Agent 8.0.0

Dzisiaj po raz kolejny, bo przecież „Żyje się tylko dwa razy”, zatankowałem swój pojazd za 8 zyły.

O-S-I-E-M-Q-R-W-A-Z-Ł-?-!

Zmuszony byłem. Przewidywania brakiem i pustym bakiem.

Na ten „Zabójczy widok” już miałem dostać zawału, lecz postanowiłem jednak wziąć się w garść.

– „Nie czas umierać”, chłopaku! – powiedziałem do siebie – skoro „Śmierć nadejdzie jutro”, z tym, że „Jutro nie umiera nigdy”, to wychodzi, że chwilę trzeba żyć.

Sprawdziłem, czy nie jestem aby „Człowiek ze złotym pistoletem” od dystrybutora, albo czy przypadkiem nie jeżdżę elektrycznym „Spectre”.

Kiedy okazało się, że jednak nie, wstrząśnięty, niezmieszany, wyjąłem swoją „Licencję na zabijanie” i poszedłem dopytać, czy ten towar tak pochopnie szlauchem tankowany z instrybutora, nie jest zmieszany z jakimś dającym dodatkowego cenowego kopa eliksirem typu „ąę martini with koniak Le from France”, gdyż jestem na to nastawiony, jak niejeden Profesor, Magister i „Doktor – No”.

No NIE!
„Świat to za mało” dla mnie i takich cen.

Znudzony sprzedawca spojrzał na mnie z politowaniem i tak do mnie rzekł: Ty, szanowny panie, „Żyj i pozwól umrzeć” swym złudzeniom, co do rabatu tudzież kredytu na zakup. I cóż z tego, że „Diamenty są wieczne”, skoro szefie nie masz ich na tyle, żeby zatankować do pełna swój wóz.

Ech – rozmarzyłem się – mieć kiedyś tak jak Bond, James Bond.

On pozostając „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości” miał wylane na koszta. Tak, kto pija drinki w „Casino Royale”, przegryzając „Ośmiorniczkę”, ten paliw w litrozłotówkach nie liczy.

Dla otrzeźwienia postanowiłem napić się kawy. „Nigdy nie mów nigdy”, gdy masz okazję dostarczyć kofeinę do swojego systemu kofeinonośnego!

Dosiadłem się więc do jakiegoś kolesia, który wykańczał tu chyba nastą wódkę pod śledzia i galaretę.

Uff… widać z lekka jest już usmażony, bo wygląda jak jakiś z orbity urwany „Moonraker”.

Ale, ale… Ja go znam, ja go na pewno skądś znam.
Wiem, tak, przecież to On – bONd!

Było to dla mnie małe „Quantum of Solace” w tej rozpaczliwej sytuacji, kiedy „Skyfall” upadło mi na głowę, gdy przy płatności moja karta kredytowa zaczęła zawodzić w rozpaczy, a na koniec zawodzić finansowe oczekiwania.

Lecz teraz, gdy już wiem, że te wszystkie reperkusje związane z paliwami są to typowe „Pozdrowienia z Rosji” i Trumpoameryki – mam plan.

Nie jest to „Szpieg, który mnie kochał”, ale i tak, jak tylko wytrzeźwieje ten tu typ w muszce, to go zmuszę i współpracę na nim wymuszę, gdyż potrzebne Mi będą jego sprytne „Goldfinegr”-ki i bystre „GolddenEye”.

Tajne! Uwaga – Spalić przed przeczytaniem.
Umieszczam to tu „Tylko dla Twoich oczu”.

W ramach kooperacji wywiadów, po wydaniu ostatniej kasy na paliwo, stojąc „W obliczu śmierci” głodowej, oraz dla ratowania świata, udamy się teraz obaj z akcją na bardzo bliski Wschód, zaczynając „Operację Piorun” w poszukiwaniu taniego gazu i macherów od samochodowych instalacji gazowych do elektryków!

P.S. Zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów znanego Papay Razzi, włoskiego dziennikarza pracującego dla słynnego gockiego periodyku „𝕿𝖍𝖊 𝕻𝖍𝖔𝖙𝖔 𝕾𝖍𝖔𝖕” (de fotoszop).


Dodaj komentarz