Bon voyage, madame!

192/365 #szosopasta na 751 słów, 4 minuty czasu czytania.

Za Łodzią, w kierunku na północ, po skręcie w lewo i zwężeniu do jednego pasa, droga, która do tej pory była ruchliwa, szeroka i płaska, robi się arcyruchliwa, wąska i pod górkę.

Skąd tam, na tej płaskiej ziemi, nagle robi się pod górkę, tego nie wiem. Wiem za to, że ze wszystkich miejsc, jakie się nie nadają do łapania autostopu, to nie nadaje się najbardziej.

A my, przemieszczaliśmy się wzdłuż tego niechętnego nam szlaku, szukając odpowiedniejszego miejsca. I właśnie w tym momencie tej właśnie drogi – jeden pas, sznur pojazdów, pod górkę, podwójna ciągła, brak pobocza, wysokie chodniki, z charakterystycznym cmokaniem hydraulicznych hamulców, kolejno zrzucanych 18 półbiegów, wizgiem powietrza opuszczającym pneumatykę, zatrzymuje się ciągnik siodłowy typu TiR.

Wielokołowy, bardzo-wielotonowy, obciążony po granice skali i naczepy. A zatrzymuje się, gdyż urocza i rozsądna Madam, nie chcąc marnować energii, czasu i zasobów, szła sobie wzdłuż drogi z wyciągniętym kciukiem swojej niezwykle zgrabnej rączki.

Oczywiście, wszyscy grzecznie zaczekali (raczej nie mieli wyjścia), aż wgramolimy się na 14. piętro do kabiny kierowcy, gdyż kto odmówi Madame, i nafika TiRowi?


Tak, tak było w ponurej Polsce, natomiast Austriacy i Niemcy znani z legendarnego poczucia humoru oraz ciekawego folkloru, co szczególnie wdać po rubasznych i wesołej ichniej policji. Tam, taki numer by nie przeszedł.

Przykładowo, na rzucane – ależ oczywiście, że żartem ofkorsa! – propozycje gratyfikacji w postaci banknotów czy czeków za przymknięcie oka na to czy owo, zamiast oczy przymykaniem reagują nagłym źrenic powiększaniem, brwi unoszeniem, potliwości zwiększaniem oraz zdziwieniem graniczącym z utratą przytomności.

Tak im się właśnie z radości trzęsą wnętrzności. Tracą prawie zmysły od wewnętrznego śmiechu na samą myśl o niewystawieniu mandatu – gdyż tak bardzo lubią sobie żartować i psocić.


Gdzieś właśnie tam, na parkingu przy autostradzie łączącej Wiedeń z Salzburgiem zostaliśmy (z Madam) skutecznie i grzecznie pozbawieni transportu przez kolejnego uprzejmego kierowcę zawodowego:

— Drodzy, tu nasze drogi się rozchodzą. Dalej nie jadę, gdyż tachograf, związki zawodowe i legendarne poczucie humoru tutejszych funkcjonariuszy skutecznie mnie powstrzymuje od pracy dłuższej niż 19 godzin tym dwukrotnie przeładowanym, osadzonym na łysych oponach składem.

Po autostradzie obok pojazdy śmigają aż miło, nasz już beztroski kierowca po zaparkowaniu coś zjadł, oglądnął, wypił i śpi, a my? A my nic, zero, null.


Tak to bywa w życiu i na drodze, że aby ruszyć dalej, czasem swoje trzeba odstać, a bywa, że i odsiedzieć.

Ale w końcu doczekaliśmy się!

— Papiren, bitte! — zagadał nas grzecznie, acz chłodno funkcjonariusz Austriackiej Policji Autostradowej, podjeżdżając nam pod sam nos swoim do perfekcji czystym i zadbanym po pedantyzm radiowozem.

— Ale jakien papiren, panie władzien? — odpowiadam grzecznie perfekcyjną nieniemczyzną.

— Documentos, документы, documents, pepa aloaia, documenti? — uprzejmie podpowiada indagujący w dowolnym języku Mi_ obcym.

— Hier sind natürlich unsere Papiere, Officer, bitte! — włącza się niefrasobliwie i radośnie Madame, wręczając paszporty (bo wtedy jeszcze się tego używało, no i całkiem przypadkiem znała też austriacki).


Po dokładnym spojrzeniu w dokumenty i oczy mojej z wieloletnim stażem lepszej połowy, wieży z kości słoniowej, perły z lamusa, furii i muzy w jednym:

— Bitte steig ins Polizeiauto… — z miną nieznoszącą sprzeciwu, ręką na pistolecie, obstawiony przez czujnego Policpomagiera, zimnym jak alpejski lodowiec głosem komunikuje nam swoją poinspekcyjną decyzję Policmajster.


No to świetnie, to mamy podwózkę, autostop i legendarną życzliwość zachodnioeuropejskich pobratymców w jednym, do komisariatu.

Toś narobiła! Było się gapić? Trzeba było udawać niegramotną!

Będziemy mieć nocleg w celi na gołej ziemi, a w tym czasie tajne służby będą nam sprawdzać przeszłość do trzeciego pokolenia: jakim terroryzmem się paramy oraz gdzie i czym przeprowadziliśmy ostatni zamach.

Jeśli w ogóle wyjdziemy z tego żywi, tydzień łap nie domyjemy po tuszach od składania odcisków palców, a zwoje mózgowe nam się rozprostują od prądów stałych i zmiennych, przepuszczonych przez nasze organizmy wykrywaczami kłamstw.

Co za kwas.
Już po nas.


— Panie mister Polciajnt, po co te nerwy, my niegroźne turysty, my nie łapali stopa na autostradzie jak buraki, my grzeczne, może się jakoś dogadamy? – zagadałem.

Chyba już dobrze znają intonację słowa „dogadamy” w języku słowiańskim, gdyż nagłym zrywem jeden się obraca, szamocząc się z bronią, drugi groźnie zerka we wsteczne lusterka wzrokiem typu: „Ja wam dam dogadamy!”

To by było na tyle w temacie negocjacji, zakończonych zanim się zaczęły.


Pogodzony z losem, patrząc smętnie przez okno na piękne krajobrazy przedAlpia, oklapłem na tylnym siedzeniu, tuląc się do plecaka i czekając na najgorsze.

Jak zwykle, teraz my będziemy siedzieć za niewinność!

Po 15 minutach jazdy, i gdy przed nami wyrosła duża, piękna, nowoczesna stacja benzynowa, radiowóz – skręciwszy na nią – zatrzymał się grzecznie przy krawężniku, a pan policjant, wysiadając, uprzejmie otwierając drzwi Madame, z olśniewającym uśmiechem mówi (tu tłumaczę dla lepszego przekazu):

— Tam nic byście do jutra nie złapali, tu jest dużo lepsze miejsce. Bon voyage, Madame!

2 myśli na temat “Bon voyage, madame!

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑