Wina?

#szosopasta na 647 słów, 3 minuty czasu czytania.

„Kochanie! To nie jest tak, jak myślisz” – układałem sobie w głowie tekst…
Ta, jasne, usłyszy „kochanie” i od razu pozna, że stulam, kręcę, i próbuję się wyłgać…
Jej oszukać się nie da.

Cholera, a tak w ogóle, jak ja się dałem w to wrobić?!
Może lepiej, niech usłyszy ode mnie – szczerze – jak było naprawdę.
Nie ma co, od razu chlast kawa na ławę.
Muszę jej powiedzieć, co się wydarzyło – to i tak wyjdzie.

Ale jak powiedzieć, że to był przypadek, nieplanowana koincydencja zderzeń z gwiazd!
Każdy kto mnie zna wie, że zostałem sprowokowany.
To się jest przypadku dzieło, jakoś tak się samo zadziało.

Jak?
Jak zwykle w takich wypadkach – od słowa do słowa, od jednego prowokującego zdania do drugiego, coraz bardziej podkręcającego gęstą już atmosferę. A mężczyzna jest istotą słabą.

Nikt by nie wytrzymał przy takich jej „warunkach” i idealnych kształtach w zasięgu dłoni.
W dodatku wydaje ci się – ba, wiesz to – że panujesz nad sytuacją, wszystko mocno w swoich rękach dzierżąc, a siedzisz dosłownie tuż-tuż.
Nie, nikt.

Facet to nieskomplikowana jest maszyneria – jeden impuls i włączona.
Czy jest mi przykro? No, trochę jest.
Czy czuję się winny? Tak, „wysoki sądzie”, zgrzeszyłem.
Tak, TO nie powinno się było wydarzyć.

Ale się wydarzyło. I teraz nawet w dużych ilościach spożyta „odwaga w płynie” na bieg dalszych wydarzeń nie wpłynie.
Będę musiał wypić to piwsko, którego nawarzyłem.
Ble, niedobre.

Tak, ewidentnie dałem się sprowokować – bez dwóch zdań, to wszystko moja wina.
Użyć wybielacza się tu nie uda – nie spierze się ten brud.

Ale… kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Zostałem, jak wielu innych, zmanipulowany i – jak teraz patrzę na chłodno – to chyba specjalnie w tę gierkę mnie wciągnięto.
Niech pierwszy do kamienia, sam ocenia. Było tak…

…Siedzieliśmy od dawna obok siebie, już trochę znudzeni bo dzieje się nic, niby niewinna rozmowa trywialnie trwa ale co to za atrakcja.
I nagle strzał. Słyszę coś o nudzie, że zaraz tu chyba zaśnie, wieczór niebawem i energia jakaś by się przydała, a starsi panowie potrafią być chyba bardziej rzutcy…
I najgorsze: że prawdziwych mężczyzn już chyba nie ma.

Ale jak to nie ma?
Ja nieprawdziwy?
Przy mnie nudno przy mnie?

Tak, powiem niedowiarkom: to zawsze podziała.
W dodatku – powiedzmy sobie wprost – to jednak było cudo.
Te jej „warunki” i ile można razem „nabroić”, na samą myśl gorąco się człowiekowi robi… gotuje się w nim krew i inne humory.

Myślisz, że jakoś się trzymasz, pilnujesz, kontrolujesz emocje i sytuację… i nagle ,w sekundzie wszystko się zmienia. A wystarczy zwykłe, rzucone niewinnie:
„Chcesz? To bierz, działaj, i rób co chcesz. Masz przyzwolenie.”

Nie, nie wierzę, że są mocarze, którzy na takie prowokacje, na takie prowogadki, w tych okolicznościach daliby radę.
Nikt by nie dał. Znika gdzieś wtedy groźba nieuchronnej kary, poczucie winy i konsekwencji wizja.
Zostaje tylko strzał adrenaliny – i do boju!

Od razu projektujesz sobie całą tę sytuację i widzisz Ją (nie, nie sytuację!) już inaczej niż przed chwilą.
Coś się zmieniło w sekundzie, chemia zmienia nastawy biologii organizmu.

Zdecydowanie nie pochwalam takich akcji.
To się nie może przydarzać tak łatwo, niemal od niechcenia.
Nagły błysk, a potem takie balety, że jeszcze płonę rumieńcem.

Jesteśmy przecież Homo Sapiensy? Myślące Istoty?
Istotnie, dał Pan nam rozum, właśnie po to, żeby umieć zapanować nad pędem, nad nieokiełznaną rządzą.
A mimo to, jeden, dwa celne teksty i leżysz, rozłożony na łopatki a rozum znika.

I tak było ze mną, niestety.
Celnie trafiły te słowa.
W połączeniu z okazją oraz możliwościami… upadłem.

Tak, wiem – w dodatku wcześniej czy później przyjdą te zdjęcia i zobaczy „kochanie” wszystko dosłownie czarno na białym!

Jak tnę te cholerne zakręty, nadużywam prędkości zbyt łatwo, pokonuję ronda bokami i poślizgami z nich wychodzę, zmieniając pasy jak w slalomie gigancie.
Tak, to moja wina, że kolega dał się mi przejechać genialnie zestrojonym porschem w najmocniejszej wersji i jeszcze podpuszczał, że jadę jak dziaders, nuda, nic się nie dzieje i zaraz chyba zaśnie!

Tak, curven, moja. Ale co za jazda to była!
Cóż, teraz trzeba czkać na te cholerne zdjęcia.
Z fotoradaru.

2 myśli na temat “Wina?

Dodaj własny

  1. są tacy kierowcy, przemerzyciele kilometrów, którzy dla bezpieczeństwa swojego i istot napotkanych na drodze przemierzyrzewowują czasoprzestrzeń w kaskach, które chronią rzuchwonowine i zdjęcie jest bezużyteczne….

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑