„Jesteś tym, czym jeździsz”?

[ #szosopasta na 1112 słów, 6 minut czytania ]

 

Jest taki slogan: „Jesteś tym, czym jeździsz”.

Cóż, jak to jest w Polsce lepiej nie rozkminiać. Można się władować w poważne epistemologiczne gówno.

Natomiast podumać, czy szpiegów oraz szpiegówy klasy „Bond” też to dotyczy, czemu nie?
Od 1962 Bonda, Jamesa Bonda grało sześciu aktorów i jedna 00Siódemka.
Każde z nich wniosło do serii swoją własną osobowość, i przy okazji można pospekulować, czy ich charaktery przejawiają się też w samochodach, którymi jeżdżą ratując nam bezinteresownie, za szklankę martini dosłownie, rzyci raz po raz.

To nie jest Ojciec Mateusz, Oni ratują cały świat, a nie jedynie Sandomierz, dlatego potrzebują samochodów nie rowerów.

Jedziemy.
 

Sean Connery jest dla wielu kwintesencją Jamesa Bonda.
Nie dla mnie.

Lecz grany przez niego 007 jeździł interesującymi samochodami.
Dla mnie.

Oprócz „cooltowego nie do wytrzymania” DB5, były też arcyciekawe: Sunbeam Alpine w „Dr. No”, kabriolet Toyota 2000GT (2000GT oryginalnie nigdy nie było kabrioletem, nie miało takiej konstrukcyjnej możliwości, ale w filmie jest, bo Sean nie mieścił się w kabinie z twardym dachem) w „Żyje się tylko dwa razy” czy Ford Mustang Mach I w „Diamenty są wieczne”.

Są to, były… różnorodne pojazdy, nietuzinkowe i z klasą. Pasują do Sean’owego wcielenia Bonda, który w swojej roli, pojawiając się nagle w dowolnym miejscu i czasie, improwizując oraz czarując wdziękiem, z każdej beznadziejnej sytuacji w jakiej się znalazł, wychodzi cało, w garniturze bez skazy, z fasonem i sardonicznym uśmiechem.

Wypisz wymaluj, cały DB5! Oczywiście pod warunkiem, że „Bond, miałeś go oddać w jednym kawałku, a nie… jeden kawałek”

Roger Moore był bardziej luzackim agentem z licencją „to kill”. Jego poczucie humoru sprawiło, że postać przez niego grana była zabawna i rozbrajająca… nie tylko wrogów i damy. Otrzymywał „kółka” pasujące idealnie do jego osobowości. W „Szpiegu, który mnie kochał” z 1977 roku jeździł nowym i ultranowoczesnym wówczas samochodem typu łódź podwodna – Lotus Esprit. Kiedy samochód, po ekskluzywnej przejażdżce, wynurza się z morza, Bond otwiera jedno z okienek i wyrzuca rybę na piasek.

Hmm… ciekawe, skąd się tam wzięła?
Pewnie zjadł chips a fischa mu nie podeszła.

 

Podobnym Lotusem śmigał podczas swojej następnej, lądowej „wycieczki” w „Tylko dla twoich oczu”.

Co prawda trochę krótko, gdyż system antykradzieżowy tego pojazdu jest tak niebywale skuteczny, że gdy bad guy próbuje się do niego włamać (do auta, nie do systemu!), niszczy złoczyńcę razem z samochodem.

Cóż, może skuteczne ale dość radykalne podejście do ochrony mienia!
„A jakby to była wasza matka?
– Mówi, że matka siedzi z tyłu!”

Z powodu tego niefortunnego zdarzenia, Bond jest zmuszony „przejąć kontrolę” nad Citroenem 2CV (takie małe pierdzikółko), którego bardzo sprawnie „pilotuje” w jednym z lepszych pościgów w filmach o 007.

Dla Bond-fanów przyzwyczajonych do oglądania ekscytujących i drogich samochodów, 2CV to niezły dżołk, oczywiście dla tych co się znają, ale na szczęście, dla tych co się nie znają, osoba Rogera Moore sprawia, że ten żart działa.


W innych filmach z serii jeździ także małą furgonetką naprawczą, AMC Hornet, podczas gdy Scaramanga pilotuje AMC Matadora zamieniającego się w samolot. Kilkoma poślednimi jeepami, a, no przecież, rozbijał się także starym piętrusem z 1947 roku.

Co ciekawe, śmigał też bardzo śmiesznym pojazdem o nazwie Leyland Moke a ten beach buggy wystąpił w sumie w 4 filmach o przygodach Bonda i ustępuje czasem antenowym tylko DB5]

Kreacja Timothy Daltona jest (chyba?) jedną z bardziej niedocenianych, ale może się mylę, – ja go lubię.
Jego postać jest twarda, brutalna i bezpośrednia.

Z wyjątkiem Astona Martina Vantage V8 z „W obliczu śmierci”, pozostałe samochody, którymi jeździł w swoich dwóch filmach, są jedynie urządzeniami do przemieszczenia się z punktu A do punktu B. Jakieś tam Audi i kilka rosyjskich pojazdów wojskowych, w których Q nie maczał swych sprytnych paluszków.

Ale to nic, bo właśnie Vantage V8 jest, jak Dalton, brutalny, twardy, mroczny i zabójczo skuteczny, i wystarczy.
Tak, te filmy, i samochody, są tu poważniejsze i ciemniejsze w tonie niż ery Rogera „Jajcarza” Moore’a.

Pierce Brosnan? Był mieszanką swoich poprzedników – powaga Daltona, zarozumiałość Connery’ego, odrobina ironii Moora. Jego kreacja zbiegła się ze sponsorowaniem i zaangażowaniem BMW w serię o przygodach Bonda, więc pojawiły się, coż… BMW.

Z3, Z8 i 7, które bardzo lubię, jeździ się nimi genialnie.

Ale, ale… „beemki” dla Bonda?

Ale… Ale..ż tak! Są jak Brosnan perfekcyjne, dopracowane i niezawodne. Ze Szwajcarii do Bawarii niedaleko, więc „Bankier z Zurychu” w sam raz pasuje do Siódemki. Te samochody były bardzo zaawansowane technologicznie (np. sterowanie „smartphonem” w czasach kiedy „phone” był „smart” jak zapamiętywał tysiąc numerów), a ich niemiecki charakter doskonale pasuje do perfekcyjnej ostrości BrosnanoBonda, który nawet auto do wypożyczalni potrafił oddać precyzyjnie i z wysokiego poziomu. Znaczy się przez witrynę z najwyższego piętra parkingu wielopoziomego.

Na szczęście dla malkontentów purystów, po tym, gdy zakończył się sponsoring BMW, „Bros” jeździł też Astonem Martinem Vanquishem w „Śmierć nadejdzie jutro”.

Cóż, pewnie po to, żeby udobruchać niezadowolonych z BMW fanów 007 ale ten Aston też wydaje się pasować do Bonda w stylu Brosnana, który mógłby obierać jabłka ostrym kantem swych spodni – pewny siebie, niebezpieczny i szykowny.

Daniel Craig ponownie rozruszał serię o Agencie 007.
Craig w „Cassino Royale” przesiadł się do pięknego Aston Martina DBS V12. Ten nowoczesny samochód nie miał zestawu supergadżetów, a tylko kilka tajemnych schowków na broń i defibrylator.

Za to miał V12! A taki silnik umieszczony w takim aucie to sama w sobie niezwykle potężna i skuteczna broń, podobnie jak Daniel C. alias Bond.

Craig to zabójca wagi ciężkiej, masywny, dobrze zbudowany i mimo „zejścia na ziemię” i obrywania niezłych bęcków… Bond krwawi?!? jest niezniszczalny jak dobry silnik V.
Na rany clenie zadane, komu przeszkadzały Vały? Uczmy się je kochać, tak szybko odchodzą!

Jednak, zanim doszło do „akcja – defibrylacja” w DBS, nasz nowy Bond w pięknym stylu przesiada się do DB5 z… no coż… z Forda.
Uff, dobrze, że stary DB5 Bonda został wskrzeszony w „Cassino Royal” i wrócił w „Skyfall”.

Tęskniłem!
Jest piękny i pasuje do niepięknego Craiga idealnie.
Ale, ale, gdzie się podział nasz George Lazenby?

Ano, nigdzie! Prowadząc Astona Martina DBS jako następca Seana w „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, cóż… niektórym nie zastąpił niestety Connery’ego.

No i w końcu „Nie czas umierać”!

Tu ciary mamy podwójne.
Pierwsze ciary wtedy gdy Aston DB5 znów pokazuje ząbki w Materze i gdy… 00Siódemka „ląduje” z gustownym poślizgiem na lotnisku NATO, prychając kapryśnie wydechem swego Martina.
Jak to auto do niej pasuje! Jak narowisty koń ściągany cuglami przez Wojowniczkę.
A drugie ciary? Dawaj te drugie ciary stary!

Porsze bardzo… Gdy po wielu latach odwlekania, przekładnia, pandemiomania i czekania, idziesz w końcu na premierę, totalnie wczuwasz się w klimat, a sąsiad obok, po uprzednim popiciu colą z butelki, pierwszej, wyciąga kolejną paczkę chipsów…

Odwracasz się wtedy do niego i grzecznie pytasz: skończysz zaraz tę kolację, czy ja mam, kurwa, skończyć z tobą teraz?

 
Grafiki szarpnięte z: http://www.carsandfilms.com

2 myśli na temat “„Jesteś tym, czym jeździsz”?

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑