Nagle złapał się za głowę i zaczął rwać resztki włosów.
– Co ja najlepszego zrobiłem!
Sekunda nieuwagi, chwila zwykłego zagapienia, spojrzenie gdzieś w dal.
Tyle razy mówią, ciągle powtarzają: „Bądź uważny! Skup się, i rób tylko jedną rzecz na raz!”.
Z furią w oczach cisnął czapką o ziemię. Zaklął siarczyściej niż szewc.
Obok ktoś drgnął, przestraszony nagłym wybuchem, rzucił mu przerażone spojrzenie, lecz gdy zobaczył, co zaszło, szybko odwrócił osłupiały wzrok.
Po pierwszym szoku już tylko łkał w duszy. Wszystko miało być inaczej – przecież dokładnie to zaplanował!
Teraz szedł ze spuszczoną głową jak prowadzony na szafot. Po raz chyba dziesiąty analizując swe położenie, swój błąd, do którego on i tylko on doprowadził.
Tak, nie jest twardy, ale przyjmie ten cios na klatę. Weźmie to na siebie ze wszystkimi konsekwencjami – jednak ach, jak bardzo boli.
Poszedł, a ludzie, których mijał, odsuwali się na boki. Nie patrzyli mu w oczy, udając, że ich tu nie ma.
Błądzili wzrokiem wszędzie, byle nie spotkać się z jego spłoszonymi oczami.
Byli też i inni – ci uśmiechali się z przekąsem.
– Ma za swoje – zdawały się mówić ich miny. – Mógł być uważny, jak my!
Jakoś doczłapał, wszedł do wnętrza.
Tu czekał na niego sąd, wyrok i kara.
Kolejka podobnych mu, szarych, ponurych postaci ciągnęła się przed nim jak w nieskończoność.
Chwila była nieskończonością.
„Tak, oczywiście, przedłużajcie ten horror… Nieczułe bestie!” – pomyślał.
Jakże świat może się zmienić w sekundzie.
Te niegdyś przyjazne mury, kiedyś bezpieczne, tętniące życiem znajome wnętrza teraz były jak więzienie.
Przytłaczały.
Tracił oddech.
Chyba zaraz zemdleje.
„Wody! Dajcie wody! Uciekać…”.
Dość. Niech już się skończy ten koszmar…
Tak, wie – za błędy trzeba płacić. Tylko dlaczego aż taką cenę?
W końcu przyszła jego kolej. Wyciągnął drżące ręce, chwilę mocował się sam ze sobą, jednak w końcu się przełamał.
Poddał się:
– Z dwójki poproszę…
– O rany! Naprawdę? To pan zatankował auto do pełna?!

Dodaj komentarz