[ #szosopasta na 394 słowa i 2 minuty czytania ]
Na koncerty globalnego formatu – „Martyniuk Szoł”, „Majteczki w Kropeczki Fest”, „Ultimatum Final Edition of Disco Polo na polu” czy „Top Pudelek Less” – jeszcze się nie wbijamy. Ale te mniej popularne, niszowe, undergrandowe, typu „Mettalica znów na Mecie”, „Deep Fioletowo”, „Australijscy Elektrycy zza Granicy” czy kilka innych, mniej znanych, nadal są w naszym kręgu zainteresowań.
Ponieważ ostatni raz na Zgranej Grupie Elektryków z Australii byliśmy dziesięć lat temu, a teraz znowu się wybierają do nas (pewnie im brakło do pierwszego na skromnej odZUSowskiej emeryturce), postanowiliśmy wspomóc ich siermiężną starość.
W dodatku będzie prestiżowo – na Narodowym Stadionie Pływackim, na którym wszystko słychać doskonale!
Wszystko poza wykonawcami.
W całej Europie ceny są niższe, ale tylko to dlatego, że urządzają widowiska na lotniskach, a nie na pływalniach!
A wiadomo jak tanie linie pocieniowały lotniskowe ceny, zaś wszystkie te termy, basenospy czy aquaparki ceny fest pogrubasiły.
I ja to szanuję. Łatwiej kijek pocieniować niż go potem pogrubasić.
No i nie to PKB.
Tak, kiedy tylko się dowiedziałem, że Ekipa Elektryków zjeżdża do nas, aż zaniemówiłem z radości:
– Hura, ależ to się super składa! Okrągłe 10 lat! Jedziemy.
Czekając na udostępnienie biletów, w głowie dopinam cały plan: elegancko – na zakup biletów zaciągnie się kredyt pod hipotekę kilku nieruchomości, aby je zdobyć, odpali się światłowody i na wszelki wypadek podepnie się pod internet sąsiada.
Uruchomiwszy trzy komputery (na wszelki wypadek pod Linuxem, Windowsem i Applem), tylko dwa tablety niestety, i jeden smartfon – byłem w pełnej gotowości.
Pozostaje tylko zakasać rękawy, napluć w dłonie, espresso popić kawą i kupić te bilety…
I znowu sukces. Niestety.
Cóż zrobić, taki już jestem – skuteczny – do bulu.
Od dawna jestem już obcykany w kupowaniu takich biletów.
Parę razy to spieprzyłem, ale ja jestem z tych, co się uczą na błędach.
Nauczki te, dość kosztowne w ubytki na dumie i karcie kredytowej, nie poszły w las, więc wychodzi mi to już dużo lepiej.
Dlatego gdy przyszedł czas, niczego nie zostawiłem przypadkowi – byłem gotów.
Jak nigdy wcześniej i nigdy już później taki nie będę.
Uruchomiły się kule w banderoli, ruszyła maszyna sprzedaży ospale i…
„Cześć, jesteś w kolejce 12 537, czekaj spokojnie na swoją kolej do zakupu biletów.”
Czekam.
11 125…
Czekam.
10 679…
Czekam…
9542…
Czekam…
8001…
Minuty mijają, adrenalina wylewa się uszami, cukier spada, ciśnienie na minusie… kiedy nagle, z letargu i półsnu.. wybudza mnie nagły dźwięk.
Telefon.
– Cześć, tato, kupiłam bilety na AcePiorunDece!
– Ale… jak to kupiłam, już?
– No, już.
– Ale ja miałem kupić!
– Hm… A pamiętasz, jak mieliśmy jechać na „Medykamenty” w czwartek do Krakowa?
– Hmm… coś kojarzę jakby?
– No, to mieliśmy jechać razem z innymi na „Medykamentów” do Krakowa w czwartek. A kupiłeś na?
– Na piątek…
– Do?
– Do Łodzi…


wole chyba niewyrazny basen narodowy niż bier fest na zachód od Odry
PolubieniePolubienie
Obawiam się, że obie wersje gwarantują podobnie niemiłe odczucia
PolubieniePolubienie