwalnie, w sposób naturalnie logiczny, powiązane. Że się uzupełniają – skoro taką wagę przykłada się do wyglądu, skoro tyle poświęca się czasu, energii i kasy na zestawienie kolorów i dodatków, a najmniejszy niuans nie może zburzyć koncepcji, to i cała reszta – zachowanie czy sposób wypowiedzi – powinna być w tej samej tonacji.

I tu coraz częściej okazuje się, że, jak zwykle, jestem w „mylnym błędzie”, źle myślałem… Wygląd i zachowanie oraz sposób konwersacji zupełnie nie muszą iść ze sobą w parze.

Wygrywa Insta. Liczy się tylko piękne ujęcie i poza. A „pazy” cudnie są malowane, żeby ukryć brud pod nimi
.„Pstryk” i znik – bez wchodzenia w szczegóły zachowania czy paszczowe niuanse. Po tym, co się najpierw widzi, a następnie słyszy, można powiedzieć – ładnie tynkowana obora.

Na drodze to samo – od razu widać, kim kto jest.

Niech nikogo nie zwiedzie swą urodą najnowsze BMW czy Porsche!

Ma znaczenie, jakim stylem się tymi cudami technologii jeździ. Jak się nimi parkuje pod samymi drzwiami marketu… Tak, ja rozumiem – to się im po prostu należy, niech każdy widzi, to są drogie rzeczy. Nie po to inwestuje się w prestiż i fejm, żeby gdzieś tam, incognito, vis-à-vis, w 14. rzędzie gnieść się z tanimi autami na F.

Ale póki pod samym wejściem nie ma jeszcze miejsc specjalnie oznaczonych dla aut marki premium, póki zastawia się przejście i przejazd – to jednak robić tego się nie powinno.

Mają znaczenie, mimo wszystkich expensive dodatków i koloru perła za tysiące, te drobne niuanse zachowań: to, jak się nie zastawia chodnika, jak się nie parkuje na ostatnim miejskim trawniku, jak się traktuje innych na drodze. Świadczy to o nas bardziej niż wymuskany lakier i nieskazitelna felga.

Tak, często od razu widać, czy to ładnie tynkowana obora, czy może elegancki dodatek do eleganckiego „Ktosia”. A czasem trafia się coś mało eleganckiego z wyglądu, ale za to bardzo eleganckiego z zachowania – złomiszcze.

Często bywa i tak, że niezwykle zaskakująca może być zawartość stroju à la kloszard (nie mylić z dresem). Jakieś misternie potargane wichrami losu dżinsy, podkoszulek kiedyś biały i… niespodzianka! Spodziewasz się, stosownie do wyglądu, nonszalanckiego podejścia do obycia, a konstatujesz eleganckie słownictwo, poprawną wymowę, przecinki tam, gdzie potrzeba, oraz nienaganne zachowanie.

To robi wrażenie! Doskonale kontrastuje, szokując na plus.

Chamstwo było, jest i będzie. Nie da się ciągle zwracać uwagi i reagować na nie, mimo iż ono pilnie dba, byśmy jednak nie utracili czujności.

Nie da się wiecznie zwracać uwagi, że śmieci przez okno, że zaparkowane krzywo, że wymuszone pierwszeństwo, że karetka nie ma przejazdu… że… Dość!

Nec Hercules contra plures (I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa) – człowiek by oszalał.

Ale jednak czasem zdarzają się wyjątki. I nadzieja w człowieka… hmm… wraca?

To był korek po horyzont. W mieście zwężenie z czterech pasów ruchu do jednego, plus światła – zawsze daje dużo czasu na rozmyślania, czytanie, słuchanie, pisanie i dumanie.

I gdy tak, zadumany, stałem w korku – z włączonym obiegiem wewnętrznym, żeby nie zostać zagazowanym przez tych z przodu, świecąc światłami hamulca tym z tyłu (sorki – automat) – nagle zobaczyłem, że chcąc nie chcąc, muszę coś zrobić dla tego przepięknego i przepotężnego luksusowego SUV-a z przodu.

Śliczny Merc GLS, stojący na felgach o rozmiarach wprawiających swą wielkością straż miejską w popłoch, pokryty specjalną powłoką chroniącą lakier – pysznił się i lśnił bez skazy.

„Ale lalka” – niejeden by powiedział.

A w środku… a to nie wiem. Słabo widać, szyby przyciemnione, ale przez boczne okno dało się momentami zauważyć paznokcie misternie robione przez najnowszej generacji ultraprecyzyjne mikroboty z fabryk techniki frezowania precyzyjnego, zapożyczone do kunsztownej sztuki zdobniczej.

Nie dajmy się zwieść – w tych czasach to wcale nie musi być kobieta. Ileż to roboczogodzin pochłonęło… nie chcę się nawet domyślać.

Patrząc beznamiętnie przed siebie, w tęsknym oczekiwaniu na ruch, dokładnie zobaczyłem tę nagłą akcję i poczułem, że muszę zareagować.

Pewnie inni też widzą, ale wiadomo – znieczulica postępuje, nikogo to nie obchodzi, nikt nie pomoże w potrzebie.

Postanowiłem więc zadziałać.

Wysiadłem, podszedłem do Merca, schyliłem się, potem stanąłem na palcach, żeby dosięgnąć okna, i mówię:

– To chyba jest Pani, Madam! – bo faktycznie, z bliska widzę – to jednak pani i godnie uzupełnia swą postacią ten piękny wóz. Pewnie żona biznesmena, a może i piłkarza!

Zlustrowała mnie wzrokiem – od czubka głowy po nos, bo wszystko niżej było już poniżej… okna i godności.

– A tak, tak, wypadło mi niechcący, dziękuję…

Zabrała, co jej „niechcący” wypadło, a ja wróciłem, zadowolony z siebie jak nie wiem co, do auta.

Usiadłem za kierownicą i dumam…

Ciekawe, co też ona teraz pocznie z tym petem, którego tak zgrabnie, z pstryknięciem, wcześniej centralnie wyjebała przez okno – i to tak że aż się odbił od auta obok.

2 myśli na temat “Milczenie

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑