Platyna i złoto

#szosopasta na 917 słów, 5 minut czasu czytania

Każdemu wiadomo, że ludzie dzielą się na tych, którzy jeżdżą pojazdami premium (co tam aktualnie jest na topie) i na tych, którzy by tak chcieli.

Jak wiemy – to prestiż jest, szacunek się ma – i nie dziwię się. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi sukcesu lub stoimy w tej kolejce i już, już niebawem nadejdzie nasza kolej…

No a co najlepiej pokazuje wszystkim wkoło, a przede wszystkim nam samym – „ludziom sukcesu” – jego przedsiębiorczość, niebanalne znajomości, niebagatelne umiejętności, sukcesowatość po kokardę i ogólną zaradność?

No tak, oczywiście – pojazd, którym jeździ!

To jest oczywiste i stanowczo postuluję za tym, żeby przy samych wejściach do galerii handlowych czy przed dyskontami, obok niebieskich miejsc dla inwalidów, robić specjalne miejsca dla „Mistrzów Życia”.

I tak tam stają, przejście zastawiają – należy więc to zaakcentować, żeby nikt nie przegapił!

Jest w końcu, do cholery, jakaś sprawiedliwość. No naprawdę, nie wszyscy są tacy sami i skoro ja mam „merca”, a ty nie – idź, zarób sobie, to też będziesz na przodzie parkował!

I nam się to po prostu należy.

Znaczy się im, bo Mi_ nie.

Ja pogodziłem się ze swoim miejscem w szeregu, z tym, że sukcesu nie będzie, bo cóż… na wstępie już ustawiłem się do złej kolejki. I nie pamiętam już do której – chyba po wzrost.

Trudno, będę sobie parkował gdzieś tam, z dala. Dobra jest… przejdę się.

A skoro już jestem pogodzony ze swoją przyziemnością i niesukcesowatością, to i auto mam dopasowane – takie nijakie, w dodatku na „Fy”.

A wszyscy dobrze wiedzą, do czego są Fiaty, Fordy i Francuzy.

Cóż, skoro nie dla mnie ośmiorniczki, miejsca w zarządach, nie jestem Tłusty Kot, co cierpi za miliony, i specjalne miejsca parkingowe przy wejściu też nie dla Mi_, to auto mam typu narzędzie – klasa szpadel.

Dobre jest, ale tylko do pracy.

Ja wiem – kto chodzi na kompromisy, ten się kompromituje. Ale cóż, wybrałem się na kompromis – jakości, ceny, wygody i niezawodności.

Nie rzuca się to w oczy, laski żadnej nie zauroczy, ale dobrze się do przodu toczy. Można polegać, niezawodne jest i nie trzeba go ładować co 200 kilosów.

Tak sobie myślę – jak w życiu ciszej jedziesz, to dalej dojedziesz (mądrość życiowa! Przemyśleć i nie mylić z elektrykami!).

Ma to oczywiście swoje minusy! Ludzie nie robią sobie z Mi_ selfiów, o autografy się nie biją, a i telewizje śniadaniowe nie pamiętają, nie zapraszają, żebym przyszedł i przekazał jakąś mądrość.

Jakbym był bogaty i sławny, to byłbym przecież mądry. A tak?

No i niestety, mimo że narzędzie zadbane, poszanowane jak tokarka po robocie, wyprzeglądane na wszystkie strony (to ważne w pracy, żeby się nie psuło co chwila) i ogólnie cacy, to jest niesprzedawalne.

Raz – że nie premium, dwa – na „fy”, a trzy… wiadomo, auto musi być, nawet niepremiumowe, z przebiegiem do 186 tys. km.

I ani kilosa więcej!

Choćby miało 18 lat i to bardzo mało prawdopodobne, żeby po tylu latach było z takim niskim przebiegiem, ktoś sprzedawał w takiej doskonałej cenie – i być może coś tu było „uaktualniane” – to nie jest ważne!

Ma 180 tys. przebiegu, jest gitara i gdzie wypłacić kasę z reklamówki?

– Stefuś, ja się nie znam, ale dlaczego ono w trzech kolorach i cztery ślady robi?

– Gupiaś babo! To jest niepowtarzalna „special edition” na 200-lecie produkcji, tak pan powiedział! A robi cztery ślady, bo no… pomyśl, ile ma kół? I jeszcze nam promocję zrobił – na 15 lat jego obecności na świecie obniżyli przebiega do 150 tysięcy! Czyli robił tysiąc kilosów rocznie! Wychodzi na to, że kupilim nowe auto! Oj tak, jest się mistrzem zakupu i negocjacji!

I z drugiej strony – choćby było w idealnym stanie technicznym, jeżdżone w długie trasy, gdzie się nie zużywa, z książką serwisową przepiękną i czytelną jak Auto Świat, z certyfikatami TuF i Teraz Polska – nic to!

Nie ma 186, tylko co? Aż 215 tys.?

„Ulep, szrot, i idź mnie pan stąd z tym syfem, bo psem poczuję!”

Cóż, jasno wychodzi na to, że jedyne, co mam dobrego w tym moim ToolJeździe na „fy”, to ubezpieczenie.

O tak, bo ubezpieczenie to ja mam Platynowe!

Gdyż można za nie płacić jedynie sztabami złota i platyny.

Ale za te sztaby otrzymuje się ochronę tak doskonałą i wszechstronną, że aż strach skorzystać.

Jest to ubezpieczenie typu:

– A jak nam ukradną furę?

– To nam muszą oddać samolot! Taka Tradycja, Ekstradycja!

AC, OC, NW, NNW, HGW, AGH i UJ! Wszystkie opcje!

Tak, ubezpieczenie to jedyny ratunek, by kiedyś – bez straty w ludziach i pogryzień – uwolnić się od tego złomka. Mimo że to dobry towarzysz i solidny ziomek.

Się mi rozwali błotniki i będzie szkoda całkowita. A może ktoś ukradnie – jakiś niewidomy nowicjusz na złodziejskim, niepłatnym stażu się połakomi, szlifując umiejętności – a ja… obciążony sztabami platyny i złota udam się po Bentleya!

Nie uprzedzajmy jednak wypadków. Kiedy po raz pierwszy zajechałem do tej, o tej tam, galerii (bez obrazów), jeszcze byłem szarym obywatelem.

Dlatego, jak już wcześniej ustalono, przednie miejsca parkingowe dla lepszych przewidziano.

Zaparkowałem sobie skromnie, odpowiednio do kategorii dziobania, i poszedłem piechotą.

A kiedy wróciłem – no oczom nie wierzę! Nie ma?

Macam, sprawdzam, brajluję i wiwatuję!

Hurra, nareszcie, mamy to! To znaczy – nie mamy! Ukradli! Co za radość!

W podskokach i chóralnych śpiewach, aż się niesie po hali. Już wyciągam komórkę, by żonę uprzedzić – niech chłodzi flaszkę i zamówi miejsce u Gucziego!

– Nie no, nie wódkę naszą powszednią! Szampana nabądź, najlepszego Igristoje, na zeszyt weź! Nie, nie rezerwuj Gucciego w Mediolanum, tylko „Gucziego i Wersaczego” – tych chłopaków naszych z bazarku, no tych od podróbek!

Już dzwonię do ubezpieczyciela, kiedy podchodzi ochroniarz i mówi że może bym sprawdzi na innych piętrach bo to parking jest trzypoziomowy.

2 myśli na temat “Platyna i złoto

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑