Deszcz

#szosopasta na 714 słów, 4 minuty czasu czytania.

Autostrada. Ściana wody już nie leci z nieba…ściana wody stoi z nieba.
Gdybym jechał ciut szybciej, to ściana ta wybiłaby mi szybę – tak to zmasowany atak.

Z prawego boku mam konwój mastodontów marki TIR, które przed weekendem wracają do mateczników. A im są bliżej, tym bardziej wracają, widząc oczyma wyobraźni „żubra” w lodówce. Wyprzedzam ich lewą stroną, jadę może ze 100, gdyż szybciej nie mogę – wybiję sobie szybę kroplami tego ołowianoszarego deszczu. Może można 140, ale co z tego, że można, jak się nie da.

Wycieraczki już dawno dały za wygraną, czujnik osiągnął wartości graniczne i zrezygnował ze współpracy.

Aquaplaning? Akwaplanacja to utrata przyczepności opony podczas jazdy po nawierzchni pokrytej wodą, spowodowana tworzeniem się warstwy wody między oponą a jezdnią. O akwaplanację łatwo podczas jazdy w czasie albo po deszczu na asfaltowych nawierzchniach, ale nią się już nie martwimy – warstwa wody na asfalcie jest tak duża, że przemieszczam się do przodu na zasadzie wodolotu.

I wtedy za mną znienacka pojawia się szybkobieżny czołg pod postacią SUV-a Q7.

Jadę 100, może nawet mniej. Maksymalne skupienie i nie pojadę szybciej – warunki, rozum, doświadczenie i umiejętności nie pozwalają.

W SUVie Q7 QUATTRO SUPER LAKIERO PERŁOWE METALLICO nie mają takich problemów.
To kłatro migo mi światłami, natarczywie podjeżdżając pod sam tył.
A ja, wbrew lansowanym trendom jestem spokojnym, dojrzałym mężczyzną o wciąż większościowej orientacji i nie lubię, jak się mi w tyłek wjeżdża.

A ten pewnie myśli… No właśnie, to pewne że myśli?
A jak tak, to o czym? Że pojadę szybciej, jak się nie da? Że zjadę na bok? Mam TIR-owi zajechać drogę w tych warunkach? Mogę ewentualnie spróbować odbić na pas zieleni, ale mimo wszystko… Strach tak jechać po zielonym, może bagno?

W Suvie, z góry, w czterostrefowo klimatyzowanej kabinie, obstawiony skórami alcantara i wszystkimi możliwymi systemami wspomagania – ABS, CHGW, USB, USG, PZL i HDMI – z muzyką „Papy Danca” czy innego raponośnego radosnego drzymordy – z doskonałych Bose głośników, zapewne rzeczywistość wygląda inaczej.
Co nie znaczy, że adekwatnie do realiów.
Przeważnie nieadekwatnie wygląda. Ale co inaczej nieadekwatność w warunkach sobotnich podLidlowych przepychanek, a co innego w warunkach aquaplanigowo-autostradowych.

Ok, minęliśmy tym żółwim tempem ciężarówki, podciągnąłem jeszcze trochę dla bezpieczeństwa, bo jak ci TIR zajedzie od tyłu, to masz z tyłka jesień średniowiecza, i takie są odwieczne prawa natury. Zjeżdżam mu na bok. Jedź, skoro musisz – ja cię uczył rozumu nie będę.

Naturalnie, nowoczesny czołgista-rajdowiec przyspieszył, ruszył raźno te 600 koni, z czterech kopyt, że tak to ujmę, i na mojej wysokości (niskości)…, kiedy mnie jego wysokość mijał, kątem oka (jeśli oczy mają kąty) widzę, że go na mnie znosi. Zbacza na mój pas zbok!

No tak, oczywiście. Uślizg, poślizg, utrata przyczepności czy coś – ale kogo to dziwi, jak tak wystartował te kuce, a pod nogami jezioro? Jak się płynie, to ci nawet Quattroporte, Quattro, Quritto ani Jezus co po jeziorach chodził, nie pomoże.

Ja noga z gazu – nie na hamulec, odbijam lekko w prawo i zostaję w tyle, bo szkoda mi trochę boku auta, drzwi się potem ciężko otwiera jak ci taki suv zrobi syf i przywali w bok..

Jego znosi na mój pas i zaczyna go nosić po jezdni, gdy systemy wspomagania jego niedomagania biorą się za swoją robotę. On im w tym przeszkadza a ja już wiem, co teraz zrobi w panice!

Co zrobi?
Depnie na hamulec!

A takie karbonowe na nruburgringu testowane zniemieckie hamulce + masa takiego Audi made in czołg (bo ja się proszę pana boję jeździć po dzieci do szkoły mniejszymi) + zjazd na mój pas = nie mam szans.

Tak, wbiję mu się w dupsko i jeszcze to będzie moja wina, że jestem pierdoła i że dystansu nie zachowałem. Tym się jednak teraz nie martwimy, będziemy, oczywiście, ale tylko pod warunkiem, że przeżyjemy, co jest równe 0, bo z tyłu ciężarówki.

Co pomyślałem, to zrobił. Ale ja byłem szybszy.

Ułamek sekundy przed jego hamowaniem, byłem już na lewym pasie i gdy on po hamulcach, to ja w gaz. I gdy on w tył, to ja w przód…

Został z tyłu, potańczył, potańczył, w panice przestał przeszkadzać ESP w pracy, system zrobił za co mu płacą i wyszedł z poślizgu, ustabilizował pojazd i co?

Został na prawym pasie, i dalej już grzecznie do przodu… Setką.

Nie ma za co, kolego, nie ma za co…
Gdyż czasem ratując sobie życie, ratujemy przy okazji kilka innych rzyci.

2 myśli na temat “Deszcz

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑