Jak można być tak nieodpowiedzialną, no jak?
Czy naprawdę musi dojść do tragedii, i ile dzieci musi zginąć, żeby jedno z drugim zrozumiało, jak bardzo są to zachowania nieodpowiedzialne, bezmyślne, no po prostu głupie?
Jeszcze mnie trzęsie na samą myśl o tym incydencie.
To było rankiem…
Kiedy słońce już ponad horyzontem, a te radosne skurwysyny na drzewach w końcu przestały drzeć ryje.
Spoko, spoko, trelujcie sobie dalej, już mnie obudziłyście, w końcu to już 4, już wstałem.
W każdym razie… o czym to ja?
A tak, pojechałem, i trochę już minęło od pobudki – czasu i kilosów, słońce wysoko, majstruje przy samochodowych szybach swoim termojądrowym paliwem, wypalając nim w nich refleksy, malując esy-floresy i inne robiąc ekscesy.
Wbiłem w parking przy centrum handlowym, a kiedy wysiadłem z auta, już z daleka ją widzę.
Może trochę słabo (bo to słońce), ale jednak dość wyraźnie widzę.
Na tyle nawet wyraźnie, że mi od razu skoczył cholesterol, saturacja spadła, a dezodoranty puściły.
Gdyż co widzę?
Królową Hipermarketu.
Księżną Rosmana.
Nieulękłą Wojowniczkę Przecen tam widzę.
Szpon zrobiony i jeden z drugim jak dzida naostrzony, a w jednej ręce komórka (ciekawe, co ile scrologodzin wymienia ekran zrysowany hybrydami o twardości diamentu), w drugiej papierosek elektroniczny.
I co ona robi?
I ona proszę ja ciebie, jedzie!
Bez trzymanki.
Na rany, celnie zadane, to jest ranek!
Ludzie tu z dziećmi po prowiant przyjechali i ruch duży (ponoć Zbyszko i cukier w promocji, ale maks po 45 litrów i 150 kilo, to chodzą po kilka razy).
A! Kurde, i jeszcze z tona wungla na gril!
Se bym zapomniał.
Naprane ludzi jak w handlową niedzielę, pewnie się zapomnieli po wczoraj, no i majówka będzie, a może i koniec świata?
Bo to przed majówką się działo.
Nigdy nie wiadomo, trzeba się zaopatrzyć.
W każdym znowu razie…
Narodu na okolicznościowym L4 w piguły, ale wiadomo, Polacy to naród bystry i przedsiębiorczy.
Skoro można zdobyć niskim kosztem 3 dni na chorym mieć 10-dniowy urlop, jak człowiek obroty jest, to kto by nie skorzystał?
A ta co?
Jedzie!
Jak? Bez trzymanki!
Chyba, że kolanami trzyma, bo ręce w górze.
Żeby choć sama była.
Gdzie tam!
Obok siedzi sumiasty i luz, zero refleksji!
Weź kobieto i jeszcze kanapkę jedz.
Co sobie będziesz żałować: telefon, papierosek, jeszcze kawa, kanapka i lotto zdrapka…
A ręce na kierownicę kto?
A nikt, bo po co?
Przecież to parking, co tu się może wydarzyć?
A jak tu jakieś dziecko wybiegnie?
Nagle zza pojazdu i będzie trzeba nagle dokonywać cudów ewolucji i driftu?
Albo po prostu odbić?
Wchodzić w kontrolowane poślizgi, może jakieś nadsterownie, podsterowne uniki, żeby uniknąć, by kogoś z tego łez padołu nagle nie zniknąć.
To jak to zrobisz, tak bez rąk na kierownicy?
I jeszcze się rozgląda, i to na boki.
No ja pierdziele!
No nie…
Nie powiem, ja jestem spokojny człowiek.
Chociaż po ostatnim przelewie do je-ZUS-a to jeszcze mnie trzyma, więc wiele teraz nie trzeba, żebym się zagotował.
Błagam więc tego całego je-ZUS-a: te je-ZUS-a, weź ją tylko obok mnie zatrzymaj, tę paniusię, a ja już jej opowiem trzynastozgłoskowcem, co myślę o takim bezmyślnym braku myślenia.
I co?
Tak, oczywiście – zaraz obok ona parkuje!
je-ZUS-a jednak wysłuchuje próśb!
Nie mam daleko, więc już do niej pakuję, z obywatelską interwencją.
Dama z elektroniczką otwiera drzwi i się zbiera do wysiada.
Co prawda to fakt…
Cięta riposta to coś, co przychodzi mi do głowy 24 godziny później – ale coś tam na poczekaniu umiem wymyślić!
– Proszę pani Dżesiki…
Już się szykuję, knuję w głowie i słusznym gniewie, i w tym samym momencie widzę…
Bo słońce miłosiernie zmienia położenie…
Że to…
Że to jej auto…
To jej auto…
To kierownicę ma po drugiej stronie niż ona siedzi.
Szosa?
Ty DeBiLu!

SzosaMi….no okulary weź przetrzyj ….albo różowe załóż
PolubieniePolubienie
Mnie nic już nie pomoże
PolubieniePolubienie