Modżajto

196/365 #szosopasta na 875 słów, 5 minut czasu czytania.

Gdyż „chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…”
Tak, wymów to — trudna sztuka. Skoro w prostych sprawach „splątania kwantowego” można się poplątać, to co dopiero w ciut trudniejszych.

Kiedyś usłyszałem w radiu fascynującą rozmowę z Panem Profesorem Rusinkiem.
Siedziałem z uniesioną radością brwią, słuchałem z opadniętą zdumieniem szczęką, a teraz zacytuję z pamięci ją.
Słyszałem tam, o ile mnie pamięć nie myli, jak opowiadał — że jadąc kiedyś ekspresem, nagle naszła go ochota na ekspreso (kawa mała, czarna, mocna, podawana w ekspresie — stąd nazwa tego popularnego naparstkopitku).

Jak siedział tak niezwłocznie udał się po napój, gdyż pociągi mają tę dobrą stronę, że poza tymi, w których można pójść „na stronę”, są też takie, gdzie można się udać do baru typu Wars.
Kiedy Pan Prof. (Prof. pisze się z kropką? Z nimi to nigdy nie wiadomo, strasznie przewrażliwieni) dotarł do Warsgonu restauracyjnego, zastał tam dwóch dystyngowanych, ale mocno już rozdygotanych i rozgestykulowanych — z nerwów i wypitych płynów (sądząc po poniewierających się wszędzie butelkach i kapslach, pękły już po cztery piwa na głowę i po ćwiartce na twarz) — interlokutorów (no… rozmówców – ale brzmi mądrzej).

Okazało się, że byli już dawno po etapie siły argumentów i aktualnie sięgali po argumenty siły — co tam który miał: kastet, pałka teleskopowa, a nawet być może sprężynowe noże.

Pan Michał, co Niewołodyjowskim był, gdyż Rusinek, i w nie swoje sprawy nosa bez szabli nie pchał, zamówił sobie swoje ekspreso (kawa z ekspresu w ekspresie), odebrał i już się wycofywał, by wstydu oszczędzić Waściom, a sobie — kosy pod żebro, kiedy usłyszał, jak się na niego patrzą.

I mówią:
— Chodź pan tu, wyglądasz pan na inteligenta, rozsądź pan spór, bo jak nie, to kosę ożenim!
I dalej:
— Mów pan, kto lepiej wykonał solo na skrzypce w „Chaconne” z Partity nr 2 d-moll BWV 1004 Johanna Sebastiana Bacha — Jascha Heifetz czy Hilary Hahn? Mów zraz, bo nie kłamię i nogi połamię!

EkspresoMen, jak stał, tak zamarł.
Po chwili — ze zgrozy i zgryzoty — zaniemówił.
Bo wiedział! No pewnie, przecież każdy to wie, ale ze strachu zapomniał języka w gębie — no i sporu nie rozstrzygnięto.

Rozbawił mnie do łez tą opowiastką.

Jednak, kiedy w dalszym ciągu (już nie o pociągu) tej pasjonującej rozmowy, wspomniał o jednym takim włoskim Znanym Znawcy Win Znanym Z Tego, Że się Zna – coś mi przypomniał.
Wspominał jak ten Znawca przyjechał kiedyś do Warszawy i udał się na kolację do eleganckiej restauracji, i tam zamówił butelkę — uwaga, teraz jadę niczym pendolino oryginalną włoszczyzną: Barą Rikasoli Kianti Klasiko (Barone Ricasoli Chianti Classico) — na co kelner nachylił się do ucha temu Włochu (gdyż to była bardzo wykwintna restauracja i tam się siary na całą jadłodajnię nie robiło, i nawet łyżki nie były łańcuchami przypięte do stołów) i konspiracyjnym szeptem szepnął, że się nie mówi: kianti, wieśniaku, ino „czianti, proszę panie jaśnie” — i wtedy właśnie przypomniałem sobie, jak ja też przybyłem, tylko z ziemi Polskiej do Włoskiej.


…Potężny przautostradowy parking tirowy, gdzieś w połowie Austrii, przyjął nas wtedy na długie godziny pod swoje niezbyt wykwintne skrzydła.
Podróżowaliśmy autostopem na południe, było już dawno po południu, robiło się ciemno, a my — utknięci w świecie ciężkiego transportu — chodząc od składu do składu, odbijaliśmy się od ich burt z kwitkiem.

Wieczór nadciągał, wszyscy przybywali, nikt nie wybywał.

— Pauza, łykend, przerwa, sjesta, relaks, wolne, titajm — tak się tłumaczyli ci wielcy, brzuchaci kierowcy, lekko zawstydzeni, że nie mogą pomóc. Odwracając wzrok, wiercili końcem buta w ziemi.

Chodziliśmy, pytaliśmy, błagaliśmy, płakaliśmy — a wszystko na nic.

W końcu, w ciemnościach, jeden z panów TiRów — na pewno wiozący jakąś wódę w cysternie, gdyż z napisem „Milk”, dla zmylenia przeciwnika — odpalił swoje 800 zmechanizowanych koni, włączył oświetlenie, które przyprawiałoby o kompleksy Las Vegas i już, już miał ruszać, kiedy rzuciliśmy się mu na maskę i dotąd modliliśmy się na klęczkach, odmawiając różańce, aż nas ze sobą zabrał.

W trakcie jazdy ujawniono, że w cysternie na pewno wiezie jakieś alkohole, gdyż nosiło go po pasie, jakby wiał halny (a gdzie halny w Alpach?). Już mocno zaczynałem się martwić tym niebezpiecznym zachowaniem naszego zawodowego mor… kierowcy, że tak jedzie po pijaku, kiedy — używając wszelkich możliwych języków, od Namigi poprzez Watykański, Gestykulanto i Esperanza (to Włoch był, on nawet Italskiego zbytnio nie znał, tak jak i ja — a co tu dopiero mówić językami świata) — wyszło, że nie, absolutnie nic nie pił, i po prostu jedzie już ze 128 godzin non stop (bo mleko, rozumiesz pan, ma mieć najszybszy transport) i jest lekko zmęczony.

Od tego momentu, przez jakieś 300 km, aż gdzieś pod Wenecję, gęby się na pokładzie nie zamykały — wszystko, żeby tylko oczy mu się nie zamknęły na drzemkę, a nam – na amen.

W końcu, po wyrecytowaniu ostatniej, trzynastej księgi Pana Tadeusza, dotarliśmy cudem na miejsce.
I on tu zjeżdża, więc musimy zjeżdżać, bo dłużej nie zdzierży.


Noc późna, zaczęło lać, nic nie widać, wysiedliśmy w tę ciemność, że choć oko wykol. Przeleźliśmy przez jakiś murek, rozbiliśmy nasz namiot chiński bez tropiku, a rano, skoro świt, kiedy okazało się, iż nocujemy na skraju przykościelnego cmentarzyku — poszliśmy sobie precz. I na śniadanie.

O, tam niedaleko, do przydworcowej kawiarni, o 6 rano. Pomiędzy ugarniturowanych italskich biurokratów czekających na swoją kolej, co z przerzuconymi przez ramię krawatami, żeby im się nie moczyły w ich espressach, zaczynali nowy dzień.

Tam właśnie, wiedziony instynktem prawdziwego podróżnika — w końcu nie z jednego kubka piło się kapuczino — na cały głos zamówiłem:

— Zwei kafe maczjato, prego!

Ta… i niech pierwszy rzuci kuflem, kto nigdy nie zamówił modżajto (mojito) czy inne gnoczi (gnocchi)!

2 myśli na temat “Modżajto

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑