DGK

#szosopasta na 303 słowa, 2 minuty czasu czytania.

To było zwykłe miejsce.

Nie jakieś wielopoziomowe skrzyżowanie hiperszybkich tras, gdzie musisz być okrzepniętym w bojach weteranem, obdarzonym sprytem półślepego pucybuta ze slumsów Kalkuty, opanowanym jak dowódca podwodnego okrętu atomowego, z refleksem pilota myśliwca bojowego — bo inaczej giniesz, zmieciony podmuchem zdarzeń.

Zwykłe, ulokowane podrzędnie skrzyżowanie, gdzieś na peryferiach zwykłego miasta klasy D.

Miasta, gdzie punkt widzenia kodeksu drogowego zależy od punktu siedzenia.

Dla kierowców to zasady, dla taksówkarzy — wskazówki, a dla rowerzystów — drobna niedogodność.

Dlatego właśnie, z powodu przejścia dla pieszych, „zasady” oraz sygnalizacji, gdy zapaliło się czerwone, grzecznie czekaliśmy na zielone: SUV z najnowszej SUViej kolekcji w kolorze lila, a za nim — ja.

Z sygnalizacją „światłami” przy skrzyżowaniu jest dość łatwo.

Do czerwonego, które wcale raptownie nie gaśnie, dołącza żółte, dając wspólnie wyraźny znak: za chwilę z wymieszania obu powstanie zielone.

Nie są to zasady zbyt skomplikowane. Można to ogarnąć dość sprawnie po kilku próbach, więc gdy zapaliło się zielone — i nie zrobiło ono żadnego wrażenia na LilaSUVie, który jak stał, tak stał — ze zdziwienia nie zdążyłem nawet zareagować. Cholera! I znów czerwone.

To dalej sobie stoiMy.

Na kolejną sekwencję byłem już lepiej przygotowany.

Czerwone — żółte — zielone! Start!

Start? Nie, znowu nic. Nie ruszyliśmy.

Trąbić? Nie, nie dzisiaj. Podwójnie dzisiaj nie!

Gdyż:

Po primo — może ta pani, która tam siedzi z pochyloną głową, zasłabła, więc jak tak trąbić? I po co, gdyż…

Po eintausendneunhundertneunundachtzig — a jeśli trzeba jej pomóc, to może lepiej nie dokładać zawału brutalnym trąbieniem? Ratować nie trąbić!

Po seiczento w czinkłeczento — i najważniejsze: człowiek stateczny i dorosły ma świecić przykładem i dżetelmeństwem, i przecież dzisiaj jest (wtedy był* – jak to się działo) DGK (Dzień Grzeczności Kierowców), więc żadnego chamskiego trąbienia!

Wysiadłem. Idę grzecznie, z fasonem, kulturą i gentle — podchodzę, stukam w szybkę.

Pani podnosi wzrok znad smartfona – Yhm, no tak – myślę, ale mówię:

— No, bo proszę pani, było czerwone, było żółte, było zielone — czy my może czekamy na jakiś inny kolor?

— Tak, na różowy! Oj, DobraGościuKurde (DGK)! Nie mogłeś zatrąbić?!

2 myśli na temat “DGK

Dodaj własny

  1. jak to dobrze ze jestem daltonistą. Jadę jak mi się chcę i kiedy chcę i kiedy auto stoi na podjeździe i jak znajdę kluczyki i jak jest paliwo i ….. jak autobus (czerwony) się zatrzyma na stopkopasie

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑