#szosopasta na 937 słów, 5 minut czasu czytania
Kiedy Goldfinger, kolejny Arcywróg Bonda, Jamesa Bonda, który „nie wie, z kim tańczy”, przemierzał Szwajcarię swoim Rolls-Roycem, za Asystenta w Drodze miał jedynie Oddjoba – pana o aparycji budowlanego młota.
Ten nasz… jego uroczy Oddi „Kafar” posiadał kilka bardzo przydatnych w podróży umiejętności. Czarny pas w karate, a także – tak na wszelki wypadek – znał taekwondo i hapkido. Rzucał, ze śmiertelną precyzją, melonikiem (taka stara czapka z daszkiem), gustownie obszytym ostrzem jak brzytwa ostrym.
Co nikogo nie dziwi – i ja to szanuję – był również wykwalifikowanym łucznikiem. A oprócz „ostatecznej i bezlitosnej eliminacji drogowych przeszkód”, czyli tych, którzy mogli sprawiać kłopoty na szlaku wytyczonym przez Goldfingera, Oddjob był także strażnikiem, szoferem i służącym. A żeby dopełnić perfekcji – ponieważ miał wadę wymowy – mówił mało i nie odzywał się nieproszony.
No, Asystent idealny!
Gdy ja jechałem przez tę samą Szwajcarię, w dużym, wygodnym, przestronnym vanie Mercedesa, z udogodnieniami typu „milion dwieście tysięcy nastrojowych podświetleń kabiny na każdą okazję” (jak mogłem wcześniej bez tego żyć?), również miałem na pokładzie całe stadko Asystentów.
Począwszy od Asystenta Głosowego – który mógł spełnić każde me wypowiedziane na głos życzenie – poprzez Asystenta Parkowania, Pasa Ruchu, Monitorowania Ruchu Poprzecznego, Unikania Kolizji, Włączania Nastrojowej Muzyki, Wykrywania Znaków (z wyłączeniem magicznych i odBoskich), Analizy Ograniczeń Prędkości, po Asystenta Analizy Ilości Krwi w Kofeinie.
Czuwały one cały czas, nigdy się nie męczyły, reagowały błyskawicznie, a kiedy uznały to za stosowne, ba! konieczne nawet(!), samodzielnie mi skręcały, hamowały, głośno piszczały z nerwów i, wyświetlając ostrzegawcze komunikaty gdzie się tylko dało, wibrowały, że aż autem bujało.
Cholerni Asystenci Co Wtrącają się Wszędzi!
Cóż za koincydencja! Bo Bond, niezmordowanie, z lekko ironicznym uśmiechem przypominającym mi Kaczora D. (wybacz, James), również podążał przez całą tę „Szwajcarię”.
Śledził wspomnianego kilkunastu asystentów wcześniej Złotopalcego Wroga. Po drodze, pewnie z nudów, trochę się ścigał z Miłośniczką Szybkich Wyprzedzeń, unikał zabicia od kuli Zabójcy w Spódnicy, podziwiał widoki i ogólnie – dobrze się bawiąc – śmiało śmigał przed siebie.
A na pokładzie swego wiernego Astona DB5 również i on miał cały zestaw Asystentów.
No, musowo! To Agent jest, jak handlowiec, działający w terenie, dlatego musi dysponować całą gamą użytecznych dodatków.
Swego wroga, zdolnego zachwiać planetą poprzez przemieszczanie ciężkiego złota i gromadzenie go w jednym miejscu, człowieka bez skrupułów, za to z Rolls-Roycem, śledził dzięki Asystentowi Śledzenia. Na doskonale precyzyjnym radarze pokładowym z aktualnymi mapami mógł obserwować przemieszczanie się tego Goldfingersa Nikczemniksa o lepkich palcach!
Miał też Asystenta Pasa Ruchu i kiedy ktoś go chciał z tego pasa jego ruchu zepchnąć – asystent wysuwał z koła pomocny przecinako-blender i poprzez pocięcie opon oraz lekkie zblendowanie karoserii agresora, utrzymywał Bonda w linii pościgowej, w dalszym ciągu jego pasa ruchu.
Był też Asystent Unikania Kolizji, który – kiedy wykrył pojazdy poruszające się na kursie kolizyjnym – potrafił zmienić trajektorię ich ruchu poprzez zasłonę dymną, zwilżenie nawierzchni odrobiną oleju lub, zwyczajnie, elegancko wyhamować je przy pomocy poręcznego zestawu działek pokładowych.
Pan Gatling byłby zachwycony!
Aby nie tracić ani sekundy – a jak wiadomo, Bond walczy o najwyższe stawki i tu nie ma miejsca na błędy – ma też Asystenta Wysadzania Delikwenta. Nie, nie! Nie chodzi o granat! Otóż, bez zatrzymywania się, magicznym czerwonym przyciskiem może wysadzić pasażera, razem z fotelem, przez dach.
Ścigali się oni – Goldi and Bondi (sam widziałem na ekranie!) – zażywając czystego alpejskiego powietrza, a przy okazji walcząc o ład gospodarczy i ceny złota na świecie, w okolicach Hotelu Belvédère – na trasie przełęczy Furka.
W 1882 roku jeden młody, lecz „wysoko mierzący” hotelarz zdecydował się wybudować hotel ten… powyższy, na wysokości 2429 m. Dlaczego właśnie tam? Ponieważ wtedy nigdzie indziej nie można było jechać tak blisko granicy wiecznego śniegu, tuż obok Lodowca Rodanu, oraz zamieszkać w przytulnym pokoju z widokiem na szczyty Alp.
Przy okazji, w gratisie, otrzymywano przełęcz Furka, którą się tam dojeżdżało. Pełna była ona licznych zakrętów, zjazdów i podjazdów i potrafiła podnieść ciśnienie podróżującym nią samobójcom do poziomów obserwowanych tylko w głębokich oceanicznych odwiertach naftowych.
W ciągu kolejnych dekad hotel Belvédère stał się cooltowym miejscem noclegowym, podbijając serca fanów motoryzacji, widoków, zegarków oraz sera.
Bonda jeszcze nie.
Ale wszystko, co piękne, kiedyś się kończy, i sytuacja hotelu zaczęła się pogarszać już w latach 60-tych. Lodowiec, który był największą atrakcją tego miejsca (najbardziej grota o długości 90 metrów, która pozwalała zajrzeć do wnętrza lodowca), z roku na rok oddalał się o kolejne centymetry. W związku z ociepleniem klimatu, przez ostatnie 100 lat, czoło Lodowca Rodanu cofnęło się o ponad 1,5 kilometra od hotelu, a ostatnio traci 10 cm dziennie! W 2000 roku wbito ostatni gwóźdź do tej trumny – wybudowano nowy tunel, który omija tę trasę.
Gwar w holach Belvédèru cichł. Huczne imprezy przeradzały się w kameralne „pokojówki”, a pokojówki coraz częściej nie miały co robić. Pokoje, zamiast światłem, zaczęły świecić pustką.
W końcu, w 2015 roku, drzwi do hotelu zostały zamknięte na zawsze.
Ale, ale! Hotel jeszcze stoi, trasa jest przepiękna i pełna wyzwań, więc skoro jestem w pobliżu i jestem skory do przygód, to mus mi tę trasę pokonać.
Ponieważ jestem w okolicy, to decyzja zostaje podjęta:
Mi_: Hej, Mercedes!
(wzywam swego wiernego i zawsze czujnego Asystenta Głosowego).
Merc: Tak, proszę?
Mi_: Prowadź mnie do Hotel Belweder!
Merc: Czy możesz powtórzyć pytanie?
Mi_: Prowadź do: HOTEL BELWEDER!
Merc: Wytyczam trasę do Belweder, Warszawa.
Mi_: Nie, nie Warszawa, pałac Belweder, hotel Bułelvedere!
(zmieniłem akcent na pseudofrancuski, może to pomoże).
Merc: Czy możesz powtórzyć pytanie?
Mi_: Hołtelue Bułelvedere!
Merc: Wytyczam trasę, Hotel Belweder, Zakopane.
Mi_: Nie, nie Zakopane!
Merc: Czy możesz powtórzyć pytanie?
Mi_: Hej, Mercedes?
Merc: Tak, proszę?
Mi_: Wal się!
Merc: Czy możesz powtórzyć pytanie?
Mi_: Eh… Dobra, Merc, nie było tematu… (myślę, jak by go tu podejść). Prowadź do Grzegorza Brzęczyszczykiewicza, miejscowość Chrząszczyżewoszyce, powiat Łękołody, powtórz adres!
Merc: …Hej, Mi_!
Mi_: Tak, proszę?
Merc: Wal się!

ja już przestaję gadać z moim pojazdem, albo gadanie albo pedałowanie…na obie czynności mam zbyt mała objętość płuc
PolubieniePolubienie
Ja mam za mała objętość rozumu
PolubieniePolubienie