Kowalsky

203/365 #szosopasta na 668 słów, 4 minuty czasu czytania.

Facetowi, gdzieś w głuszy, za górami, za lasami, zepsuł się samochód. A że to był supernowoczesny, ultrapiękny wóz, w którym nawet żarówki sam nie zmienisz, gdyż jest owa ledowa, to co miał zrobić? Wziął kubek z zimną kawą na drogę i poszedł szukać zasięgu lub pomocy.

Po jakimś czasie zaszedł do wioski, gdzie jedyny warsztat samochodowy prowadził Jan Kowalsky, z zawodu kowal. Jan, po sprawy wyłuszczeniu – „że nie działa, że pasowałby i że help” – wziął swój młot kowalski i poszli zobaczyć, co tam się popsuło. Bo Kowalsky miał jeszcze „kroki” robić dzisiaj, wg swojej smartbranzolety (co nie, że lepiej brzmi niż „smartbanda”?) – w ramach walki o BMI poniżej 25.

Po oględzinach, podrapaniu się chwilę po du…żej i tęgiej głowie, Kowalsky wziął lekki zamach i – jak nie pierdolnie w jedno, ściśle i precyzyjnie wybrane miejsce pod maską – tym swoim kowalskim młotem.

– Odpalaj, pan!

I pan odpalił!

Radości i szczęściu nie było końca, ale… kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak… należy.

– Się 5 tysięcy i 5 zł należy, można płacić kartą! – powiedział Jan Kowalsky.

– 5 tysięcy?! Za jedno puknięcie?!? Panie Kowal, upadłeś pan ze Sky na główkę? – załkał kierowca.

– A nie, nie, gdzie? Skąd! Panie kochany, za puknięcie 5 zł, 5 tysięcy to za to, że wiedziałem gdzie!

A kiedy pierwszy raz „choinka” na desce zaczęła do mnie radośnie mrugać – a dawno to było, chyba w średniowieczu późnym, czy może wczesnym rokoko – byłem jak ten leszcz barowy, co pierwszy raz progi karczmy przekroczył.

Przestraszony, bo nagle „nie ma ABS!”. Ło, Jezusie! Przerażony, bo „Zatrzymaj pojazd!”. Matuś, ratuj! I zdenerwowany, bo do domu daleko, a pełno zbójców na drodze!

Zatrzymałem pojazd, obstawiłem go racami świetlnymi, widocznymi ze stacji kosmicznej, uprzedziłem RZE, CIA, BHP, AGH i USC, że mogą być trudności w przejeździe gdzieś na drodze 5. kategorii odśnieżania, w miejscu, którego nie ma nawet w mapach Google.

Ubrałem 4 kamizelki odblaskowe i jedną kuloodporną. Na wszelki wypadek ugasiłem silnik trzema gaśnicami – na okoliczność pożaru.

I jak już trochę Mi_ przeszło, i zacząłem myśleć, wymyśliłem. Dzwonię do Michała. Nie odebrał.

No to jak tak, to do ASO Serwisu!

– Mości waćpanie, my bez pomocy magii komputera nic waści powiedzieć nie możem! Juści, to trzeba by przybyć w nasze progi, ustrojstwo owo podpiąć, a błędy zaś odczytać i księgi kodów tajemnych wyjąć. Wtedy nasz magik będzie w try miga wiedział! Nie frasuj się, waćpan – tylko ładuj furę na pomoc drogową i chyżo tu do nas przybywaj, a rychło – i nazajutrz, albo za dni siedem – będziem mogli diagnozować!

Yhm, no to dziękuję. To ja może zadzwonię do Michała. No tak – nie odbiera. To dzwonię do nieASO Serwisu:

– Panie, dyć to akumulator będzie, jako żywo! Niech szczęznę, jeśli prawię nieprawdę. Klnę się na dziatki moje i konkubinę, na pewno to akumulator, psia jego jucha! A… że nie macie, kumie, zapasowego? Panocku kochany, to ja nie wiem – to może egzorcyzmy?

Yhm! No nic, dzwonię do Michała! A tak, faktycznie – Michał nie pracuje po nocach, a to już 18:15!

Jak nie ma wyjścia, to idę na szczyt pobliskiego pagórka – zasięg będzie może wystarczający, żeby zasięgnąć wiedzy. W skarbnicy wszechwiedzy, gdzie wszyscy się leczą, uczą oraz znajdują odpowiedź na KAŻDE pytanie, poczytam!

I wyczytałem:
„Weźmisz krwi świeżo utoczonej z trzech nietoperzy, wysmarkasz się wcześniej i wymieszasz to z futrem rysia, śliną dziewicy oraz kozimi bobkami. A przy nowiu księżyca mieszał będziesz w prawo – wtedy, jak księżyc w pełni jest! Rzucisz to potem za siebie przez prawe ramię na pojazd swój, a bacz pilnie, bo rozbryzgi na masce wskażą ci kierunek poszukiwań usterki.”

No jasne, internet!

I gdy już zostało mi tylko znaleźć rysia i czekać na księżyc w nowiu, wtedy oddzwonił Michał Litościwy!

– Ugaś race, oczyść z piany silnik, odwołaj służby USB, wypuść dziewice i niech satelity przestaną namierzać, bo zakłócenia są w całym kraju. Otwórz, miłościwy książę, maskę – tam po prawej patrz, a ujrzysz skrzynkę bezpieczników. A wtedy pochwyć szczypcami swego Leathermana – bo wiem, że go masz, ten żółty – i dupy nie zawracaj, i nie ma za co! Cześć!

Tak… Wiedza jest wszystkim.

2 myśli na temat “Kowalsky

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑