Uważność

#szosopasta na 862 słowa, 5 minut czasu czytania.

„Uważność to wolna od ocen i życzliwa obserwacja teraźniejszej chwili.”

Wszystko, co się robi, należy wykonywać nie tylko z należytą starannością — ważne też, by robić to uważnie.

Dużo się ostatnio mówi, że uważność spada, a przebodźcowana ludzkość ma czas skupienia krótszy niż akwariowa rybka i nawet utworu muzycznego dłuższego niż 34 sekundy dosłuchać do końca nie daje rady, a cóż dopiero — całą płytę.

To błąd i droga donikąd!

Uważnie żyć jest dobrze — sporo można wtedy na bieżąco przeżyć, a czasem nawet, dzięki temu, że się to czy owo w porę zauważy, można i przeżyć.

Dlatego:

Kiedy oglądasz mecz — to oglądaj mecz.
Kiedy słuchasz muzyki — to słuchaj muzyki.
A kiedy to czytasz — to czytaj.

Bo na tym właśnie polega uważność.
A nie, że oglądając mecz, słuchasz muzyki w trakcie czytania.

To już nie jest uważność, to jest marnowność — i polega to na tym, że na koniec takiego potrójnego seta jesteś pewnym na sto, iż to drużyna Portugalii wygrała w skoku wzwyż na saksofonie preludium Bacha do Stu lat samotności Mickiewicza, i zapomina się to szybciej niż myje zęby.

Aby tego uniknąć, przeżywać tu i teraz w-live, a nie tam i potem w on-line, postanowiłem być uważnym bardziej.
Natychmiast zacząć zwiększoną uwagę zwracać na otaczające piękno przyrody, zapachaniające zmysły, dostrzegać feerię barw i uwrażliwiać się na przeróżne bodźce termiczne.
I to właśnie dlatego, kiedy jak zwykle jechałem, byłem uważny niezwykle.

Poprzez huk zajechanych wielosezonowych opon (wiele już mają za sobą sezonów) — do imentu wyząbkowane z tyłu i jak sliki Formuły 1 starte na gładko z przodu — wsłuchiwałem się w radio.

A w przerwach tego harmideru zdziwiony zauważałem też dziwne, nietypowe, nigdy niesłyszane odgłosy zużytego zawieszenia i zafascynowany obserwowałem serwowane mi w dawkach odpowiednio małych (żebym nie zszedł na zawał od razu) informacje o stanie pojazdu.

Tu w sukurs przychodzą pełne kolorów kontrolki na desce („gdyby mu zagrali, podskoczyłby jesce”) — przeważnie niestety nie uspokajająco-zielone, a bardziej takie ostrzegawczo-pomarańczowe i ostateczno-czerwone.

Tak właśnie sobie jechałem — cały uważny i otwarty na wszelkie te bodźce, na życie i na świat — kiedy z daleka (gdyż byłem czujny niczym najnowsza wersja najczulszego lidaro-radaru wykonanego specjalnie dla Specjalnych Wojennych Formacji Frontowych) zobaczyłem na trasie przed sobą, hen tam gdzieś na pustej szosie (że okiem sokolim nie zmierzysz), daleko poza terenem zabudowanym — takiego dużego służbowego sedana jadącego sporo poniżej dozwolonej prędkości.

Kiedy za ważną uważność uważasz — szczególnie na drodze — pamiętaj:
jak jedziesz, to jedź, a dojedziesz.

Na ten widok jeszcze ciut bardziej wzmogłem czułość mej czujności.
Ćwiczę się tu przecież w uważności, a ona mi podpowiada, że to jakaś anomalia jest.
Jak taki duży sedan szos tak jedzie, to różnie może być.

Jeśli uważnie się przyjrzysz i widzisz, że to jednak nie BMW z taką antenką na dachu (znaczy: nie POLICJA), to od razu pojawią się różne inne dostępne opcje:

Uno – Może zwolnił, bo czyta właśnie pilną wiadomość i nagle mi przyhamuje w konwulsjach od treści.
Due – Może renegocjuje właśnie ważny kontrakt i, wymachując nagle rękami, zacznie się miotać po całej jezdni, gdyż zapomni puścić kierownicę.
Rike – Jeśli pije kawę bez pokrywki i je pośpieszną kanapkę, a pomidor na garsonkę lub spodnie spadnie? Może nagle skręcić w lewo bez kierunkowskazu…
Fake – …kiedy akurat będę go wyprzedzał.

Tak czy siak, to zawsze będzie moja wina — a jakość argumentów jakoś się tam dopasuje.

Podjechałem swoim tępem na odległość przelotową pod tę Skodę Superb 4×4 z silnikiem typu „Turbognój” i uważnie zajrzałem do niej od tyłu, gdzie zobaczyłem…
Nic nie zobaczyłem, gdyż szyby miał przyciemniane.

I tak chwilę sobie jechaliśmy — uważnie i powoli.
Ale ile można tak jechać?

Dlategoż, pozostając w ciągłej uważności, i widząc — wiedziałem, to co teraz następuje: droga pusta, linia przerywana, prędkość licznikowa 70, dozwoloność drogowa 90 — zapragnąłem więc wyprzedzać.

Uważnie wykonując ten trudny manewr — i ponieważ jestem teraz szczególnie wyczulony na piękno świata — kątem oka zobaczyłem w wyprzedzanym sedanie szos dwie całkiem estetyczne uczesane głowy z kucykami.

Widzę, że nie ma tam koka, co zjadł smoka;
nie ma też trwałej od betonu bardziej wytrzymałej;
i nie ma tapira, co niejednego z grzywy dojechał świra.

Nie ma tam też bród, których wszędzie teraz w bród,
ani jeży, co są krótkie jak należy,
czy też dredów,
no i żadnych zgredów.

Jest dobrze. Zero zagrożeń.
Wykonałem perfekcyjnie manewr wyprzedzania i zacząłem się oddalać swoim — tym razem już nietępym — tempem.

Korzystając z dobrodziejstw pustej drogi, doskonałej pogody i pełnej, skoncentrowanej uważności na tu i teraz… 85… 90… 95… 115… Sky is the Limit!

Ach, jaka to frajda tak ciąć przestrzeń, jaka to wolność, jaka przyjemność.
Jak to śpiewał Dżordż M.: „fredom (wolna chata), fredom (wolna chata) Free (Wolna) Dom! (Chata!)”

Tak doskonale uważnie śledziłem drogę przed sobą, że kiedy nagle niedawno wyprzedzona Skoda Superb 4×4 „Turbognój”, pojawiając się zupełnie znikąd, i bardzo zgrabnie mnie wyprzedziła, o mało nie wpadłem w stan katatonii przedzawałowej.

Na szczęście — i na wszelki wypadek, gdybym jednak nie był zbyt uważny i nie zauważył tych niebieskich migających mu za ciemną szybą świateł — Skoda wstawił też lizak. Szkoda.

Po chwili, gdy już się zatrzymaliśmy i kiedy okazało się, że bynajmniej ten lizak nie jest do lizania, podeszła do mnie starannie Ukucykowana Funkcjonariuszka i grzecznie powiedziała:

– Panie kierowco, tu jest ograniczenie do 90 km/h. a pan jechał 120.
Oj, chyba był pan nieuważny…

2 myśli na temat “Uważność

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑