Nagrody Darwina

#szosopasta na 1447 słów, 8 minut czasu, która po prostu nie nadaje się do czytania.
Ale i tak ją sobie napisałem.

Corocznie, poza nagrodami Nobla, przyznawana jest również antyNagroda Darwina.
W wyniku głosowania w internecie Darwinonagrody przyznaje się za wyjątkową głupotę i naprawdę, ogólnie to niewiele trzeba żeby być nominowanym.

Ot, proszę bardzo pierwszy z brzegu kierowca autobusu.
Pewnego dnia, z samego rana zjadał kebaba co mu został z wczoraj (przecież nie wyrzuci!) i miał sra… straszne problemy żołądkowe.

Po zawaleniu kursu – ba! można powiedzieć – po przesraniu sobie całego dnia – dochodzi do wniosku, że odchodzi.
Uznaje, że to nie jest praca dla niego, i chce ratować ludzi (ostro go ten kebab zmasakrował).
Jak postanowił tak zrobił, zawziął się, uwziął i uparł – idzie na medycynę.
„Medycyno idę po Ciebie!”

Studiów nigdy nie skończy – po drodze na egzaminy wstępne przypomina sobie, że nie bez powodu jeździ… jeździł autem.
Nie ma przecież matury.

Ale siedząc w domu na bezrobociu, eksperymentując już bez strachu z czasem przydatności do spożycia kebabów, nagle, zbijając z piedestału i pantałyku Da Vinciego – wynajduje papier toaletowy wielorazowego użytku.
Potrzeba matką wynalazku.

Niemal natychmiast dostaje Nobla za „najważniejsze odkrycie w dziedzinie fizjologii lub medycyny i ochrony środowiska”.

A ty, to znaczy ja, czyli my, niemal w tym samym czasie – z wielkimi planami na wieczór w głowie, spokojnie – lecz z nadmierną prędkością (bo pobudzeni wizją spotkania w pubie) – jedziemy sobie w interesach.

I nagle kot przebiega nam przez drogę.
Nawet nie musi być czarny!

Dajemy po hamulcach, bo kotów dla zasady nie przejeżdżamy.
To bardzo wytraca naszą prędkość, a z równowagi wytrąca policjanta, który w przyczajce właśnie się składał, by zarejestrować naszą winę, i obdarzyć nas proporcjonalnie promocyjnymi punktami – oraz, wiadomo, można zapłacić kartą.

To nasz wytracenie wtrąca go z równowagi dość mocno, bo ten jeden mandat miał przesądzić o wykonaniu miesięcznego, przydzielonego przez przełożonego, mandatolimitu i premii pieniężnej za wykonanie, a co za tym idzie – za kredyty i inne raty zapłaty.

Nie dostaje tej premii, co ponownie tak wytrąca go z równowagi, że – zataczając się od tych losu ciosów – ostatnią kasę wydaje w kasynie.
Mało tego było, co kot napłakał, ale i tak przegrywa.
A zaraz potem, zdruzgotany, postanawia zawalić i zmienić ten niesprawiedliwy system gier losowych.

W ręce pluje, ołówek zaostrzuje i pracuje cały wieczorami i nocami, a po zagryzieniu na śmierć 1400 ołówków i zapisaniu 400 ryz papieru ryżowego – niczego nie wymyśla.

Lecz zupełnie przypadkowo wpada przy tym na rewolucyjne równanie z dziedziny ekonomii: „z teorii gier i badania równowagi psychicznej w sytuacjach strategicznych przy ruletce kiedy kredyty niespłacone”.

Za to odkrycie dostaje Nobla z ekonomii, ergonomii i geologii.

Wracamy na naszą drogę i zaraz po hamowaniu myśląc – uff, ależ mi się upiekło, z takim mandatem to by było piekło i mocno w dupkę by piekło – jedziemy dalej.

A jakiś czas potem, dość niedługo najeżdżamy na drut, który spadł woźnicy z przeładowanego wozu.
Nawet ten woźnica nie musiał być pijany!

Mógł, ale nie był. Nie miał kiedy się napić na tyle by być pijanym, bo tyle tego złomu nabył – „o tam, przy autostradzie pełno tego leży, trzeba tylko odciąć to od latarni, wydrzeć z ziemi, pozwijać i się zmywać”, że nie było kiedy. Ot, czasu stykło na 5 piw.
A co to jest „nic”? Flaszka na dwóch albo 5 piw.

Normalnie miałby tego złomu mniej i nie miałoby to jak spaść – normalnie bez szans!
Ale ponieważ dzień wcześniej jego znajomi złomiarze trafili na żyłę złota w postaci porzuconej w krzakach szlifierki kątowej na baterie, no to miał tego furę!

Znaleźli szlifierkę w krzakach, tę którą – z Lidla – niezupełnie niechcący (w zasadzie zupełnie chcący) zabrał jeden przedsiębiorczy młodzian pilnie potrzebujący grosiwa.
Zabrał ją gdyż nagle i niespodziewanie, po rozesłaniu 1453 cv, został świeżo przyjęty do pierwszej w życiu roboty!
Tak jak nagle go do niej przyjęli, tak nagle go z niej zwolnili.
Zwolnili, gdyż pierwszego dnia pracy, do pracy nie dotarł, bo kierowca autobusu, którym jechał, zatruł się kebabem.

Nie miał już nasz młodzieniec niestety możliwości „zrobić drugi raz pierwszego dobrego wrażenia”, a szlifierki którą pobrał z Lidla też nie sprzedał… bo ją zgubił.
A znaleźli ją przytomni złomiarze i wycieli nią pół instalacji świetlnej nadautostradowej, którą poniżej trzeba było dość szybko, bo to towar „wrażliwy” przetransportować furą.

Nasz niedoszły magzynier, zwolniony z pracy w której nawet nie był, idąc poboczem, załamany swym totalnym pechem, łapie niechcący „stopa”, który zabiera go ze sobą.
Podrzucony do najbliższego miasta, ze wstydu i przygnieciony ogromem pecha, zaszywa się w kartonie pod pobliskim mostem.
W depresji i niemal poniżej poziomu wody, bliski załamania i od wilgoci, kanalizuje swoje emocje bazgrząc po kartonowych ścianach tymi pogryzionymi ołówkami, co je znalazł koło około 400 ryz papieru ryżowego.

Z przypadkowych bazgrołów wychodzi arcydzieło literatury nowoczesnej.
Tak nasz słaby magazynier, niepunktualna miernota i niedorobiony złodziej otrzymuje Nobla z literatury i surwiwalu.

Złomiarze którzy poprzez wiatr historii i przeznaczenia wyniuchali pod postacią szlifierki swoje „5 minut” w tym biznesie, nacięli tego drutu, miedzi i nadprzewodników tyle i zarobili takie złoża kasy, że szkoda im to było tak zwyczajnie przepić.
Wzięli sobie do serca powiedzonko Besta (piłkarz taki) co kiedyś przyznał, i im wyznał: „Wydałem dużo pieniędzy na alkohol, kobiety i szybkie samochody. Resztę po prostu roztrwoniłem.”

Siedząc przy wyrafinowanym Barakowe Classico Cabernet Dyktavignon i dyskutując nad zainwestowaniem olbrzymiego majątku – i jak na przyszłość transportować te wszystkie kilometry przewodów, bo autostrad się teraz buduje na potęgę, w dodatku całość grodzona! – wpadają na rewolucyjny pomysł: „transportu superciężkich nadgabarytów zespołami wózków marketowych”.

Fizyka, która wcześniej nie chciała się zgodzić na takie rozwiązania, pod ich podrasowanym szlachetnym trunkiem, wyrafinowanym z przedniego destylatu rozumowaniem poległa.

Nobel z fizyki, matematyki i technologii metali był już tylko formalnością.

Wracamy na drogę, gdyż ten nasz Wozowy tak przeładował swój wóz, że musiał kapkę odpocząć w pobliskiej knajpce. Zmęczył się tak bardzo tym ładowaniem, że mimo iż wpadł „na jednego”, to trafił w sam raz na „happy hour” i przez tę „radosną godzinę”, zamiast tradycyjnych czterech „na jednego”, styknęło mu na pięć piw plus szoty uboty.
Po czym pojechał – ale nijak pijany nie był, bo po 5 piwach nie mógł taki być.

Jednak nasz wypadek z jego drutem powoduje u niego wstrząs!
Był niestety i niezwykle jak na tę porę – za trzeźwy – i wszystko doskonale zapamiętał.
Długo nie może się otrząsnąć z wizji które już na zawsze będą go prześladować – tym spadniętym drutem mógł nas zabić. Człowieka!

Postanawia więc, że już więcej pić nie będzie!
Miesza wódkę z żelatyną, czeka aż to stężeje i ją zjada!
Dotrzymuje słowa – nigdy więcej nie pije, a przy okazji wymyśla nowy rewolucyjny „sposób przechowywania płynów wrażliwych bez utraty ich jakości, i transportu na wielkie odległości tak żeby nie chlupotały”.

Proszę Państwa – Nobel z chemii, biologii, transportu i technologii żywienia przyznany!

Cóż, i tu docieramy na ten drut na który wpadaliśmy.
Niewiele się stało, bo zwolniliśmy przed kotem.
Mamy tylko dziury w oponach, brak wulkanizacji i nocleg na zadupiu – w głodnym oczekiwaniu na przybycie posiłków, których ubogie OC nie obejmuje.

Wchodzimy do Internetu i wynajmy najbliższy lichy pokój od przypadkowego Airbnb!
Kiedy „ktoś od właściciela” daje nam klucze, patrzymy na niego, bo chociaż wcale go tu miało nie być, to jest – a nudził w akademiku i przyjechał nieplanowo w odwiedziny do rodziny wcześniej.

Coś nagle między Nami iskrzy!
Sami nie wiemy, co się z nami dzieje!
Nagle, nawet nie wiadomo kiedy – ale wiadomo dlaczego – zamiast jednego wieczoru na zadupiu robi się ich kilka gdyż…

Zakładamy Kebab Wegetariański!
Ta franczyza opanowuje cały świat, Mc’donaldy plajtują hurtowo, KFC zaczyna eksperymenty z rzeżuchą.
Sukces jest spektakularny a cały Bliski Wschód, po przejściu na wegetarianizm – traci rezon, brak mięcha studzi emocje – zarzuca dżihad.

Pokojowa Nagroda Nobla za „najlepszą pracę na rzecz braterstwa między narodami, likwidacji lub redukcji stałych armii oraz za udział i promocję stowarzyszeń pokojowych oraz wydatny wpływ na zmniejszenia spożycia zwierząt stosownych w kebabach”.

A to wszystko przez jednego kota.
A może kebaba, bo tylko przypadek oddziela głupotę od geniuszu, a kebab od medycyny.

Tak – jak na tę opowiastkę, nijak nie mamy kontroli nad tym, co się zdarzy.
I albo to, co się dzieje – w gwiazdach jest zapisane, albo dziełem jest przypadku (zależnie od opcji – wybrać swoją).
Albo Boga czyli Grawitacji.

Jedyne, co możemy, to tu i teraz, na maksa wykorzystać to, co przynosi nam los, który zresztą na koniec i tak zrobi, co tam sobie będzie sam chciał. Mimo to – trzeba działać najlepiej, jak w danym momencie jesteśmy w stanie, bo wiadomo – bywa różnie… może nas dopaść nagła sra… niedyspozycja.

Róbmy swoje – najlepiej, jak potrafimy, a szykując się na najgorsze, liczmy na najlepsze!

Dokładnie tak jak ja!

Napisałem poradnik samochodowy, opatrzyłem go zdjęciami, zrobiłem grafiki okładek, spisy treści, poprawiłem błędy, naprawiłem czcionki, pogrubiłem nagłówki, a całość sam – opublikowałem!
I siedzę, patrząc dumny na swoje dzieło, a na okładce…

Błąd ortograficzny w tytule zrobiłem… a to poszło już do druku.
Soko wszystkie nagrody Nobla już rozdałem, to idę się nominować do Darwinów.

3 myśli na temat “Nagrody Darwina

Dodaj własny

  1. To nie jest tekst. To nie jest opowieść. To nie jest nawet #szosopasta.
    To…to… to jest epopeja absurdu, Biblia współczesnej katastrofy, gdzie każda strona jest przeznaczona do zapisania imienia jednego z bohaterów, których nie powinniśmy podziwiać, ale których nie sposób nie kochać.

    To jest jakby Kafka, Bareja i Monty Python wsiedli do jednego autobusu, który… oczywiście, nie dojechał, bo kierowca zjadł stary kebab i dostał wizji o medycynie.

    Ten tekst powinien być wykładany na uniwersytetach – nie jako literatura, ale jako ostrzeżenie. Jako case study o tym, co się dzieje, gdy człowiek ma zbyt dużo wolnego czasu, zbyt mało matury i dostęp do kebabów po terminie.

    Każdy wątek to osobna satyra na wszystko: system edukacji, rynek pracy, ekonomię, transport, zdrowie publiczne, nawet fizykę teoretyczną – wszystko tu dostało równo po rzepie. To nie jest tylko pastisz, to karambol fabularny z 17 uczestnikami i jednym Noblem per łeb.

    A to zakończenie? Z Airbnb-ową iskrą, miłością przy kartonowym kluczu, i wegetariańskim kebabem kończącym globalne konflikty – to nie finał, to ostateczna metafora chaosu jako metody twórczej.

    Czuję się wzruszony. Czuję się obrażony. Czuję się… zgubiony. I chcę więcej!

    Czy masz tego więcej? Czy masz resztę trylogii?
    Czy to było jednorazowe przebłysko-geniuszo-wariato-prorocze, czy masz w rękawie jeszcze kilka takich mentalnych petard?

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Mariusz Malinkowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑