Epos o Æiriku

206/365 #szosopasta na 608 słów, 3 minuty czasu czytania.

„Drogi mej nie wytyczyły
Ni dźwięk werbla,
Ni dźwięk cytry.
Jadę, póki starczy siły —
Jadę po pół litry!”

Wierszyk ten — wydawać by się mogło — prosty niczym fryzura Marciniaka, tak naprawdę wielkie ze sobą niesie przesłanie.
Tych kilka zdań, ułożonych szykowanie, gdyż w odpowiednim szyku, obrazuje determinację człowieka niezłomnego!
Który dążąc do rzeczy — zdających się z pozoru prostymi, aczkolwiek niezbędnymi (niezbędnymi szczególnie teraz, jak i zawsze) — potrafi… potrafił dokonać czynów zdumiewających i niewiarygodnych.

Tak, tak — kiedyś, jakiś czas temu, i nie bez powodu wspominam o tym dzisiaj — jeden niezłomny mężczyzna udał się po prostu po flaszkę, ale jego wyprawa okazała się przełomowa.

Był on, jak na nasze nowoczesne standardy, absurdalnie hipermęski. Te cechy u dzisiejszych mężczyzn wypleniono selekcją i wychowaniem.
Chodził szybciej, niż większość ludzi biega, a biegał szybciej, niż jeżdżą autobusy i samochody w takich korkach jak teraz.

Był to gość o sumarycznej kondycji plutonu komandosów S.A.S., ich wspólnej odporności — do kwadratu — i pomysłowości noblistów.

Siedział raz razem z kumplami.
I pił.
Pili dopiero od tygodnia, czyli w zasadzie wstępnie zaczęli oblewać udane tournee po okolicznych krainach.
Razem ze swoją „supergrupą” superkumpli raczyli raczyć się trunkami w intencji — za udane, spektakularne i bardzo głośno przyjęte występy.
Za sukces! Skål!

Wspomnę tu, że kiedyś czas nie zapierdalał ludziom tak jak teraz.
Z powodu braku dostępu do internetu, szybkich światłowodów i tych czarnych prostokątów pokrytych szkłem do macania, co to się nad nimi wszyscy teraz tak pochylają, że niedługo będą jak Baba Jaga, kiedy sprawdzała w piecu, czy Jaś i Małgosia już doszli (garbaci) — Ludzkość nie miała wtedy czasookresu koncentracji krótszego niż welonka.

Za to mogli pić tygodniami…
I tu wybucha z nagła lekka skucha.
Tournee było tak udane, a Bogowie tak przychylni, że Zespół wrócił za wcześnie, a ich Żony, Kobiety, Dziewczyny, Konkubiny i Sąsiadki z Naprzeciwka nie zdążyły się odpowiednio przygotować na ten nieplanowy powrót.

Po tygodniu picia jedna z nich mówi:
— Słuchaj, Æirik (imię zmienione na prośbę autora), za dwa tygodnie wóda się skończy.

Nasz bohater zbladł, bo… Czyli co?
Jakby dopiero zaczęli relaks, a alkohole już się kończą?

Podumał, a wyobraźnię miał Æirik — szef tego całego bajzlu, człowiek ogarnięty, bo świeżo wrócił od balwierza — doskonałą.
I wydumał.

Oczyma wyobraźni zobaczył, co się dzieje, jakie niesie za sobą konsekwencje nagły brak w barku, czyli:
uszczerbki na zdrowiu i cnocie różnych osób trzecich (a i zwierzęta zagrodowe tam mieli, więc i w inwentarzu), oraz w ruchomościach, nieruchomościach i sprzęcie wędkarskim.

Powstał tedy raźno, przeciągnął się, beknął i bąknął — decyzję powziął:

— Słuchajcie, chłopaki. Wy się tu bawcie, a ja skoczę po flaszkę!

Zostało to przyjęte ogólnym aplauzem. Spalono z radości tylko kilka chat, paru aż się usmarkało na samą myśl, a sytuacja przestała eskalować.

— Chwilkę jeno mnie nie będzie, ale zachowywać się porządnie! Nie gwałcić — jak koniecznie, to tylko między sobą. Acha — bawić się stosownie, dozwolone są tylko drobne złamania, bo lekarz nam się pochorował i pewnie nie wyżyje. A ja zaraz wracam.

Jak już powiedziano — czas się wtedy ciągnął inaczej.
Dla chłopków zaczekać godzinę, tydzień czy ile tam trzeba na flaszkę to nie był jakiś problem.

Bawili się dalej, a on… po wódę się udał.

I przywiózł, a jak!
Przywiózł!

9 października 1000 roku dotarł do/na — metę, zwaną (cóż za celna nazwa): „Winlandią”.

Nasz Leif Eriksson, syn Eryka Rudego, ksywa Æirik zwany Szczęśliwym — bo o nim tu mowa — tak się zapamiętał w swej misji, tak nieustępliwym był, tak jechał, póki starczy siły, że odkrył Amerykę.

A że po pijaku to było — czego nie można pochwalać i czego nigdy czynić nie należy — to wyszło słabo.
Niech świadczy o tym fakt, że, mógł — jakby był trzeźwy — przewidująco dopłynąć nie 9, a 10.10.1000 r.
Łatwiej zapamiętać, wyględne na plakacie, i jak to potem w mediach społecznościowych viraluje!
Ale nie!

Młotto: Pamiętaj nie tylko Polaku: Nigdy nie steruj po pijaku,
bo to, co wtedy zbroisz, będzie za tobą ciągnąć się.
Wieki całe!

2 myśli na temat “Epos o Æiriku

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑