Droga do serca mężczyzny

[ #szosopasta na 571 słów, 3 minuty czytania ]

Czas odsiać plewy od ziarn, bo dużo się bzdur bez pokrycia naopowiadało. Nieścisłości z rzyci wyjętych, niestworzonych historii jakichś wyssanych. Skupić się na faktach jeno i przy okazji, tak „na zaś”, podpowiedzieć każdemu, kto słuchać chce: jaka jest najkrótsza droga do serca mężczyzny.

Otóż… bo o nim jest ta historia, był taki Kolo na dzielni, co kiedyś, jak jeden raz się nie ogolił, to mu potem już tak zostało for-ewer.

Nie jego wina — nie było (i nadal nie ma) odpowiedniego materiału na ostrze, dostatecznie twarde, które by sobie poradziło z jego zarostem.

Mówi się, szepcząc z nabożnym przejęciem, że urodził się w chatce z bali, którą sam zbudował gołymi rękami. A kiedy już to się stało — te narodziny — nikt nie płakał, oprócz położnika, który dostał z półobrotu.

Teraz, po latach, powiadają, że ma na klacie wytatuowaną mapę Teksasu w skali 1:1 i jest jedynym człowiekiem widzianym gołym okiem z kosmosu.

Okoliczni degustatorzy napojów dyktodestylowalnych z rozmarzeniem i znawstwem powiadają, że jest On jak wódka — nigdy nie wiesz, kiedy cię kopnie.

Potwierdzono badaniami o skali globalnej, że najczęstszymi powodami zgonów na świecie są:

atak serca, On, zmiany rakotwórcze i On.

Kiedyś, kiedy mu się nudziło wieczorem, to doliczył sobie do nieskończoności — i to dwa razy, a raz rankiem zgrał cały internet na dyskietkę, naciskając Ctrl-Alt-Del jednym palcem!

Jego Windows nigdy się nie zawiesił — nie miał odwagi.

Ktoś kiedyś pozwał go do sądu. Poszedł z nudów i pomyślał, że to może być nawet zabawne. I było. A najbardziej podobał mu się moment, w którym sędzia sam przyznał się do winy.

Gdyby chciał, to by nie było wojen. Ale nie chce, bo pokoju też by nie było.

On jeden potrafi trzasnąć obrotowymi drzwiami, nalać wody do sitka na stałe, słyszy ultra i infradźwięki, a kiedy chce, potrafi też usłyszeć światło.

Wiele razy patrzył śmierci w oczy. Za każdym razem śmierć traciła wzrok aż do czasu zejścia opuchlizny.

Jedną z ciekawszych przygód, o których ze śmiechem opowiadał za garażami, była akcja, gdy zamiast sandałów nosił pułapki na niedźwiedzie. Spotkał wtedy najgroźniejszego w lesie grizzly. Od tej pory miś ten znany jest jako Kubuś Puchatek.

To, że umie lecieć samolotem na wstecznym, przeskoczyć Mur Chiński wzdłuż, narysować trójkąt z dwoma kątami prostymi i wygrać partię w szachy po pierwszym ruchu — to już słyszało nawet dziecko w Ułan Bator.

Ale to, że wie „co z tą Polską”, „co powie Ryba” i ile jest odcinków „Mody na sukces”, wiedzą nieliczni.

On jeden na pięć strzałów trafia osiem, potrafi powiedzieć „drzwi” w liczbie pojedynczej i pojechać windą w lewo!

Myślę, że nigdy nie umrze. A jeśli już, to kopnie w kalendarz — z półobrotu. Ale… jak będzie miał kaprys i jeśli sobie zechce umrzeć, w co wątpię, to nigdy się o tym nie dowie, bo kostucha nie będzie miała odwagi mu o tym powiedzieć.

Kiedyś dwóch złoczyńców chciało mu uciec. Robił właśnie po małym piwku z kumplami i kiedy jeden ze zbirów pobiegł w prawo, a drugi w lewo — On pobiegł za nimi!

A potem wrócił do Stanów. Tam zagrał rolę ojca chrzestnego „Ojca chrzestnego” i tytułową rolę w filmie „Siedmiu wspaniałych”.

Lecz nigdy nie zdobył Oscara za grę, gdyż nie wiedział, że gra… On to robił naprawdę.

Dzisiaj jest taki dzień, że… choć nie miałem wcześniej czasu, bo czas nie czeka na nikogo, chyba że tym kimś jest On! — to wspominam teraz:

Najkrótsza droga do serca mężczyzny wiedzie przez pięść Chucka Norrisa,

który obchodzi właśnie dzisiaj urodziny u rodziny.

2 myśli na temat “Droga do serca mężczyzny

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑